- Jeszcze raz dziękuje za nocleg - Horus ukłonił się lekko i odwracając się, pomachał rodzinie dalmatyńczyka.
Pierwszą myślą jaka naszła psa, to odwiedzenie rynku i zakup nowej broni. Może później odwiedzi jakąś karczmę... albo odwiedzi Lady. Tak, to zdecydowanie lepszy pomysł. Dawno u niej nie był, może później zahaczy o domostwo młodej Yasmine i Aragona. Choć Aragon pewnie jest u Lady a Yas włóczy się gdzieś, szukając dorywczej roboty. Ruszył więc ochoczo w stronę Lapsae. W pewnym momencie usłyszał już daleka szuranie kół o wyboistą drogę, nie minęła chwila gdy siedział już na kupie siana. Udało mu się przekupić woźnicę, aby pozwolił mu z nim się zabrać. Ten na początku niechętnie nastawiony do bojownika, trwał w swojej decyzji do momentu, kiedy owczarek nie zaoferował mu nowej uprzęży dla jego konia. Wtedy jego żółtawe ślepia zaświeciły się i pozwolił mu z nim jechać.
- Ej, wojownik. O ile nim jesteś - zawołał chropowatym głosem wilczur - Poopowiadać ci o potworach?
- A co? Znasz się? - zapytał obojętnym głosem Horus, zajęty liczeniem swojego skromnego majątku w skórzanej sakiewce.
Zdążył się już wygodnie usadowić w roku bryczki do przewozu siana, znalazł nawet końską derkę, na której się położył.
- Masz przed sobą emerytowanego łowcę bestii, to chyba się znam, prawda? - karmelowy pies jeszcze raz zmierzył psa siedzącego na koźle wzrokiem - A po za tym zaoferowałeś mojej drogiej Wennie nowe otakowanie. Sam nie mam pieniędzy, a to już sparciało, rani ją w pysk...
Był silnie umięśniony i mimo wieku, nie zatracił tego "czegoś" w sobie. Kipiała od niego energia, ale i zarazem zmęczenie.
- Z chęcią - odpowiedział z narastającym zainteresowaniem - Ostatnio właśnie próbowałem się w tym kierunku trochę douczyć, wiele już zapomniałem.
- To siadaj bliżej i słuchaj.
Pies zwolnił brązowego konia do wolnego stępa i zaczął opowiadać, tak wiele i tak dużo, że czasami Horus potrzebował kilku sekund aby wszystko sobie uporządkować w głowie. Ale każde słowo, co do literki zapamiętał.
Bryczka zatrzymała się na rynku koło południa, wtedy Cyrus (tak nazywał się brązowo czarny, osiwiały wilczur) wyprzęgł Wennie z pojazdu i ruszył za nim z uwiązem w pysku. Owczarek długo szukał dobrego rymarza, ale w końcu znalazł. Wiedza jaką przekazał mu stary pies była wiele warta i chciał się jakoś porządnie odwdzięczyć, a nie na odwal. Może i zapłacił parę Soli więcej, ale był pewien że klacz będzie jeszcze długo korzystać z uprzęży.
- Do zobaczenia, wojowniku - krzyknął pies na pożegnanie.
Jego głos brzmiał śmiesznie, ale była w nim nutka dawnej potęgi. Wiek robi swoje... Horus odwrócił się i pomachał, po chwili ponownie ruszył na trakt.
415
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Horus. Pokaż wszystkie posty
6.05.2019
Od Horusa - Znajomość magicznych stworzeń [1/2]
Każda godzina powoli stawała się monotonna. Owczarek krzyżował wzrok z starym zegarem, ten jednak nieubłagalnie leciał do przodu, nie zmieniając taktu nawet o sekundę. Wygodna kanapa w swym domostwie już nawet nie nadrabiała pędzącego czasu i posuwającego się o krok znudzenia.
- Nie, nie wytrzymam już... - powiedział po cichu do siebie, po czym wstał i przeciągnął się niedbale.
Miał wrażenie, że czuje, jak każdy mięsień w jego ciele drga, kiedy tylko ruszy choćby łapą. Poczłapał i chwycił skórzany pas na broń, ten miał jedynie dwie sprzączki, bez zbędnych pierdół i ozdóbek. Ubrał go jednym ruchem i telekinezą dociągnął paski, dopiero po chwili sięgnął założyć na niego sztylet Ibis i wierny Lunares. W sumie miał tylko te dwie bronie, pies zmarszczył brwi. Mało, bardzo mało jak na wojownika. Zerknąwszy do sakwy, upewnił się że ma wystarczająco Soli na zakup czegoś nowego. Wyszedł z domu w miarę pogodnym nastroju, mając nadzieję że nikt do niego nie podejdzie.
Podczas gdy truchtał do Lapsae, naszła go myśl nauki trochę o Jutrzence. Dawno już nie miał w łapach książki, a przydałoby się wiedzieć co nie co o tutejszych potworach. Horus jednak żył tu już na tyle długo, że wszystkie znał, ale chciał odnowić sobie zakurzoną wiedzę. Więc zamiast na rynek, ruszył do pewnego znajomego tropiciela. Zszedł więc z drogi głównej i skracając sobie wędrówkę, przeszedł odcinek końcowej przez las. Gdy dotarł, zapukał do drzwi i po chwili ujrzał młodego, na oko rocznego szczeniaka.
- Witam, zastałem Henry'ego? Mniemam, że twojego ojca... - powiedział karmelowo-biały owczarek.
- Tak, już go wołam - odpowiedział piesek, na jego pysk wkradł się nieśmiały uśmiech.
Po kilku minutach Horus został powitany przez samego Henry'ego, porządnie obściskany przez jego siostrę i wycałowany w poliki przez żonę. Przez chwilę miał mętlik w głowie kto kim jest, ale szybko mu to minęło.
- Co cię sprowadza, przyjacielu? Dawno cię nie widziałem... - powiedział do Horusa stary dalmatyńczyk z siwizną na pysku - Pamiętam, jak rok temu staliśmy razem na strażnicy. My się wtedy upiliśmy, a ty przyszedłeś trzeźwy z tą suką Fallon... chyba tak się nazywała. Wtedy obiecałem ci przysługę.
- Wiesz jak to jest, raz robota tu, raz tam... - owczarek wziął oddech - Przychodzę z zapytaniem, czy nie podszkoliłbyś mnie trochę jeśli chodzi o wiedzę na temat potworów. Wiem, że masz z tym styczność bardzo często, a ja sam pozapominałem parę rzeczy... warto by było odświeżyć wiedzę.
- Nie ma problemu, możemy zacząć już teraz.
Przez kilka mocnych godzin oba psy studiowały książki i oglądały trofea myśliwskie dalmatyńczyka, jedząc przy tym placek Marble, siostry Henry'ego.
416
416
8.01.2019
Od Horusa cd. Od Oscara
Świat wirował wokół mnie. Białe płatki śniegu otulały moje ciało i czułem, jak otacza mnie wokoło zimno. Niezmącona cisza i spokój. Nagle runąłem do głębokiej wody, uderzyłem w jej taflę z głośnym hukiem. Młociłem kończynami w wodzie, ale nie natrafiłem na dno. Zacząłem szybko ruszać łapami, ale wszystko na nic. Nie panowałem nas sobą, chciałem się wyrwać z uścisku wody ale nie potrafiłem. Do moich płuc dostała się woda. Słyszę jakiś śmiech. Głębia bez światła mnie pochłoneła i pastwi się nademną.
Ścisnąłem lekko oczy, aby zaraz potem ponownie je otworzyć. Wystraszony spróbowałem się zerwać, ale noje ciało nie zareagowało. Cały obraz wirował, nie mówiąc, że wszystko widziałem w pewnym sensie rozmazane. Przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz, pomału ruszyłem ogonem. To tylko jakaś głupi sen, sen na jawie... Każdy kawałek mojego ciała pulsował niewyobrażalnym bólem, najgorzej bolały łapy. O tak, przeszywający, kłójący ból od szpiku kości do ciemnych opuszków. Ostrożnie spróbowałem się podnieść, jednak na próżno. Zachwiałem się. Kończyny odmawiały mi posłuszeństwa i po chwili poczułem, jak znowu upadam na miękkie skóry. Westchnąłem, lekko kaszląc przy tym. Dopiero w tedy dostrzegłem, że znajduję się w Obozie Oriona. Zacząłem rozglądać się wokoło zaniepokojony. Kto mnie tu przyprowadził? Czułem ciepło wokoło, ale zarazem czułem zimno w środku. Robię z siebie ofiarę, czemu nie mogę wstać? W umyśle mętlik, ale co ja właściwie zrobiłem? Ach, Horus, taki idiota z ciebie że nie potrafisz porządnie skoczyć. Wstyd. A może miałeś przeżyć? Nie, nie baw się w filozofa.
- Horus? Halo? - dosłyszałem głos i poczułem obecność kruczoczarnej suki. Podeszła do mnie wolnym krokiem i schyliła łeb, aby ten pojawił się na równi z moim.
- Lady? - wypowiedziałem imię z pewną dozą ostrożności. Nie byłem pewny, czy to ona. Głos jaki się ze mnie wydobył był niski i zachrypnięty.
- Horus, wszyscy się o ciebie martwili! Dobrze się czujesz? Oscar, to on cię uratował... po twoim skoku - wymamrotała ostatnie zdanie ciszej. Rozumiała, że raczej nie będę chciał się z nikim dzielić tym przeżyciem. I dobrze. Niech inni myślą, że to był niefortunny wypadek.
- Szczerze? Paskudnie, ale czuję poprawę.
