08.08.2018

Od Horusa cd. Vivienne

Skok, ugryzienie i śmierć. Żywot królika szybko się skończył, a pełen podziwu pies powiedział swoją opinię na głos. Może nawet trochę zbyt głośno. Horus lekko zmrużył oczy i skarcił się w duchu. Kim jesteś, aby innych oceniać ? Ale suka jakoś nie wydawała się speszona, wręcz emanowała dumą. Nastała cisza, podczas której oba psy lekko uśmiechnęły się do siebie.
- Uhm, co teraz ? - powiedział pies w momencie gdy suka chwyciła w zęby królika i ruszyła za nim. Sam pies nie wiedział gdzie zmierza, ale na pewno gdzieś kiedyś dojdzie, prawda ?
- Na pewno nie mam zamiaru podzielenia się zdobyczą - powiedziała przez zęby i złośliwie się uśmiechnęła. Ale nie wrednie czy chamsko, bardziej ... przyjacielsko ? Czyżby zawzięta i uparta suka go polubiła ?
- Wiesz co, nawet o tym nie pomyślałem - odparł i wyrwał zaskoczonej Vivienne martwe
zwierzę - Ale jednak wyręczę cię z tego problemu. Mi się polować już dzisiaj nie chcę.
Wiedział, że trochę paplał z królikiem w pysku, ale kto by się tym przejmował ? Na pewno nie martwy zwierzak. Widział, jak suka rozpędza się i go prawie dogania. Mimo że jego łapy prawie nie dotykały podłoża, to czuł wibracje od uderzeń psa biegnącego niecałe dwa metry za nim. Dosłownie.

Pies doskonale wiedział o zbliżającym się wieczorze i mocno parł przez kłębowiska zieleni. Gałązki wchodziły mu na pysk, oczy i w najgorsze miejsce, jego nos. Lekko kichnął kiedy jakieś cholerstwo znowu mu tam weszło.
- A nie mówiłam ? - usłyszał ciche stęknięcie suki i tym samym marnie westchnął. Niecałą godzinę temu nastąpił rozejm, i królik ponownie powędrował do Viv, a Horus wybrał drogę jaką mają wrócić do Helecho. Stwierdził, że droga przez las (o pół godziny krótsza), będzie o niebo lepsza niż droga przez jakąś wieś. Czyżby ? Pies nie miał bladego pojęcia czym się kierował, ale błądzili już sporo czasu użerając się z drzewami i ich cholernymi gałęziami. Poprzysiągł sobie, że jak wróci to obetnie wszystkie gałęzie, w okolicach jego chatki, które choćby mogły mu wpaść do nosa. W momencie kiedy zmęczony pies miał zamiar się poddać i przyznać suczce rację, jego oczy dostrzegły dosyć niecodzienny widok. Dokładnie przed jego nosem przebiegło stado zajęcy, które wręcz uciekało przed czymś. Tylko ... przed czym ? Horus rozejrzał się dokładnie, jednak nie dostrzegł żadnej podejrzanej rzeczy. Do pewnego momentu, w którym jakiś pies nie rzucił się na niego i z całej siły przycisnął do ziemi. Horus prychnął i jednym gwałtownym ruchem tylnych łap zrzucił napastnika z swojego brzucha i lekko się otrzepując, przygotował na następny atak. Tylko że on nie nastąpił. Pies z ogromną siłą uderzył o pobliski kamień i z tępym uderzeniem stracił przytomność.

Pies lekko zmarszczył brwi i wzdrygnął się na wspomnienie tamtego upadku. Otwarł oczy i wręcz zamarł. Leżał w jakieś ... klatce ? Tak, chyba można tak to nazwać. Obok niego, już w innej klatce leżała nieprzytomna Vivienne. Z drugiej strony, jakiś inny pies. Gdzie oni są ?

Vivienne ?
Wybacz że taki krótki.

490 słów → 20 ပ


Od Verrano do Violence

Drzwi zamknęły się z lekkim trzaskiem, i piskiem w starych zawiasach zarazem. Musi je wymienić, i to szybko. Ale przynajmniej nikt w tym samym czasie się do niego nie zakradnie. Czarny pies wychylił się zza kubka parujących ziół i lekko odetchnął. Towarzystwo jakie dawała mu suczka było niezastąpione, miał nadzieję że ta mała zostanie kimś ważnym dla sfory, kimś, z którego mógł być dumny. Verrono lekko zeskoczył z fotela i przeciągając się zarazem mlasnął dwa razy. Do wieczora daleko, coś ze sobą trzeba zrobić, prawda ? Nie zastanawiając się długo wziął swoją ukochaną torbę i mały kozik, łowy na zioła i zwierzynę czas rozpocząć. Dokładnie zamknął za sobą drzwi i wywiesił swoją ukochaną drewnianą tabliczkę ,, Zaraz Wracam" z małym dopiskiem ,,Zbieram Zioła". Uśmiechnął się i z niesamowitą prędkością przebiegł Helecho i skierował się na traktat w stronę Puszczy pełnej kuszących ziół.

Już przy pierwszych drzewach dostrzegł zioła, bardzo dużo ziół. Od razu wyciągnął mały woreczek i zrywając po kilka roślin naraz wkładał je układając w rządek. W momencie gdy w okolicy nie było już tego, co mogło by go zainteresować, ruszył dalej, zostawiając drogę coraz bardziej w tyle. Tutaj, w puszczy, gatunków tego co można zbierać, jest bardzo dużo, w nienaruszonym stanie. Bardzo mało psów tutaj chodzi, więc i leśny podszyt jest w doskonałym stanie do zbieranie. Pies coraz bardziej wpatrywał się w małe roślinki, gdyby nie to, że w domu ma ich pęczki, od razu pobiegłby do jakiegoś krzaczka i całego go poobcinał. Nagle na widok jeżyn przystanął i od razu do nich podbiegł, zbierając całe kiście owoców. Jak to przyjmować gościa, który zda egzamin na zielarza bez poczęstunku ? Jeśli zdąży, to może nawet odda je do piekarni, do tej szarej suczki i poprosi o zrobienie jakiegoś ciasta ?

Zioła i zioła, ile ich można zbierać ? Powiedziałby normalny pies i przykuł swoją uwagę na cokolwiek innego niż te niepozorne rośliny. Ale Verrano ? Nigdy w życiu. Aktualnie siedział na wysokim drzewie i ścinał bardzo rzadkie liście, Liścienia. Roślina rosnąca jak bluszcz, dająca owoce jak pomidor i mająca liście jak mięta o niebiańskich właściwościach. Ból głowy ? Wymioty ? Problemy z żołądkiem ? Liściec ci pomoże ! Gdy liście zapełniły cały materiał, pies zacisnął sznureczkiem jedwabny woreczek i przetarł sobie czoło, całe z zielonego proszku - nasion. To co ? Masz dość ty głupi staruchu ? Pies pomału zszedł z drzewa trzymając się kory i zeskoczył gdy był już blisko ziemi. Nagle poczuł jak łapy się pod nim uginają i jak dostaję czymś w bok, czymś twardym i bezwzględnym.
- Co tu robisz ? - odezwał się pierwszy głos należący do ogromnego brązowego psa - Kim jesteś ?
Verrano zatoczył się i lekko oparł o drzewo z którego przed chwilą zeskoczył. Szczerze ? Nie spodziewał się rabusiów w takim miejscu i o takiej porze. Czuł jak jego mięśnie się naprężają, tym samym jego oddech lekko przyśpieszył.
- Kim jesteś ?! Ty cholero jedna - zawołał drugi i rzucił się na psa popychając go. Verrano ponownie się zatoczył, jednak jedynie podniósł wzrok i spojrzał się na drugiego owczarka. Wysoki i ubrany w obskurne rzemyki między którymi miał broń, wyglądało to co najmniej przerażająco.
- Kim jesteś aby mi rozkazywać ? - powiedział ze stoickim spokojem i od razu pożałował. Poczuł jedynie przez moment jak długie ostrze wbija mu się pod żebrem i w tym samym momencie uszkadza jego skórę i wnętrzności. Mimo że ból nie był mu obcy, lekko jęknął i przymknął oczy. Myśli wirowały mu w głowie, przecież mógł spróbować uciec, zaatakować, a nie zgrywać odważnego wojownika. A co z egzaminem biednej Violi ? Zatoczyło mu się w głowie i nie patrząc gdzie, upadł na leśny podszyt.

Okropny ból głowy, ból w okolicach żeber i obolałe łapy, tylko to przeszkadzało psu. Nagle zdał sobie sprawę z obcych i zarazem znajomych zapachów pobudził psa do otworzenia oczu i wstania. Tuż obok niego leżało sporo ziół, a on sam miał opatrunek na brzuchu. Zaraz potem dostrzegł śpiącą Violę na kanapie. Drzemała skulona w małą kulkę, jakby chciała zająć najmniej powierzchni ile się da, tym samym wysypiając się porządnie. Gdy pies poukładał myśli, jedno pytanie (w sumie dwa) ciągle wędrowało mu w głowie. Co tu się do cholery stało ?