Kłamstwo, jedno wielkie wierutne kłamstwo. Nie było żadnej poprawy, ba, było jeszcze gorzej. Łapy i kark bolały mnie coraz bardziej ale starałem się tego nie okazywać. Wysiliłem się na delikatny uśmiech. Lady podniosła brwi z niepewnym wyrazem pyska i odwzajemniła miły gest. Usiadła obok mnie i towarzyszyła, gdy medyk sprawdzał mój stan. Dowiedziałem się przy okazji, że leżałem nieprzytomny prawie cały dzień. To dość długo. Bardzo długo. Oczywiście zostałem porządnie wypytany co się w ogóle stało, ale odpowiadałem jednoznacznie - nie pamiętam. Czułem na sobie surowy wzrok Lady, która chciała dowiedzieć się prawdy ale tym samym starałem pokazać jej na migi, że jeszcze będzie miała okazje się dowiedzieć.
Uradowany stawiałem krok za krokiem przez wysoką zaspę śnieżną. Wreszcie udało mi się wyrwać z łap medyka, z pomocą czarnek suki oferującej mi ciepły pokók. Przede mną kroczyła Lady, która dziarsko przemierzała kupy śniegu torując mi drogę. Wyższa i chwilowo silniejsza nie chciała dać za wygraną, nie protestowałem. Odetchnąłem ze spokojem, w momencie kiedy dostrzegłem jej dom. Oświetlony jasnymi latarniami i papierową girlandą wyglądał cudownie. Znarszczyłem nos i zerknąłem na swój płaszcz i szal, naszywki były tego samego koloru. Czyli to jednak włóczka, nie papier. Zaśmiałem się w duchu. Teraz pora na wzrok? Później łapy, ogon i ponowne wskoczenie do rzeki. Ale w sumie nia miałem ochoty tego powtarzać, nie lubiłem bólu. Lekka poprawa nastąpiła dopiero po kilku godzinach i naparach z jakiegoś ziela, ale zawsze jakaś przyszła. Byłem wdzięczny Oscarowi że ruszył wtedy za mną. Czułem się jak skończony głupek. To fakt, zachowałem się idiotycznie, ale co ma zrobić niechciany pies? Agnes nie żyje, widziałem już tyle śmierci... Mam dość, po prostu dość. Boję się dotykać broni, boję się zabijać. Przestaje mi zależeć na czymkolwiek. Cały mój zapał wygasł niczym zdmuchnięty płomień świecy. Ostatni raz objąłem spojrzeniem kontury lasu i ruszyłem za suką, która już otrzepywała futro ze śniegu na drewnianym ganku.
Pierwsze co mnie spotkało po wejściu do domu suki, to zdziwione spojrzenia domowników i cichy krzyk Aragona. Szczeniak podbiegł i rzucił się na mnie.
- Wujek Horus! Obiecałeś, że przyjdziesz wczoraj a przychodzisz dopiero dzisiaj. Mieliśmy się pobawić w berka! Czemu nie przyszłeś? Zgubiłeś się? A wiesz, że Yasmine się upiła? Ale już doszła do siebie - pierwszą część powiedział z bardziej pretensjonalnym tonem. Oczywiście, że wiedziałem o danej obietnicy. A czemu nie przyszłem? Bo byłem zajęty swoją smutną egzystencją i rozżalaniem się nad sobą.
- Aragon! Zostaw wujka, jest zmęczony po podróży. Idź lepiej do Yas, wybiera się do miasta z Oscarem - powiedziała Lady i popędziła młodego na górę. Nagle brązowo czarny owczarek pojawił się na schodach i liźnięciem przywitał Lady, która sama odwzajemniła czuły gest. Po chwili czarna skierowała się do spiżarni w holu i zniknęła, został po niej jedynie charakterystyczny zapach popiołu jaki jej często towarzyszył. Zostałem sam na sam z owczarkiem, którego spojrzenia nie potrafiłem rozpoznać. Rozwścieczone? Uradowane? Zlitowane? Nic, pustka w głowie. Spuściłem pomału ogon.
- Uhm... Witaj, Oscar - czułem się okropnie. Nienawidziłem momentów, kiedy niczego nie byłem pewien.
- Horus... jesteś idiotą - powiedział i zmarszczył brwi - Nic ci nie jest?
- Nie, nic. Słuchaj, Oscar. Naprawę jest mi głupio...
- Głupio?! Mogłeś się zabić! Ale w sumie o to chodziło, prawda?!
Nie miałem odwagi przerwać owczarkowi, w końcu mówił prawdę. Tak, właśnie o to mi chodziło.
- Nie rozumiesz, że wokoło ciebie są jeszcze inni? Że wszystkie psy które poznałeś, zamieniłeś z nimi słowo i podarowałeś uśmiech, cierpiałyby widząc twoje martwe ciało? Nie pomyślałeś o tym?
- Nie zastanawiałem się - cała ta rozmowa była jakaś sztywna - Oscar, ja... naprawdę przepraszam. Targały mną emocje, pozwoliłem im zapanować nad sobą.
Przez chwilę panowała wokoło cisza.
- Tylko żebym nie musiał drugi raz wyciągać cię z jakiejś rzeki - powiedział i lekko poddenerwowany oddalił się - Idę z Yasmine na Rynek, możesz zostać tu jak chcesz.
Lekko kiwnąłem łbem i przełknąwszy ślinę, poczłapałem do salonu.
- Wujek Horus! Obiecałeś, że przyjdziesz wczoraj a przychodzisz dopiero dzisiaj. Mieliśmy się pobawić w berka! Czemu nie przyszłeś? Zgubiłeś się? A wiesz, że Yasmine się upiła? Ale już doszła do siebie - pierwszą część powiedział z bardziej pretensjonalnym tonem. Oczywiście, że wiedziałem o danej obietnicy. A czemu nie przyszłem? Bo byłem zajęty swoją smutną egzystencją i rozżalaniem się nad sobą.
- Aragon! Zostaw wujka, jest zmęczony po podróży. Idź lepiej do Yas, wybiera się do miasta z Oscarem - powiedziała Lady i popędziła młodego na górę. Nagle brązowo czarny owczarek pojawił się na schodach i liźnięciem przywitał Lady, która sama odwzajemniła czuły gest. Po chwili czarna skierowała się do spiżarni w holu i zniknęła, został po niej jedynie charakterystyczny zapach popiołu jaki jej często towarzyszył. Zostałem sam na sam z owczarkiem, którego spojrzenia nie potrafiłem rozpoznać. Rozwścieczone? Uradowane? Zlitowane? Nic, pustka w głowie. Spuściłem pomału ogon.
- Uhm... Witaj, Oscar - czułem się okropnie. Nienawidziłem momentów, kiedy niczego nie byłem pewien.
- Horus... jesteś idiotą - powiedział i zmarszczył brwi - Nic ci nie jest?
- Nie, nic. Słuchaj, Oscar. Naprawę jest mi głupio...
- Głupio?! Mogłeś się zabić! Ale w sumie o to chodziło, prawda?!
Nie miałem odwagi przerwać owczarkowi, w końcu mówił prawdę. Tak, właśnie o to mi chodziło.
- Nie rozumiesz, że wokoło ciebie są jeszcze inni? Że wszystkie psy które poznałeś, zamieniłeś z nimi słowo i podarowałeś uśmiech, cierpiałyby widząc twoje martwe ciało? Nie pomyślałeś o tym?
- Nie zastanawiałem się - cała ta rozmowa była jakaś sztywna - Oscar, ja... naprawdę przepraszam. Targały mną emocje, pozwoliłem im zapanować nad sobą.
Przez chwilę panowała wokoło cisza.
- Tylko żebym nie musiał drugi raz wyciągać cię z jakiejś rzeki - powiedział i lekko poddenerwowany oddalił się - Idę z Yasmine na Rynek, możesz zostać tu jak chcesz.
Lekko kiwnąłem łbem i przełknąwszy ślinę, poczłapałem do salonu.
Oscar? Co porabiasz? c;
| 965 słów → 45೧ |
30.12.2018
Od Horusa cd. Od Oscara
Podniosłem oczy ku górze i odetchnąłem pełnymi płucami. Koniec, Horus, koniec. Nic nie zrobisz, Agnes zniknęła a przed tobą jest Oscar łowca ... Cholera, Agnes ten była łowcą ... Lekko odsunąłem do tulącej się do mnie suki i przytrzymałem ją telekinezą aby nie upadła na podłogę. Z perspektywy drugiej osoby musiało to dość śmiesznie wyglądać. Wysiliłem się na wymuszony uśmiech.
- Mmm, oczywiście - powiedziałem cicho i przetarłem łapą futro w okolicach pyska. Mam nadzieję, że nie było widać jak uroniłem kilka łez. W końcu taki wojownik i płacze? Ale czy to ma jeszcze jakieś znaczenie?
- Dobra, proponuję ją w coś złapać - na jego propozycje lekko skinąłem łbem. Dobry pomysł.
Skierowałem swój wzrok na biało-czarną suczkę, ta leżała z rozchylonym pyskiem i lekko pochrapywała ruszając przednimi łapami. Mimowolnie spojrzałem się na kufle na blacie, jedenaście dużych kubków plus jeden mój. Ta młoda ma mocniejszy łeb niż nie jeden wojownik. I tak się jeszcze dziwię, że żyje od takiej ilości alkoholu. W sumie Agnes też by żyła, gdybyś był lepszy i ją ochronił ... Kurczę, Horus, przestań! Zaczynasz się zadręczać! Przez moje ciało przeszedł lekki dreszcz a ja sam się lekko otrzepałem. To prawda, przesadzam i to jeszcze jak... Chwyciłem koc leżący obok kominka i zawołałem ciemnego owczarka szukającego w innej części lokalu.
- Mam coś, chyba jest dobry - powiedziałem i lekko podniosłem sukę telekinezą. Lekko się wysiliłem, ile ona waży?! Na pewno więcej ode mnie ...
- Teraz powoli ... i puszczaj! - głośniej powiedział i Yasmin wylądowała na granatowym materiale.
- Horus, wszystko dobrze? - ponownie się odezwał i tym razem spojrzał się na mnie. Miałem ochotę mu wywrzeszczeć, że nie, że wszystko jest wręcz przeciwko mnie. Ale tylko się odchrząknąłem i poprawiłem Lunares'a na grzbiecie.
- Tak, w jak najlepszym wypadku - głupkowato się uśmiechnąłem i rzuciłem szybkie do widzenia barmanowi - Idziemy? Musze jeszcze wstąpić do pewnego miejsca.
- A gdzie zamierzasz się wybrać? - nie, nie miałem ochoty mu odpowiadać.
- Pooglądać wodospad - wydusiłem z siebie i od razu odwróciłem łeb. Skłamałem. Pies musiał chyba dodać dwa do dwóch i od razu jego mimika na pysku się zmieniła.
- To ... fajnie - odpowiedział i zmienił temat - Nieźle się upiła, ciekawe ile opróżniła kubków.
- Coś koło jedenastu kuflów jakiegoś mocnego piwa - powiedziałem i wlepiłem wzrok na drogę przed nami. Kurde, starałem się nie być apatyczny. Starałem się uśmiechać do psa, starałem się zacząć normalną rozmowę. Ale wszystkie moje próby poszły na marne a ja sam jedynie jeszcze bardziej się pogrążałem. A po za tym, on jakimś cudem wrócił. Czy Agnes nie może? Czemu właściwie? Co się jej w ogóle stało? Prawdy przede mną raczej nikt nie ukrywa, płaciłem im a oni znają moc mojego gniewu. Położyłbym każdego, kto by mi się sprzeciwił. Po to się szkolę, w zakresie władania bronią, unikania i współpracowania z moimi mocami. Ale... najwidoczniej to nic nie dało. Przez prawie całą drogę się nie odzywałem, myślami byłem w innym miejscu, ba, miejscach. Gdzieś, gdzie byłem szczęśliwy. Nagle czarno-brązowy pies gwałtownie się zatrzymał, przez co się lekko wzdrygnąłem i obróciłem dookoła, ale napotkałem jedynie współczujące spojrzenie owczarka.
- Co ty robisz? Wystraszyłem się, że coś się stało - podniosłem głos i spojrzałem w niebo, dochodzi do szesnastej.
- Horus, widzę że coś jest nie tak. I to bardzo.
O nie, jedno wielkie nie. Wiedziałem, że w końcu się zapyta.
- Tak? Wydaję ci się.
- Nie, nie wydaje mi się, Horus. Jesteś ospały. Czy ty kiedykolwiek potrzebowałeś tyle snu? W końcu twoje moce ułatwiają ci jego dostarczanie. A po za tym, picie wody w karczmie, gdzie nawet Yas piła piwo? Horus, chodzi o Agnes, prawda?
Wzdrygnąłem się na dźwięk imienia suki, którą darzyłem uczuciem.
- Masz rację, może trochę za bardzo się przejmuję - odpowiedziałem i ucieszyłem na widok rezydencji kruczoczarnej suki.
- Ciekaw jestem, jak bardzo się jej oberwie - powiedział Oscar z złowrogim uśmiechem na pysku - To jej nie ujdzie.
- Tia... Już widzę gniew Lady - jeśli miałbym się wypowiedzieć, to przede wszystkim cała sytuacja mnie dość śmieszyła. Od kiedy Yasmin upija się do nieprzytomności a my ją ściągamy do domu w starym kocu? W sumie... Czarna nie miała ostatnio żadnego obiektu do ochrzaniania a jakaś rozrywka poza kuciem broni i robieniem posiłków przyda się jej. Ale i tak nie było wątpliwości że młodej się dostanie.
W końcu Oscar zapukał do drzwi i z głupkowatymi uśmiechami oboje wręcz wskoczyliśmy do domu zdziwionej Lady. Na początku zaczęła panikować i sprawdzać co z nią.
- Ktoś ją zaatakował?! Co się stało? Opatrzyliście ją..!? - wręcz krzyczała, wypowiadając te słowa. Oscar spojrzał się na mnie wymownie a ja nabrałem więcej powietrza.
- Wypiła .. za dużo alkoholu - powiedziałem i od razu minimalnie się skuliłem pod wzrokiem Lady.
- Co..co? Powtórz - rozkazała i już czuć było parującą od niej wściekłość - Jak to, upiła się?!
- Zdarzyło się jej ... - tym razem w obronie biało- czarnej odezwał się Oscar.
Już Lady chciała coś powiedzieć, ale lekko się wyprostowałem i dałem znak o swojej obecności.
- Przepraszam was wszystkich, ale się śpieszę - przerwałem suczce i opuściłem dom, kierując się do dobrze znanego mi miejsca. Smutno mi było go zostawiać, od powrotu owczarka emanował szczęściem i radością. Lady diametralnie się zmieniła, czemu ja nie mogę?
Siedząc na drewnianej ławeczce, chciało mi się zarazem płakać i śmiać. Jak mogłem być taki głupi? To wszystko już nie wróci, powinienem... no właśnie. Co powinienem? Problem w tym, że nie wiem.
Woda. Tak niebezpieczny a zarazem piękny żywioł. Co sprawia, że jest tak wspaniały? A mimo to, boję się wody, boję głębi i ledwo pływam. Cisza wokół mnie, przede mną rzeka. Rwąca i zimna zimą, idąc jej nurtem można by dojść w okolice obozu. To takie śmieszne, pozwoliłem, aby broń i juki zsunęły mi się z pleców. Moja skóra zadrżała, a ja sam pozwoliłem sobie wstać. Horus, ty głupku... co ty robisz? Wszystko we mnie walczyło, ale mimo to zdołałem zrobić parę kroków i wykonać jeden skok. Może to wszystko wreszcie się skończy, nigdy nie wiadomo. Poczułem odrętwienie, gdy moje tylne łapy zanurzyły się w lodowatej wodzie i młóciły ją przez chwilę. Od razu nurt rzeki mnie porwał, sprawiając że zrobiłem fikołka w wodzie. Zacząłem walczyć, ale po chwili uznałem że to bezsensowne, a po za tym wybrałem. Zdecydowałem. Z moich nozdrzy wydostały się ostatnie resztki powietrza a umysł pogrążył się w czerni.
- Mmm, oczywiście - powiedziałem cicho i przetarłem łapą futro w okolicach pyska. Mam nadzieję, że nie było widać jak uroniłem kilka łez. W końcu taki wojownik i płacze? Ale czy to ma jeszcze jakieś znaczenie?
- Dobra, proponuję ją w coś złapać - na jego propozycje lekko skinąłem łbem. Dobry pomysł.
Skierowałem swój wzrok na biało-czarną suczkę, ta leżała z rozchylonym pyskiem i lekko pochrapywała ruszając przednimi łapami. Mimowolnie spojrzałem się na kufle na blacie, jedenaście dużych kubków plus jeden mój. Ta młoda ma mocniejszy łeb niż nie jeden wojownik. I tak się jeszcze dziwię, że żyje od takiej ilości alkoholu. W sumie Agnes też by żyła, gdybyś był lepszy i ją ochronił ... Kurczę, Horus, przestań! Zaczynasz się zadręczać! Przez moje ciało przeszedł lekki dreszcz a ja sam się lekko otrzepałem. To prawda, przesadzam i to jeszcze jak... Chwyciłem koc leżący obok kominka i zawołałem ciemnego owczarka szukającego w innej części lokalu.
- Mam coś, chyba jest dobry - powiedziałem i lekko podniosłem sukę telekinezą. Lekko się wysiliłem, ile ona waży?! Na pewno więcej ode mnie ...
- Teraz powoli ... i puszczaj! - głośniej powiedział i Yasmin wylądowała na granatowym materiale.
- Horus, wszystko dobrze? - ponownie się odezwał i tym razem spojrzał się na mnie. Miałem ochotę mu wywrzeszczeć, że nie, że wszystko jest wręcz przeciwko mnie. Ale tylko się odchrząknąłem i poprawiłem Lunares'a na grzbiecie.
- Tak, w jak najlepszym wypadku - głupkowato się uśmiechnąłem i rzuciłem szybkie do widzenia barmanowi - Idziemy? Musze jeszcze wstąpić do pewnego miejsca.
- A gdzie zamierzasz się wybrać? - nie, nie miałem ochoty mu odpowiadać.
- Pooglądać wodospad - wydusiłem z siebie i od razu odwróciłem łeb. Skłamałem. Pies musiał chyba dodać dwa do dwóch i od razu jego mimika na pysku się zmieniła.
- To ... fajnie - odpowiedział i zmienił temat - Nieźle się upiła, ciekawe ile opróżniła kubków.
- Coś koło jedenastu kuflów jakiegoś mocnego piwa - powiedziałem i wlepiłem wzrok na drogę przed nami. Kurde, starałem się nie być apatyczny. Starałem się uśmiechać do psa, starałem się zacząć normalną rozmowę. Ale wszystkie moje próby poszły na marne a ja sam jedynie jeszcze bardziej się pogrążałem. A po za tym, on jakimś cudem wrócił. Czy Agnes nie może? Czemu właściwie? Co się jej w ogóle stało? Prawdy przede mną raczej nikt nie ukrywa, płaciłem im a oni znają moc mojego gniewu. Położyłbym każdego, kto by mi się sprzeciwił. Po to się szkolę, w zakresie władania bronią, unikania i współpracowania z moimi mocami. Ale... najwidoczniej to nic nie dało. Przez prawie całą drogę się nie odzywałem, myślami byłem w innym miejscu, ba, miejscach. Gdzieś, gdzie byłem szczęśliwy. Nagle czarno-brązowy pies gwałtownie się zatrzymał, przez co się lekko wzdrygnąłem i obróciłem dookoła, ale napotkałem jedynie współczujące spojrzenie owczarka.
- Co ty robisz? Wystraszyłem się, że coś się stało - podniosłem głos i spojrzałem w niebo, dochodzi do szesnastej.
- Horus, widzę że coś jest nie tak. I to bardzo.
O nie, jedno wielkie nie. Wiedziałem, że w końcu się zapyta.
- Tak? Wydaję ci się.