Viola ? c:
Jeszcze raz przepraszam za mojego kuzyna :<

700 słów → 35 ပ | Koniec nauki Violence 

07.08.2018

Od Vivienne - Zlecenie 3

Poranek, zwyczajny, jak każdy inny. Siedziała u siebie, pogrążona w we śnie, jednakże po krótkiej chwili wstała, zostawiając łóżko w całkowitym nieładzie. Nie miała najmniejszej ochoty teraz go ścielić. Była cholernie głodna, zjadłaby wszystko, naprawdę, wszystko, co pojawiłoby się na jej drodze. Ciężkim, wciąż zaspany i leniwym ciągle chodem ruszyła w stronę drzwi, energicznie je popychając. Skrzypnęły, a później mocno trzasnęły. Nie przejmowała się tym, miała to, szczerze mówiąc, kompletnie gdzieś, uważając, że połowa drzwi od budynków mieszkalnych w Litore ma taką wadę, albo raczej tylko tak zakładała, nie była tego oczywiście pewna, ale miała wrażenie, że nie mieszka w najgorszym, sypiącym się mieszkaniu.
~**~
 Załatwianie spraw, które mają na celu zaspokojenie wszystkich porannych potrzeb jest bez wątpienia nudne, ale bezpodstawne siedzenie w karczmie to już przesada. Opierała się łapą o stół i przysłuchiwała się dziwacznej rozmowie psów z innego stolika. Zamówiła coś do jedzenia, dokładniej pieczonego kurczaka, którego wsunęła w niecałe pół godziny. Z całego cielska ptaka najbardziej upodobała sobie skrzydełka. Sama nie wiedziała, jaki był ku temu powód. Uwielbiała "bawić" się małymi kosteczkami, jednakże była w miejscu publicznym i okazywanie takich nawyków nie skończyłoby się dobrze. Była bardzo zniesmaczona, ale gdyby tutaj nie przyszła musiałaby ponownie bawić się w polowanie, które nie w każdym wypadku skończyłoby się powodzeniem. Miała wstać i wyjść, nie robiąc sobie nic więcej z tej obecności, ale coś ją powstrzymało; grupka wcześniej wspomnianych psów zaczęła bardzo interesującą konwersację, Vivienne po prostu musiała chwilę usiedzieć na czterech literach i chamsko podsłuchać tej rozmowy. Nie potrafiła teraz odejść. Jakaś dziwna siła po prostu kazała jej tam zostać.
- Chłopaki, chodźcie ze mną do Puszczy - zaczął jeden. Wyglądał na intelektualistę, nie był specjalnie mocno zbudowany i gdyby nie głos, suczka nie byłaby przekonana co do jego płci.
- A jaki jest tego powód? - odezwał się drugi.
- Znalazłem w bibliotece tekst, który mówi o ruinach ukrytych w kniei... I potrzebuję kogoś, kto by mnie chronił.
 Grupa psów wybuchła śmiechem. Vivienne jednak nie ciągnęło do śmiechu. Była bardzo zaciekawiona. Ruiny? To może brzmieć ciekawie.
- Ale co jest takiego śmiesznego? - spytał ze skwaszoną miną.
- Te twoje bajeczki - odpowiedział największy z psów. Po chwili każdy kolejny osobnik zaczynał opuszczać stolik. Pies wpatrywał się w stolik. Był całkiem sam, reszta psów przestała widocznie zwracać na nie uwagi. Osobnik był smutny, a Vivienne niemożliwie zainteresowana tą sprawą. Co prawda wciąż była jeszcze zielona, jeżeli chodzi o sprawy Eos, ale czuła, że to może się opłacić. Nieśmiało podeszła do psa, ośmieszonego przez własnych kumpli. Nie, nie miała najmniejszej ochoty chociażby patrzeć na jego mordę, ale jakaś niepojęta siła ciągnęła ją i za wszelką cenę nie chciała odpuścić. Pies spojrzał na nią z wielkim zdziwieniem. Rozszerzył oczy, ale nie przesadnie. Biała usiadła przy krześle i, jak gdyby nigdy nic oparła łapy o stół, bezczynnie siedząc.
- Czego chcesz? - fuknął pies. Nie musiał wyrażać niczego w słowach, jego oczy wołały "odwal się, też chcesz mnie wyśmiać", ale na niej to nie robiło najmniejszego wrażenia. Wzięła łapy ze stołu i spojrzała na psa.
- Chcę wiedzieć, co jest grane - zaczęła - mówiłeś o jakichś Ruinach...
- Podsłuchiwałaś! - krzyknął.
 Vivienne walnęła łapą o stół, momentalnie go uciszając. Spojrzała na niego z furią, niemalże wchodząc na stół.
- Mam tam iść, czy nie? - głośno spytała. Nieznajomy pokiwał głową. Śnieżnobiała triumfalnie się uśmiechnęła. Pies zbliżył się do niej, dając jej kilka Soli, jako zakładkę, a już po chwili ruszyli. Vivienne wyszła z karczmy, idąc tam, gdzie pies. Przez całą drogę praktycznie nic do siebie nie mówili, a gdyby nie miła zapłata, suczka nie poszłaby z tym... Idiotą? Możliwe. Sama nie wiedziała, po co ma go ochraniać. Nie może pójść sam, no, ale najwidoczniej jest tchórzem, i potrzebuje kogoś, jak suczka. Szli, obydwoje, jednakże Vivienne starała się utrzymywać jak największy dystans. A skąd wie, czy za chwilę nie wbiję jej noża w plecy?
- Gdzie są właściwie te Ruiny? - spytała suczka, udając, że nie wie.
- W kniei. To niedaleko - powiedział pies. Widziała ekscytację na jego pysku.
 Siedem minut później obydwoje stanęli. Pies zaczął rozglądać się wokół, z coraz bardziej niepewną miną. Vivienne od razu załapała, o co chodziło. Byli na miejscu, a tutaj kompletna pustka.
- Ale... - zaczął. Vivienne westchnęła.
- Jesteś głupim głąbem i chyba na mózg padłeś - zaczęła - ale dzięki za Sole.