- Nie, nie wydaje mi się, Horus. Jesteś ospały. Czy ty kiedykolwiek potrzebowałeś tyle snu? W końcu twoje moce ułatwiają ci jego dostarczanie. A po za tym, picie wody w karczmie, gdzie nawet Yas piła piwo? Horus, chodzi o Agnes, prawda?
Wzdrygnąłem się na dźwięk imienia suki, którą darzyłem uczuciem.
- Masz rację, może trochę za bardzo się przejmuję - odpowiedziałem i ucieszyłem na widok rezydencji kruczoczarnej suki.
- Ciekaw jestem, jak bardzo się jej oberwie - powiedział Oscar z złowrogim uśmiechem na pysku - To jej nie ujdzie.
- Tia... Już widzę gniew Lady - jeśli miałbym się wypowiedzieć, to przede wszystkim cała sytuacja mnie dość śmieszyła. Od kiedy Yasmin upija się do nieprzytomności a my ją ściągamy do domu w starym kocu? W sumie... Czarna nie miała ostatnio żadnego obiektu do ochrzaniania a jakaś rozrywka poza kuciem broni i robieniem posiłków przyda się jej. Ale i tak nie było wątpliwości że młodej się dostanie.
W końcu Oscar zapukał do drzwi i z głupkowatymi uśmiechami oboje wręcz wskoczyliśmy do domu zdziwionej Lady. Na początku zaczęła panikować i sprawdzać co z nią.
- Ktoś ją zaatakował?! Co się stało? Opatrzyliście ją..!? - wręcz krzyczała, wypowiadając te słowa. Oscar spojrzał się na mnie wymownie a ja nabrałem więcej powietrza.
- Wypiła .. za dużo alkoholu - powiedziałem i od razu minimalnie się skuliłem pod wzrokiem Lady.
- Co..co? Powtórz - rozkazała i już czuć było parującą od niej wściekłość - Jak to, upiła się?!
- Zdarzyło się jej ... - tym razem w obronie biało- czarnej odezwał się Oscar.
Już Lady chciała coś powiedzieć, ale lekko się wyprostowałem i dałem znak o swojej obecności.
- Przepraszam was wszystkich, ale się śpieszę - przerwałem suczce i opuściłem dom, kierując się do dobrze znanego mi miejsca. Smutno mi było go zostawiać, od powrotu owczarka emanował szczęściem i radością. Lady diametralnie się zmieniła, czemu ja nie mogę?
Siedząc na drewnianej ławeczce, chciało mi się zarazem płakać i śmiać. Jak mogłem być taki głupi? To wszystko już nie wróci, powinienem... no właśnie. Co powinienem? Problem w tym, że nie wiem.
Woda. Tak niebezpieczny a zarazem piękny żywioł. Co sprawia, że jest tak wspaniały? A mimo to, boję się wody, boję głębi i ledwo pływam. Cisza wokół mnie, przede mną rzeka. Rwąca i zimna zimą, idąc jej nurtem można by dojść w okolice obozu. To takie śmieszne, pozwoliłem, aby broń i juki zsunęły mi się z pleców. Moja skóra zadrżała, a ja sam pozwoliłem sobie wstać. Horus, ty głupku... co ty robisz? Wszystko we mnie walczyło, ale mimo to zdołałem zrobić parę kroków i wykonać jeden skok. Może to wszystko wreszcie się skończy, nigdy nie wiadomo. Poczułem odrętwienie, gdy moje tylne łapy zanurzyły się w lodowatej wodzie i młóciły ją przez chwilę. Od razu nurt rzeki mnie porwał, sprawiając że zrobiłem fikołka w wodzie. Zacząłem walczyć, ale po chwili uznałem że to bezsensowne, a po za tym wybrałem. Zdecydowałem. Z moich nozdrzy wydostały się ostatnie resztki powietrza a umysł pogrążył się w czerni.
Oscar?
Niech Oscar wkroczy do akcji i uratuję mojego leszcza :D
1016 słów → 50೧ + 10೧
8.08.2018
Od Horusa cd. Vivienne
Skok, ugryzienie i śmierć. Żywot królika szybko się skończył, a pełen podziwu pies powiedział swoją opinię na głos. Może nawet trochę zbyt głośno. Horus lekko zmrużył oczy i skarcił się w duchu. Kim jesteś, aby innych oceniać ? Ale suka jakoś nie wydawała się speszona, wręcz emanowała dumą. Nastała cisza, podczas której oba psy lekko uśmiechnęły się do siebie.
- Uhm, co teraz ? - powiedział pies w momencie gdy suka chwyciła w zęby królika i ruszyła za nim. Sam pies nie wiedział gdzie zmierza, ale na pewno gdzieś kiedyś dojdzie, prawda ?
- Na pewno nie mam zamiaru podzielenia się zdobyczą - powiedziała przez zęby i złośliwie się uśmiechnęła. Ale nie wrednie czy chamsko, bardziej ... przyjacielsko ? Czyżby zawzięta i uparta suka go polubiła ?
- Wiesz co, nawet o tym nie pomyślałem - odparł i wyrwał zaskoczonej Vivienne martwe
zwierzę - Ale jednak wyręczę cię z tego problemu. Mi się polować już dzisiaj nie chcę.
Wiedział, że trochę paplał z królikiem w pysku, ale kto by się tym przejmował ? Na pewno nie martwy zwierzak. Widział, jak suka rozpędza się i go prawie dogania. Mimo że jego łapy prawie nie dotykały podłoża, to czuł wibracje od uderzeń psa biegnącego niecałe dwa metry za nim. Dosłownie.
Pies doskonale wiedział o zbliżającym się wieczorze i mocno parł przez kłębowiska zieleni. Gałązki wchodziły mu na pysk, oczy i w najgorsze miejsce, jego nos. Lekko kichnął kiedy jakieś cholerstwo znowu mu tam weszło.
- A nie mówiłam ? - usłyszał ciche stęknięcie suki i tym samym marnie westchnął. Niecałą godzinę temu nastąpił rozejm, i królik ponownie powędrował do Viv, a Horus wybrał drogę jaką mają wrócić do Helecho. Stwierdził, że droga przez las (o pół godziny krótsza), będzie o niebo lepsza niż droga przez jakąś wieś. Czyżby ? Pies nie miał bladego pojęcia czym się kierował, ale błądzili już sporo czasu użerając się z drzewami i ich cholernymi gałęziami. Poprzysiągł sobie, że jak wróci to obetnie wszystkie gałęzie, w okolicach jego chatki, które choćby mogły mu wpaść do nosa. W momencie kiedy zmęczony pies miał zamiar się poddać i przyznać suczce rację, jego oczy dostrzegły dosyć niecodzienny widok. Dokładnie przed jego nosem przebiegło stado zajęcy, które wręcz uciekało przed czymś. Tylko ... przed czym ? Horus rozejrzał się dokładnie, jednak nie dostrzegł żadnej podejrzanej rzeczy. Do pewnego momentu, w którym jakiś pies nie rzucił się na niego i z całej siły przycisnął do ziemi. Horus prychnął i jednym gwałtownym ruchem tylnych łap zrzucił napastnika z swojego brzucha i lekko się otrzepując, przygotował na następny atak. Tylko że on nie nastąpił. Pies z ogromną siłą uderzył o pobliski kamień i z tępym uderzeniem stracił przytomność.
Pies lekko zmarszczył brwi i wzdrygnął się na wspomnienie tamtego upadku. Otwarł oczy i wręcz zamarł. Leżał w jakieś ... klatce ? Tak, chyba można tak to nazwać. Obok niego, już w innej klatce leżała nieprzytomna Vivienne. Z drugiej strony, jakiś inny pies. Gdzie oni są ?
- Uhm, co teraz ? - powiedział pies w momencie gdy suka chwyciła w zęby królika i ruszyła za nim. Sam pies nie wiedział gdzie zmierza, ale na pewno gdzieś kiedyś dojdzie, prawda ?
- Na pewno nie mam zamiaru podzielenia się zdobyczą - powiedziała przez zęby i złośliwie się uśmiechnęła. Ale nie wrednie czy chamsko, bardziej ... przyjacielsko ? Czyżby zawzięta i uparta suka go polubiła ?
- Wiesz co, nawet o tym nie pomyślałem - odparł i wyrwał zaskoczonej Vivienne martwe
zwierzę - Ale jednak wyręczę cię z tego problemu. Mi się polować już dzisiaj nie chcę.
Wiedział, że trochę paplał z królikiem w pysku, ale kto by się tym przejmował ? Na pewno nie martwy zwierzak. Widział, jak suka rozpędza się i go prawie dogania. Mimo że jego łapy prawie nie dotykały podłoża, to czuł wibracje od uderzeń psa biegnącego niecałe dwa metry za nim. Dosłownie.
Pies doskonale wiedział o zbliżającym się wieczorze i mocno parł przez kłębowiska zieleni. Gałązki wchodziły mu na pysk, oczy i w najgorsze miejsce, jego nos. Lekko kichnął kiedy jakieś cholerstwo znowu mu tam weszło.
- A nie mówiłam ? - usłyszał ciche stęknięcie suki i tym samym marnie westchnął. Niecałą godzinę temu nastąpił rozejm, i królik ponownie powędrował do Viv, a Horus wybrał drogę jaką mają wrócić do Helecho. Stwierdził, że droga przez las (o pół godziny krótsza), będzie o niebo lepsza niż droga przez jakąś wieś. Czyżby ? Pies nie miał bladego pojęcia czym się kierował, ale błądzili już sporo czasu użerając się z drzewami i ich cholernymi gałęziami. Poprzysiągł sobie, że jak wróci to obetnie wszystkie gałęzie, w okolicach jego chatki, które choćby mogły mu wpaść do nosa. W momencie kiedy zmęczony pies miał zamiar się poddać i przyznać suczce rację, jego oczy dostrzegły dosyć niecodzienny widok. Dokładnie przed jego nosem przebiegło stado zajęcy, które wręcz uciekało przed czymś. Tylko ... przed czym ? Horus rozejrzał się dokładnie, jednak nie dostrzegł żadnej podejrzanej rzeczy. Do pewnego momentu, w którym jakiś pies nie rzucił się na niego i z całej siły przycisnął do ziemi. Horus prychnął i jednym gwałtownym ruchem tylnych łap zrzucił napastnika z swojego brzucha i lekko się otrzepując, przygotował na następny atak. Tylko że on nie nastąpił. Pies z ogromną siłą uderzył o pobliski kamień i z tępym uderzeniem stracił przytomność.