Zlecenie 3 - 100೧ + 30PU + 5೧ za słowa

21.07.2018

Od Horusa cd. Agnes

W momencie gdy pies się ocknął, wleciała na niego Agnes przygniatając go do kamienistego podłoża. Poczuł słodki zapach jej futra i zmrużył oczy z rozkoszy. Ta chwila trwała dosłownie sekundę, zaraz potem znikła. Przez zamglone oczy zauważył, jak ogromny gad popycha sukę ponownie w jego stronę a ta, uderza pyskiem o kamień i wlepia w niego swoje pytające spojrzenie. Co robić ? - zdawały pytać się jej wystraszone i błądzące wszędzie oczy. Horus poczuł, jak jego serce i oddech przyśpieszył, gdzie my w ogóle jesteśmy ? Góry Nann ? Równina ? Najprawdopodobniej to drugie. Pies pomału wstał i zataczając się stanął pysk w pysk z ogromnym smokiem, któremu z nozdrzy leciały chmurki dymu. Wielka, twardoskóra i okropnie zielona poczwara sunęła wolno w jego kierunku, najpewniej z zamiarem rozszarpania go na drobne kawałeczki. Mimowolnie sięgnął łapą po broń, jednak poczuł jedynie przerażającą pustkę na udzie. Pies podniósł wzrok, jednak nie znalazł żadnej deski ratunku w pobliżu, w około były tylko krzewy, ewentualnie nieliczne i niskie drzewa. I dużo kwiatów, wręcz ich wysokie kępy. W sumie wiosna, wszystko kwitnie. Jednak pies nie zwracał za dużej uwagi na otoczenie, szukał jakiejkolwiek szansy na uratowanie siebie i Agnes. Jaszczur wydał z siebie przenikliwy wrzask i ruszył do ataku na sukę. Czemu akurat na nią ? Pies nie wiedział, ale ze wszystkich sił wytężył wszystkie mięśnie i ruszył do nagłego ataku na wściekłego smoka. Cholerny gad nawet się nie ruszył, kiedy zęby Horusa wtopiły się w jego bok. Z jego pyska pociekła zielona maziaja, będąca pewnie jego krwią. Czyżby poczwara naprawdę nic nie poczuła ? Pies skoczył i zapierając się łapami przytrzymał swoje ciało wspinając się wyżej. Chciał dotrzeć do szyi, tym samym zabić potwora i jakoś się ... uratować ? W momencie gdy zamknął swoją paszczę tuż przy łbie smoka, zwierz chwycił Agnes i kilka razy potrząsnął nią tak, że z pyska suki wydobył się cichy jęk. Tak cichy, że jedynie Horus go usłyszał i śmiertelnie go to przeraziło. Pies lekko zmrużył oczy i z podwójną siłą odgryzł się smokowi. Zielony stwór dopiero teraz zauważył jego obecność. Odwrócił się i puszczając Agnes starał się pochwycić uciekającego psa, jednak ten, był zbyt zdeterminowany aby się łatwo poddać.
- Agnes ! - zawołał i z ulgą odetchnął gdy suka w niecałą chwilę znalazła się przy nim. Czuł jej obecność i szybki oddech.