Pies lekko zmarszczył brwi i wzdrygnął się na wspomnienie tamtego upadku. Otwarł oczy i wręcz zamarł. Leżał w jakieś ... klatce ? Tak, chyba można tak to nazwać. Obok niego, już w innej klatce leżała nieprzytomna Vivienne. Z drugiej strony, jakiś inny pies. Gdzie oni są ?
Vivienne ?
Wybacz że taki krótki.
490 słów → 20 ပ
21.07.2018
Od Horusa cd. Agnes
W momencie gdy pies się ocknął, wleciała na niego Agnes przygniatając go do kamienistego podłoża. Poczuł słodki zapach jej futra i zmrużył oczy z rozkoszy. Ta chwila trwała dosłownie sekundę, zaraz potem znikła. Przez zamglone oczy zauważył, jak ogromny gad popycha sukę ponownie w jego stronę a ta, uderza pyskiem o kamień i wlepia w niego swoje pytające spojrzenie. Co robić ? - zdawały pytać się jej wystraszone i błądzące wszędzie oczy. Horus poczuł, jak jego serce i oddech przyśpieszył, gdzie my w ogóle jesteśmy ? Góry Nann ? Równina ? Najprawdopodobniej to drugie. Pies pomału wstał i zataczając się stanął pysk w pysk z ogromnym smokiem, któremu z nozdrzy leciały chmurki dymu. Wielka, twardoskóra i okropnie zielona poczwara sunęła wolno w jego kierunku, najpewniej z zamiarem rozszarpania go na drobne kawałeczki. Mimowolnie sięgnął łapą po broń, jednak poczuł jedynie przerażającą pustkę na udzie. Pies podniósł wzrok, jednak nie znalazł żadnej deski ratunku w pobliżu, w około były tylko krzewy, ewentualnie nieliczne i niskie drzewa. I dużo kwiatów, wręcz ich wysokie kępy. W sumie wiosna, wszystko kwitnie. Jednak pies nie zwracał za dużej uwagi na otoczenie, szukał jakiejkolwiek szansy na uratowanie siebie i Agnes. Jaszczur wydał z siebie przenikliwy wrzask i ruszył do ataku na sukę. Czemu akurat na nią ? Pies nie wiedział, ale ze wszystkich sił wytężył wszystkie mięśnie i ruszył do nagłego ataku na wściekłego smoka. Cholerny gad nawet się nie ruszył, kiedy zęby Horusa wtopiły się w jego bok. Z jego pyska pociekła zielona maziaja, będąca pewnie jego krwią. Czyżby poczwara naprawdę nic nie poczuła ? Pies skoczył i zapierając się łapami przytrzymał swoje ciało wspinając się wyżej. Chciał dotrzeć do szyi, tym samym zabić potwora i jakoś się ... uratować ? W momencie gdy zamknął swoją paszczę tuż przy łbie smoka, zwierz chwycił Agnes i kilka razy potrząsnął nią tak, że z pyska suki wydobył się cichy jęk. Tak cichy, że jedynie Horus go usłyszał i śmiertelnie go to przeraziło. Pies lekko zmrużył oczy i z podwójną siłą odgryzł się smokowi. Zielony stwór dopiero teraz zauważył jego obecność. Odwrócił się i puszczając Agnes starał się pochwycić uciekającego psa, jednak ten, był zbyt zdeterminowany aby się łatwo poddać.
- Agnes ! - zawołał i z ulgą odetchnął gdy suka w niecałą chwilę znalazła się przy nim. Czuł jej obecność i szybki oddech.
- Masz jakiś plan ? - powiedziała i uskoczyła przed łapą smoka, który wręcz zgniótł by ją gdyby nie zdążyła. Ma świetny refleks.
- Szczerze ? Nie - odparł i ruszył do ataku - Ale proponuję ucieczkę, nie damy rady poko...
Pies nie dokończył, bo smok chwycił go za tylną łapę i mocno trzymając zaczął ciągnąć do swojego (najpewniej) legowiska, które znajdowało się w norze usłanej suchymi gałęziami. Horus zaczął się wyrywać i wiercić, jednak smok nie dawał za wygraną i po prostu ... szedł. Widział Agnes i jej wszelkie starania aby smok puścił psa, na darmo. Żadna siła nie potrafiła go zmusić do puszczenie coraz bardziej zwiotczałej kończyny owczarka. Horus nie czuł za bardzo co się własnie dzieje z jego udem, ale zachowując pełną świadomość zamachnął się i ugryzł smoka w pysk. Jego zęby wtopiły się delikatną skórę w okolicach warg i ciągnąc, urwał kawałek rozciągliwej skóry. Rozległ się donośny jęk i zwierzę otwarło pysk w bolesnym uścisku. Pies upadł przewracając się i lekko utykając jak najszybciej oddalił się od zdenerwowanego potwora. To miotało się w zdenerwowaniu i w momencie gdy dostrzegło uciekającego psa, ruszyło w pościg. Pies wodził oczami po horyzoncie i kiedy gdy znalazł biegnącą niedaleko Agnes, lekko się uspokoił. Przy niej ... czuł się bezpieczniej ? Ale czy nie powinno być na odwrót ? Teoretycznie on wpakował ich w te wszystkie kłopoty ... wokoło tylko krzaki. Gdzie oni mogą uciec, nie narażając się na smoka i jego ostre kły ? Gdy Agnes zrównała swój bieg z jego tempem, smok cwałował niecałą milę za nimi. W momencie gdy suczka chciała otworzyć pysk aby coś powiedzieć, pies poczuł pustkę pod łapami. Dosłownie. Tracąc grunt pod łapami, Horus zachłysnął się powietrzem i przez kilka sekund ,,lotu" trwał w bezruchu. Dopiero uderzając o całym ciałem o kilkanaście kamieni, poczuł ich odbierający przytomność chłód. Tracić przytomność ... według niektórych ciekawe uczucie, według owczarka okropne i nieprzyjemne. Ale co zrobić ? Przed oczami psa pojawił się urywek ryku smoka i jego umysł całkowicie spowiła unosząca się wokoło ciemność.
Czy tak wygląda śmierć ? Pies zawsze był tego uczucia ciekawy, ale nie wiedział że nadejdzie tak szybko. Niby nic nie poczuł, ale łapa nadal go bolała, pulsowała okropnym bólem rozchodzącym się po całym ciele. Czyżby w niebie nie miał się ponownie narodzić jako szczęśliwy, zdrowy i dobry pies ? A może nie trafił do nieba, w sumie nie był przykładem psa, który ... no właśnie. Zdarzało mu się upijać jak i zabijać. I wiele innych rzeczy, których inni na pewno by nie pochwalali.
Pies poczuł jak coś kapnęło mu na nos. Lekko otworzył swoje oczy i od razu wszystko sobie przypomniał. Gwałtownie wstał i narastający ból w tylnej łapie przypomniał o swoim
istnieniu.Wokół niego były kamienie, i to jakie ... Kilkanaście korzeni wystawało z ścian, a kropelki utworzone z wilgoci spływały po szarawych ścian groty. W momencie gdy pies nie dostrzegł Agnes, w jego umyśle zakorzeniło się ziarnko niepokoju. Czy smok ... mógł ją wyciągnąć ? Co się z nią stało, czyżby gdzieś tu jeszcze jest ? Horus zaczął nerwowo poruszać łapami, końcówki jego uszu zaczęły niespokojnie drgać. Nie zastanawiając się dłużej, ruszył jak najszybszym krokiem, wzdłuż skalnego sklepienia, jakim potrafił.
- Agnes ! - zawołał i z ulgą odetchnął gdy suka w niecałą chwilę znalazła się przy nim. Czuł jej obecność i szybki oddech.
- Masz jakiś plan ? - powiedziała i uskoczyła przed łapą smoka, który wręcz zgniótł by ją gdyby nie zdążyła. Ma świetny refleks.
- Szczerze ? Nie - odparł i ruszył do ataku - Ale proponuję ucieczkę, nie damy rady poko...
Pies nie dokończył, bo smok chwycił go za tylną łapę i mocno trzymając zaczął ciągnąć do swojego (najpewniej) legowiska, które znajdowało się w norze usłanej suchymi gałęziami. Horus zaczął się wyrywać i wiercić, jednak smok nie dawał za wygraną i po prostu ... szedł. Widział Agnes i jej wszelkie starania aby smok puścił psa, na darmo. Żadna siła nie potrafiła go zmusić do puszczenie coraz bardziej zwiotczałej kończyny owczarka. Horus nie czuł za bardzo co się własnie dzieje z jego udem, ale zachowując pełną świadomość zamachnął się i ugryzł smoka w pysk. Jego zęby wtopiły się delikatną skórę w okolicach warg i ciągnąc, urwał kawałek rozciągliwej skóry. Rozległ się donośny jęk i zwierzę otwarło pysk w bolesnym uścisku. Pies upadł przewracając się i lekko utykając jak najszybciej oddalił się od zdenerwowanego potwora. To miotało się w zdenerwowaniu i w momencie gdy dostrzegło uciekającego psa, ruszyło w pościg. Pies wodził oczami po horyzoncie i kiedy gdy znalazł biegnącą niedaleko Agnes, lekko się uspokoił. Przy niej ... czuł się bezpieczniej ? Ale czy nie powinno być na odwrót ? Teoretycznie on wpakował ich w te wszystkie kłopoty ... wokoło tylko krzaki. Gdzie oni mogą uciec, nie narażając się na smoka i jego ostre kły ? Gdy Agnes zrównała swój bieg z jego tempem, smok cwałował niecałą milę za nimi. W momencie gdy suczka chciała otworzyć pysk aby coś powiedzieć, pies poczuł pustkę pod łapami. Dosłownie. Tracąc grunt pod łapami, Horus zachłysnął się powietrzem i przez kilka sekund ,,lotu" trwał w bezruchu. Dopiero uderzając o całym ciałem o kilkanaście kamieni, poczuł ich odbierający przytomność chłód. Tracić przytomność ... według niektórych ciekawe uczucie, według owczarka okropne i nieprzyjemne. Ale co zrobić ? Przed oczami psa pojawił się urywek ryku smoka i jego umysł całkowicie spowiła unosząca się wokoło ciemność.