- Masz jakiś plan ? - powiedziała i uskoczyła przed łapą smoka, który wręcz zgniótł by ją gdyby nie zdążyła. Ma świetny refleks.
- Szczerze ? Nie - odparł i ruszył do ataku - Ale proponuję ucieczkę, nie damy rady poko...
Pies nie dokończył, bo smok chwycił go za tylną łapę i mocno trzymając zaczął ciągnąć do swojego (najpewniej) legowiska, które znajdowało się w norze usłanej suchymi gałęziami. Horus zaczął się wyrywać i wiercić, jednak smok nie dawał za wygraną i po prostu ... szedł. Widział Agnes i jej wszelkie starania aby smok puścił psa, na darmo. Żadna siła nie potrafiła go zmusić do puszczenie coraz bardziej zwiotczałej kończyny owczarka. Horus nie czuł za bardzo co się własnie dzieje z jego udem, ale zachowując pełną świadomość zamachnął się i ugryzł smoka w pysk. Jego zęby wtopiły się delikatną skórę w okolicach warg i ciągnąc, urwał kawałek rozciągliwej skóry. Rozległ się donośny jęk i zwierzę otwarło pysk w bolesnym uścisku. Pies upadł przewracając się i lekko utykając jak najszybciej oddalił się od zdenerwowanego potwora. To miotało się w zdenerwowaniu i w momencie gdy dostrzegło uciekającego psa, ruszyło w pościg. Pies wodził oczami po horyzoncie i kiedy gdy znalazł biegnącą niedaleko Agnes, lekko się uspokoił. Przy niej ... czuł się bezpieczniej ? Ale czy nie powinno być na odwrót ? Teoretycznie on wpakował ich w te wszystkie kłopoty ... wokoło tylko krzaki. Gdzie oni mogą uciec, nie narażając się na smoka i jego ostre kły ? Gdy Agnes zrównała swój bieg z jego tempem, smok cwałował niecałą milę za nimi. W momencie gdy suczka chciała otworzyć pysk aby coś powiedzieć, pies poczuł pustkę pod łapami. Dosłownie. Tracąc grunt pod łapami, Horus zachłysnął się powietrzem i przez kilka sekund ,,lotu" trwał w bezruchu. Dopiero uderzając o całym ciałem o kilkanaście kamieni, poczuł ich odbierający przytomność chłód. Tracić przytomność ... według niektórych ciekawe uczucie, według owczarka okropne i nieprzyjemne. Ale co zrobić ? Przed oczami psa pojawił się urywek ryku smoka i jego umysł całkowicie spowiła unosząca się wokoło ciemność.

Czy tak wygląda śmierć ? Pies zawsze był tego uczucia ciekawy, ale nie wiedział że nadejdzie tak szybko. Niby nic nie poczuł, ale łapa nadal go bolała, pulsowała okropnym bólem rozchodzącym się po całym ciele. Czyżby w niebie nie miał się ponownie narodzić jako szczęśliwy, zdrowy i dobry pies ? A może nie trafił do nieba, w sumie nie był przykładem psa, który ... no właśnie. Zdarzało mu się upijać jak i zabijać. I wiele innych rzeczy, których inni na pewno by nie pochwalali.