Czy tak wygląda śmierć ? Pies zawsze był tego uczucia ciekawy, ale nie wiedział że nadejdzie tak szybko. Niby nic nie poczuł, ale łapa nadal go bolała, pulsowała okropnym bólem rozchodzącym się po całym ciele. Czyżby w niebie nie miał się ponownie narodzić jako szczęśliwy, zdrowy i dobry pies ? A może nie trafił do nieba, w sumie nie był przykładem psa, który ... no właśnie. Zdarzało mu się upijać jak i zabijać. I wiele innych rzeczy, których inni na pewno by nie pochwalali.
Pies poczuł jak coś kapnęło mu na nos. Lekko otworzył swoje oczy i od razu wszystko sobie przypomniał. Gwałtownie wstał i narastający ból w tylnej łapie przypomniał o swoim
| Link do autora Unsplasch |
Agnes ?
(gdzieś ty polazła xD)
914 słów → 45 ౧ | walka → 5 PU
25.06.2018
Od Horusa cd. Agnes
Zanim przeczytasz musisz wiedzieć, że to opowiadanie to jeden wielki gniot.
Pies wpatrywał się w sukę z lekko otwartym pyskiem. Zawsze widział ją jako oazę spokoju, pełną
opanowania i ciszy. Dokładnie przed nim teraz wybuchła, mówiąc wszystko co jej leży na sercu i co ją trapi. Owczarek nie miał bladego pojęcia, co ma z tej sytuacji zrobić. Według niego najlepszym rozwiązaniem byłoby poczekanie aż suka się uspokoi, ale według niego było to ... trochę oklepane ? Być może. A po za tym chciał jej trochę pomóc, czuł, że musi to zrobić. Podszedł do suki i lekko trącił ją pyskiem. Ta wlepiła w niego swoje spojrzenie, była w nim mała cząstka żalu.
- Agnes ... naprawdę nie wiem co powiedzieć - zaczął, lecz zaraz zamilkł.
- To nic nie mów - odpowiedziała od razu i zapatrzyła w wodospad. Emocje najwyraźniej malały, ale pies nadal czuł że nią władają. Starała się uspokoić wpatrując w wodę, jednak słabo jej to wychodziło. Końcówki uszu lekko drgały, a ona sama gwałtownie wodziła wzrokiem po wodnej toni.
Pies już od pewnego czasu czuł, że jest między nimi bariera która blokuje najprostsze rozmowy i zachowania. Przynajmniej tak to odczuwał owczarek. Jaka ? Pewnie wrodzona nieśmiałość i dziwne zachowania z jego strony. Za każdym razem gdy kogoś poznawał, odganiał go swym zachowaniem. Zmrużył oczy na tą myśl i lekko wstając siadł obok suki, która wzdrygnęła się gdy go zauważyła. Pewnie wyrwał ją z rozmyślań ... Chciał coś powiedzieć, cokolwiek. Poprawić jej humor, odgonić pesymistyczne myśli, jednak z jego pyska wyrwał tylko niesłyszalny jęk. Moment, w którym przyszło mu coś do głowy, przerwał donośny i piskliwy jęk. Bestia która go wydała wybiegła z lasu i z impentem wpadła w wodę. Zimna ciesz chlusnęła w psy i zmusiła je do zmrużenia oczu. Oba psy szybko wstały i w miarę ich możliwości udały się na brzeg rzeki, kilka metrów dalej. Pies był w takim szoku, że nawet nie rozpoznał szarżującej na nich bestii. Rozumiał, że zbliżyli się do gniazda, ale żeby potwory napływały w takim tempie ? Podniósł łeb i rozejrzał się suką, dopiero teraz dostrzegł że próbuję walczyć z stworzeniem. Horus nie ukrywał, na jego pysku pojawił się cień przerażenia. Nagle potwór podniósł łapę i ruchem którego suczka nie zauważyła trzasnął ją w bok. Ta uderzyła o kamienie i z lekkim oporem uderzyła w wodą toń. Pies wiedział, że woda nie zrobi jej krzywdy, ale wolał się upewnić. Ruszył biegiem w stronę nurtu rzek i ignorując potwora próbował wyłowić Agnes z wody. Jego łapy ślizgały się w wodzie, pies bez zastanowienia rzucił się w wodę. Jeśli tylko Agnes odzyska przytomność, osobiście na nią nawrzeszczy.
Agnes ?
Błagam, przebacz mi za teo gniota i długość z jaką go pisałam ... obiecuję, następny odpis będzie ...bardziej lepszy, normalny ?
| 423 słowa → 20೧ |
15.06.2018
Od Horusa cd. Vivienne
Pies lekko się wzdrygnął gdy centymetr obok jego pyska przeleciało żądne krwi stworzenie. Kilkanaście ptaków, o ile tak można nazwać te kreatury, zaczęły być coraz bardziej śmiałe wobec mieszkańców Helecho, tylko nieliczni im się postawili. Kilkanaście psów straciło już swoje rzeczy, zniszczony płot czy ogródek warzywny nie były rzadkością w tym momencie. Karmelowy owczarek nie raz próbował doskoczyć do jednego z ptaków, ośmieszał się jedynie, gdyż jego skoki wyglądały przedziwnie, polegały na lekkim wyskoku i przebieraniu łapami w powietrzu. Nie raz widział jak Vievienne uśmiecha się pod nosem na pokaz jego wyczynów akrobatycznych, szybko skończył z tą metodą i zajął się dobijaniem tych, co leżały już na ziemi. Najczęściej obcięcie głowy małym sztyletem było problematyczne, ale gdy Horus wyciągnął z pochwy miecz, stało się to wręcz nudne. Z zazdrością spoglądał jak suczka przykuca i szybkim skokiem łapie w zęby jakiegoś potwora, nie wypuszczając go zaciskała kły na jego szyi i już po chwili to, co przed chwilą żyło, leżało martwe u jej łap. Pies widział w jej oczach chęć mordu i złość, troszkę go denerwowało (to uczucie było spowodowane lekkimi obawami) takie towarzystwo ... ale cóż, nie narzekał. Kilka minut później dołączył do nich pies, kremowy labrador celnie strącał z nieba ghule używając łuku. Horus poznał go, mieszka w okolicy i jeśli się nie myli, to prowadzi hodowlę koni. Pies po skończonej robocie zaczepił psa.
- Witaj, jestem Horus. Nie prowadzisz może hodowli koni ..? - zerknął tym samym na białą sukę znikającą w gąszczu - Nie wiem, czy dobrze cię kojarzę.
Pies szeroko się uśmiechnął.
Po kilku godzinach Horus już maszerował leśną ścieżką, mimo że zapadał wieczór, on musiał dotrzeć do zamku. Z niechęcią oddalał się od swego domu i nieznajomej, ale wiedział że po ostatniej tragedii potrzebują więcej wojowników aby pilnować granicę. Schylił łeb i apatycznie zaczął ruszać łapami. Nie miał siły, ciało odmawiało mu posłuszeństwa a umysł był zamglony i stwarzał lekkie niebezpieczeństwo gdyby stała się jakaś nieplanowana sytuacja. Cały dzień spędzony na ściganiu nieznajomych piękności i walczenie z nimi, potem walka z ghulami, oglądanie koni który prawie nadepnął owczarkowi na łapę i na końcu szaleńczy bieg w ucieczce przed jakimś dużym zwierzęciem. Człapał tak ze zwieszoną głową kilka kroków, po czym wszedł trochę głębiej w las.
Gdy znalazł w miarę dogodne, jak i bezpieczne miejsce na małe ,,nocowanie", położył się pod ogromnym dębem i przymknął oczy. Pod łapami miał zawsze miecz, a na wszelki wypadek sztylet pod płaszczem podróżnym. Jego myśli ciągle wracały do białej, może trochę agresywnej suczki którą poznał zaledwie kilkanaście godzin temu. Mimo że dla niej pewnie jest przelotnym psem spotkanym na długiej drodze życia, to ciągle miał nadzieję że gdzieś głęboko w środku darzy go choćby malutką cząstką przyjaźni. W końcu powieki same mu opadły na niebieskie ślepia i zasnął.
Poranek nie był zbyt przyjemny. Pies lekko się przeciągnął i od razu jego brzuch zaczął grać marsza, poloneza, albo mazurka. Jak kto woli. Szybko pozbierał swoje manele i ruszył biegiem w stronę Lapsae, jeśli spotka jakąś bryczkę to powinien zdążyć na czas. Łapy same biegły, pies gwałtownie się rozglądał szukając choćby czegoś co powóz mogło przypominać lub mogło go szybko zawieść do stolicy. W końcu jego radosnym oczom ukazała się w całej swej okazałość bryczka, dwa rącze konie kłusowały równomiernym chodem. Za wozem ciągnęła się chmara pyłu, pies przyśpieszył aby ją ominąć i wyjść przed drewniany pojazd. Pies szybko pomachał woźnicy, ten gwałtownie zatrzymał dwa kasztany i pies podszedł, ukłoniwszy się, zapytał teriera siedzącego na dyszlu o wszystkie szczegóły.
- Dokąd pan jedzie ?
- Ano do stolicy, jedziemy. Trochę daleko, ale u nas droga szybko zejdzie.
- A mógłby pan przyśpieszyć ? Chociaż troszeczkę, widzę że konie ma pan wspaniałe.
Na pochlebstwo stary pies uśmiechnął się szeroko i zaprosił gestem psa do wozu. Pies nie czekając otworzył maleńkie drzwi. Gdy już siedział, dopiero wtedy zobaczył że naprzeciwko niego siedzi nie kto inny, jak Vievienne patrząca się na niego spode łba.
- Jak tam, nie zjadłaś jeszcze nikogo ? - na pysku psa pojawił się uśmiech.
- Witaj, jestem Horus. Nie prowadzisz może hodowli koni ..? - zerknął tym samym na białą sukę znikającą w gąszczu - Nie wiem, czy dobrze cię kojarzę.
Pies szeroko się uśmiechnął.
Po kilku godzinach Horus już maszerował leśną ścieżką, mimo że zapadał wieczór, on musiał dotrzeć do zamku. Z niechęcią oddalał się od swego domu i nieznajomej, ale wiedział że po ostatniej tragedii potrzebują więcej wojowników aby pilnować granicę. Schylił łeb i apatycznie zaczął ruszać łapami. Nie miał siły, ciało odmawiało mu posłuszeństwa a umysł był zamglony i stwarzał lekkie niebezpieczeństwo gdyby stała się jakaś nieplanowana sytuacja. Cały dzień spędzony na ściganiu nieznajomych piękności i walczenie z nimi, potem walka z ghulami, oglądanie koni który prawie nadepnął owczarkowi na łapę i na końcu szaleńczy bieg w ucieczce przed jakimś dużym zwierzęciem. Człapał tak ze zwieszoną głową kilka kroków, po czym wszedł trochę głębiej w las.
Gdy znalazł w miarę dogodne, jak i bezpieczne miejsce na małe ,,nocowanie", położył się pod ogromnym dębem i przymknął oczy. Pod łapami miał zawsze miecz, a na wszelki wypadek sztylet pod płaszczem podróżnym. Jego myśli ciągle wracały do białej, może trochę agresywnej suczki którą poznał zaledwie kilkanaście godzin temu. Mimo że dla niej pewnie jest przelotnym psem spotkanym na długiej drodze życia, to ciągle miał nadzieję że gdzieś głęboko w środku darzy go choćby malutką cząstką przyjaźni. W końcu powieki same mu opadły na niebieskie ślepia i zasnął.
Poranek nie był zbyt przyjemny. Pies lekko się przeciągnął i od razu jego brzuch zaczął grać marsza, poloneza, albo mazurka. Jak kto woli. Szybko pozbierał swoje manele i ruszył biegiem w stronę Lapsae, jeśli spotka jakąś bryczkę to powinien zdążyć na czas. Łapy same biegły, pies gwałtownie się rozglądał szukając choćby czegoś co powóz mogło przypominać lub mogło go szybko zawieść do stolicy. W końcu jego radosnym oczom ukazała się w całej swej okazałość bryczka, dwa rącze konie kłusowały równomiernym chodem. Za wozem ciągnęła się chmara pyłu, pies przyśpieszył aby ją ominąć i wyjść przed drewniany pojazd. Pies szybko pomachał woźnicy, ten gwałtownie zatrzymał dwa kasztany i pies podszedł, ukłoniwszy się, zapytał teriera siedzącego na dyszlu o wszystkie szczegóły.
- Dokąd pan jedzie ?
- Ano do stolicy, jedziemy. Trochę daleko, ale u nas droga szybko zejdzie.
- A mógłby pan przyśpieszyć ? Chociaż troszeczkę, widzę że konie ma pan wspaniałe.
Na pochlebstwo stary pies uśmiechnął się szeroko i zaprosił gestem psa do wozu. Pies nie czekając otworzył maleńkie drzwi. Gdy już siedział, dopiero wtedy zobaczył że naprzeciwko niego siedzi nie kto inny, jak Vievienne patrząca się na niego spode łba.
- Jak tam, nie zjadłaś jeszcze nikogo ? - na pysku psa pojawił się uśmiech.
Viv ?
| 664 słów → 30೧ |
Od Horusa cd. Vivienne
To, co pies przeżywał, nie można było nazwać inaczej niż jakąś zmieszaną grupką wszelakich uczuć. Odczuwał ogromną irytację jak i chęć zaprzyjaźnienia się z tą wkurzającą go istotą. Trzymając ją tak i unieruchamiając w tym samym czasie słuchał jej tekstów jaki on okropny, nieraz poleciała wiązka przekleństw w jego stronę. W końcu uśmiechnął się szeroko i niezrażony aroganckim zachowaniem suki odskoczył na bok. Ta już spokojniej wstała i podeszła do niego zaciekawiona, zatrzymała się metr od niego. Pies widział każdy jej mięsień rysujący się na białym futrze, wszystkie naprężone i gotowe do odebrania ewentualnego ataku. Ona naprawdę myślała że ją zaatakuję ? Mimowolnie się uśmiechnął na tą myśl. W sumie się nie dziwił, sam czuł się niekomfortowo w owej sytuacji i jego mięśnie także były spięte. Pies nie czuł się wielce ,,urażony" zachowaniem Vivienne, ale owe zachowanie głęboko go zastanawiały. W końcu zerknął w niebo sprawdzając porę dnia, podniósł wysoko łeb i zmrużył oczy od brzasku jasnej gwiazdy. Słońce chyliło się dopiero ku szczytowi, co oznaczało jeszcze kilka godzin światła w Jutrzence.
- I co teraz ? - zapytała Vivienne wpatrując się w Horusa. Śledziła każdy jego najdrobniejszy ruch, jakby bała się że zaraz ją znienacka zaatakuję. Dopiero po kilku minutach dała sobie najwyraźniej spokój stojąc już normalnie, o ile tak to można ująć.
- Nie mam bladego pojęcia - szczera odpowiedź chyba nie zadowoliła suczki - Może miałabyś ochotę poznać miasteczko ? Niedaleko znajduję się Helecho, nie jest za duże.
Gdy suczka otwarła pyszczek aby odpowiedzieć, do uszu owczarka dotarł cichy dźwięk, który z każdą sekundą narastał w siłę. Do tego ziemia, która nie wiadomo skąd zaczęła lekko się ruszać, niepokoiła owczarka. Zaczął kalkulować wszystkie możliwości, aż w końcu zamarł i lekko się oblizał na woń spoconego futra kilkunastu galopujących jeleni. Wiosna, to i młode, a oni właśnie są w części lasu gdzie ostatnio widziano stado tych smakowitych zwierząt. Z jednej strony miał ochotę poczekać jak stado przebiegnie i rzucić się na jakąś sztukę, a z drugiej coś w głębi jego umysłu kazało mu zostać z Vivienne.
- Jeśli jesteś taka pewna, to złap sarnę - rzucił przez ramię i pobiegł za galopującymi sarnami. Jego łapy ledwo dotykały wilgotnego runa, on sam starał się robić jak najdłuższe kroki. W końcu upatrzył sobie mniejszą, ale tak samo hardą sztukę co inne. Rzucił jej się do gardła i złapał za zad. Ta próbując go zrzucić, wywijała tylnymi kopytami, ale to tylko sprawiło że pies jeszcze mocniej wbił pazury w bok zwierzęcia. Po kilkunastu minutach zwierzę już leżało z pogryzioną szyją. Pies nagle podniósł łeb i nieznacznie zaczął się rozglądać, jakby czegoś szukał. W sumie szukał. Nigdzie jednak nie dostrzegł białej suki. Lekko zawiedziony jak i zmęczony powlókł się drogą do domu. Jego łapy uderzały o wydeptaną ścieżkę, dopiero po kilkunastu minutach usłyszał niepokojące wrzaski, wtedy rzucił sarnę i pobiegł do miasteczka.
Viv ?
(nie zabij za nudny odpis ;-;)
| 471 słów → 20೧ |
13.06.2018
Od Horusa cd. Viviennne
Letni deszcz zaczął padać dosyć niespodziewanie, krople spływały po liściach drzew gęstego lasu, aby później spaść i posilić spragnioną wody glebę. Zwierzęta skryły się już pewnie w liściastej toni głębokiego lasu, uciekając od mokrej mżawki która by im nic nie zrobiła oprócz pomoczenia futerka. A mimo to uciekały przed nieszkodliwą rzeczą. I też karmelowy pies to czynił, ba, uciekał przed tym. Już od dłuższego czasu wędrował po wilgotnym, leśnym runie, w między czasie zastanawiał się, czy aby dobry to był pomysł wybrać ścieżkę przez środek lasu tylko po to, aby ominąć zatłoczone przez psy drogi. Przewrócił swymi niebieskimi oczami i wrócił do wpatrywania się w swoje brudne łapy, które monotonnie zanurzały się w błocie i liściach. Już wyobrażał sobie te brudne podłogi w swoim domku, które będzie musiał umyć. Gwałtowne rozmyślania nad sensem życia swej małej chatki przerwał mu obcy, gwałtowny zapach. Ostra woń obcego psa roznosiła się po lesie, najgorsze było to, że ten ktoś nie miał zamiaru się ukrywać, gdyż w żaden sposób nie maskował swego zapachu. Wszystko byłoby dobrze tylko ... ta woń była mocno specyficzna. Nigdy się z taką nie spotkał. Postawił swe długie uszy na sztorc i przyjął postawę obronną polegającą na lekkim schyleniu się i wystawieniu łba do góry. Zaczął się pomału skradać w stronę źródła owego zapachu. Mimo że pies spodziewał się jakiejś szajki, albo chociażby bandyty nie wykluczał innych możliwości jakimi były choćby zgubiony pies. Jakże wielkie zdziwienie pojawiło się na pysku psa gdy zobaczył sukę, która nie dość że całe futro miała zjeżone, to jeszcze okropnie wlepiała w niego swe zimne oczy. Przez psa przeszedł cień niepokoju, który jednak szybko zamaskował maską obojętności i lekkim zainteresowaniem w oczach. Jej mroźne oczy przeleciały Horusa od łap do łba, były pełne nienawiści i zdenerwowania. Wpatrywali się w siebie przez kilka dłużących się sekund, później suka z całą złością zawartą w sobie rzuciła się na niego. Teorytycznie bez żadnego powodu. Pies zmarszczył brwi i gwałtownie odskoczył unikając zębów suczki. Nie miał zamiaru bić się z ową nieznajomą, aczkolwiek stwarzała ona niebezpieczeństwo dla pobliskiego miasteczka jakim było Helecho. Mimo że aktualnie nie był na służbie, to jego ptasi móżdżek postanowił zająć się tą niemiłą sprawą. Gwałtownie ruszył biegiem i przeskakując przez krzaki uciekł z pola widzenia biegnącemu za nim psu. Gdy Horus uznał że czas się zatrzymać, lekko przystanął i zaczął okrągiem skradać się wokół ostatniego miejsca gdzie widział suczkę. Jej hardy krok i szybki bieg przekonały psa iż suczka którą przed chwilą poznał, nie jest żadną zagubioną damą. Pies machnął swym puszystym ogonem i zniżając się do pozycji łowieckiej przyśpieszył kroku. Czasami widział jak jej futro prześwituje wśród liści, gdyby nie to, Horus mógłby kilka razy zgubić psa. W pewnym momencie dostrzegł że suczka ma wiele blizn na jasnej sieści. Pies zmrużył oczy i upewniwszy się że to co widział istnieje, lekko się zawahał. A co jeśli to jest po prostu nowy pies i jeszcze się nie oswoił z Eos ? Ale nic nie tłumaczy tego że ta suka rzuciła się na niego z chęcią ugryzienia go, co gorsza, nawet zabicia. Nieznajoma siadła na polanie pod drzewem, jakby z niechęcią i zaczęła wpatrywać się w płynącą obok rzekę. I tu ponownie objawia się wspaniały intelekt karmelowego owczarka. Bez żadnego planu, nie mówiąc choćby o przemyśleniu działania, psa już w tym miejscu nie było. Ten wybiegł na łąke i stanął naprzeciw zaskoczonek suczki. Ta zerwała się z pozycji leżącej i już po chwili wpatrywała się w psa. Przez pierwsze kilka sekund widział na jej pysku zaskoczenie, dopiero po chwili zakryła je złością i nie udawaną niechęcią.