Pies poczuł jak coś kapnęło mu na nos. Lekko otworzył swoje oczy i od razu wszystko sobie przypomniał. Gwałtownie wstał i narastający ból w tylnej łapie przypomniał o swoim
Link do autora Unsplasch
istnieniu.Wokół niego były kamienie, i to jakie ... Kilkanaście korzeni wystawało z ścian, a kropelki utworzone z wilgoci spływały po szarawych ścian groty. W momencie gdy pies nie dostrzegł Agnes, w jego umyśle zakorzeniło się ziarnko niepokoju. Czy smok ... mógł ją wyciągnąć ? Co się z nią stało, czyżby gdzieś tu jeszcze jest ? Horus zaczął nerwowo poruszać łapami, końcówki jego uszu zaczęły niespokojnie drgać. Nie zastanawiając się dłużej, ruszył jak najszybszym krokiem, wzdłuż skalnego sklepienia, jakim potrafił.                                                                                                         

Agnes ?
(gdzieś ty polazła xD)

914 słów → 45 ౧ | walka → 5 PU

19.07.2018

Od Oscara cd. Od Lady

Siedzieliśmy na trawie, tuż obok niskiego, kamiennego murka, który oddzielał podwórko od posesji sąsiada. Co robiliśmy? Nic szczególnego, chyba tylko delektowaliśmy się chwilą. Słońcem, którego promienie padały na spokojną osadę i potęgowały jej swojski nastrój. Śpiewem ptaków, który umilał ten czas. Zapachem trawy i kwiatów, rosnących przy ścianie chatki. Na ulice toczyło się życie. Wędrowcy mijali kamienne domki i kierowali się każdy w swoją stronę. Co poniektórzy zatrzymywali się w niewielkim zajeździe, inni przechodzili przez furtki i wchodzili do domostw, a pozostali po prostu maszerowali w kierunku Lapsae lub innych części naszych terenów. Spojrzałem na Lady. Na jej czarnym futrze nadal można było dostrzec matowe ślady mąki. Uśmiechnąłem się delikatnie na ten widok. Szturchnęła mnie czule pyskiem.
Szybka, spontaniczna myśl. Wstałem dynamicznie, przez co suczka zachwiała się lekko, jako że była dotychczas o mnie oparta. Zmarszczyła brwi i zawołała za mną, podczas gdy ja biegłem już do domu.
-Co ci się stało?
-Nic, nic. Zobaczysz wkrótce. - odkrzyknąłem z wnętrza budynku.
Wziąłem ze sobą swoją sakwę, która była zapakowana po niedawnych łowach. Do sakiewki wrzuciłem kilka monet. Torbę Lady chwyciłem w zęby i wyszedłem na zewnątrz. Podałem jej ją telekinezą i zamknąłem drzwi, by następnie szybko ruszyć do furtki. Obejrzałem się za siebie i ruchem głowy zachęciłem suczkę do podążania za mną.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz! - odpowiedziałem w biegu, ale po chwili się zatrzymałem.
-Co? Już, o co ci chodzi?
-Nie, jeszcze nie. Chciałem cię tylko ostrzec, będziemy w drodze przez całą noc.
-Nie przesadzasz? Gdzie chcesz tak właściwie dojść? - nie przestawała pytać.
-Na wybrzeże. Południowe. Musimy tam dojść. - przekonywałem.
-Czemu? O co ci tak właściwie chodzi?!
-Nie bądź taka niecierpliwa. Dotrzemy tam razem. Chociaż moim celem, jest sama droga. - dodałem trochę tajemniczo i pobiegłem, dając suczce czas na przemyślenie tych słów.
Po kilkunastu sekundach usłyszałem za sobą jej kroki. Uśmiechnąłem się do siebie.
Biorę ją do Litore, bo dawno tam nie byłem. Chciałem tam chwilę pobyć, mieć czas na przygotowania. Do ślubu, rzecz jasna, przecież wiem jak Lady kocha morze, więc chciałem, aby ten najważniejszy moment w życiu przeżyła przy szumie fal. W sumie to nie rozmawiałem z nią jeszcze  tym i właśnie w Litore chciałbym to wszystko omówić. Chcę mieć ten czas, aby rozejrzeć się w okolicy tego miasteczka. Może udałoby mi się znaleźć odpowiednie miejsce na przeprowadzkę. Będzie nam potrzebne coś większego niż dwupokojowa chatka w Helecho, a wcześniejsza rezydencja Lady też nie była zbyt przestronna. Mam tyle planów, jednak wcześniej musimy tam dojść. Czemu dojść? Czemu nie wsiąść do powozu i spokojnie dojechać? Nie wiem. Chyba zwyczajnie chciałem mieć więcej czasu na rozmowy, bez podsłuchującego woźnicy.
Rozmyślałem o tym wszystkim i nieco straciłem czujność. Tymczasem obok mnie pojawiła się już Lady.

(Lady?)
Okropne, wiem, ale wena?? Podróż przedślubna i czas na rozmowy.  

448 słów → 20౧