- Kim jesteś ? - zapytał pies w miarę spokojnym głosem.
- Co cię to obchodzi ?
- To, że idę sobie przez las, a tu nie wiadomo skąd atakujesz mnie tak, jakbyś chciała mnie zabić !
- I co z tego ? Czy mógłbyś sobie już iść, czy cię pogonić ?
Pies nie miał bladego pojęcia co było przyczyną takiego agresywnego zachowania u suczki, ale nie miał zamiaru pokazywać jej że jest słabszy lub czegokolwiek się obawia.
- Spóbuj - sierść na grzbiecie owczarka lekko się najeżyła a z pyska zaczął wydobywać się cichy charkot - Nigdzie się stąd nie ruszam.
- Twój wybór - po tych słowach rzuciła się na psa w całkowitej ciszy. Dopiero w tym momencie pies zauważył że suczka, najprawdopodobniej jakieś rasy z zimnych części globu, jest dosyć silna. Miał pewne trudności w przygwożdżeniu ją do ziemi, ale po lekkiej szamotaninie tryumfował z lekkim uśmiechem na pysku.
- Wytłumaczysz mi co robisz ?
- Wal się.
- Cokolwiek ?
- Idź w cholerę.
Pies westhnął i wolnymi ruchami zszedł z zderwowanej suczki. Ta od razu odsuneła się od niego na kilka metrów, nastała cisza którą przerywały jedynie ptaki buszujące w drzewach. Psy wlepiając wzrok w potencjalnego przeciwnika mierzyły nawzajem swoje siły, wręcz sytuacja stała się trochę bardziej niezręczna dla psa niż wcześniej.
- Kim jesteś ? - zapytał pies w miarę spokojnym głosem.
- Co cię to obchodzi ?
- To, że idę sobie przez las, a tu nie wiadomo skąd atakujesz mnie tak, jakbyś chciała mnie zabić !
- I co z tego ? Czy mógłbyś sobie już iść, czy cię pogonić ?
Pies nie miał bladego pojęcia co było przyczyną takiego agresywnego zachowania u suczki, ale nie miał zamiaru pokazywać jej że jest słabszy lub czegokolwiek się obawia.
- Spóbuj - sierść na grzbiecie owczarka lekko się najeżyła a z pyska zaczął wydobywać się cichy charkot - Nigdzie się stąd nie ruszam.
- Twój wybór - po tych słowach rzuciła się na psa w całkowitej ciszy. Dopiero w tym momencie pies zauważył że suczka, najprawdopodobniej jakieś rasy z zimnych części globu, jest dosyć silna. Miał pewne trudności w przygwożdżeniu ją do ziemi, ale po lekkiej szamotaninie tryumfował z lekkim uśmiechem na pysku.
- Wytłumaczysz mi co robisz ?
- Wal się.
- Cokolwiek ?
- Idź w cholerę.
Pies westhnął i wolnymi ruchami zszedł z zderwowanej suczki. Ta od razu odsuneła się od niego na kilka metrów, nastała cisza którą przerywały jedynie ptaki buszujące w drzewach. Psy wlepiając wzrok w potencjalnego przeciwnika mierzyły nawzajem swoje siły, wręcz sytuacja stała się trochę bardziej niezręczna dla psa niż wcześniej.
Vivienne ?
Taka mała sugestia : walka ?
| 808 słów → 40೧ |
9.06.2018
Od Horusa cd. Agnes
Pies lekko złapał się za wystający głaz i podciągnął do góry. Wilgotne łapy ześlizgiwały się po powierzchni kamienia, mimo to Horus nie poddawał się i próbował dalej dostać się na suchy kawałek ziemi. Zapewne wyglądał teraz idiotycznie, cały mokry i ledwo dający radę wspiąć się po jakimś kamieniu. A to wszystko przez to, że jako szczeniak wpadł do jeziora goniąc kaczkę i ledwo uszedł z życiem. Karmelowy owczarek przewrócił oczami na moment, gdy wspomnienie powróciło i lekkim ruchem łebka zerknął na unoszącą się w wodzie Agnes. Jej gęste futro leżało na wodzie, ona sama ledwo powstrzymywała się od śmiechu.
- Widać, że nie przywykłeś do towarzystwa psa władającego żywiołem wody - powiedziała w momencie gdy psu udało się wejść na klif i porządnie otrzepać - Naprawdę jednak myślisz, że pozwolę ci zostać suchym ?
Pies zaskoczony obrócił łeb i dostał wodną bańką prosto w pysk. Kolejna nadeszła tak samo niespodziewanie jak pierwsza, tylko że Horus odskoczył, a ta rozprysła się wodą o skały. Pies uśmiechnął się i ruszył do kontrataku; położył się na skale i chlusnął wodę swoją łapą. Mała fala jaka powstała prawie dosięgła zwinnej borderki, ta w ostatniej chwili skoczyła na prawo. Po tym wydarzeniu rozpętała się istna bitwa na wodę i wodne bańki, o ile można to tak ująć. Oba charaktery psów nie pozwalały im odpuścić, dzięki czemu każde z nich prowadziło zaciętą walkę z przeciwnikiem. W pewnym momencie Agnes chwyciła psa za łapy i wciągnęła go do chłodnej wody. Pies zaczął miotać łapami w wodzie, nie był pewny swoich ruchów, zaczął próbować wszelakich sposobów jednak i te nie pomogły na jego dziwną fobię. Starał się oddychać głęboko i na przemiennie ruszał łapami jednak to ... po prostu nie pomagało. Do umysłu psa wtargnęło się złe przeczucie i okropny, blokujący umysł strach. Unosząca się na wodzie suka podniosła jedną brew i z zaciekawieniem wpatrywała się w psa i jego nieudane próby i poczynania.
- Machaj łapami do przodu - krzyknęła, po czym podpłynęła bliżej psa - Horus, czego nie rozumiesz w poleceniu machaj łapami do przodu ?
Szczeniak niepewnie schodził po dość stromym i zaśnieżonym zboczu, gdyby nie żółty ptak nigdy by się nie podkusił o zrobienie czegoś tak głupiego. I te dziwne dźwięki jakie wydawał, psy były ciekawe co się stanie jeśli go dorwą i przytrzymają. I jakże pani będzie dumna ! Na pewno pozwoli im spać w ciepłym domu ... Odkąd ich pan zmarł, nie doznały miłego uczucia jakim było sytość i ciepło.
- Horus, szybciej, bo jej nie złapiemy ! - głos brata zachęcił psiaka do szybszych ruchów, owczarki chodziły po szuwarach od pewnego czasu i podmarzały im łapy.
- Idę, idę - karmelowy pies mruknął pod nosem i przyśpieszył kroku. Do jego łap lepiło się zimne błoto, opuszki dotykały uciekających od nich ważek i żab, chude łapy szczeniaka zaplątywały się o jeziorne listowie. O dziwo mimo pory roku nadal istniało.
- Ruszasz się gorzej od tego ślimaka na plaży, przesuń się, to cię wyprzedzę - pomysł spodobał się psu, odskoczył na bok i przypadkowo potknął się o jakiś kamień, piesek runął w wodę łamiąc cienki lód. Łapy zaplątały się w wodorosty i jeziorny muł, pies ledwo utrzymywał łeb na powierzchni niebieskiej cieczy.
- Ozyrys ! Ozy ... - lodowata woda wtargnęła do płuc szczenięcia i gwałtownie go uciszyła. Silna wola przeżycia nakazała mu szybkie ruchy, więc nie zastanawiał się i gwałtownie starał się wypłynąć na powierzchnię. Nie czuł pod łapami gruntu, był przerażony i nigdy w życiu tak się nie bał. Ta bez skuteczność w tej sytuacji sama w sobie go przerażała, nie mógł nic zrobić aby się ratować.
- Horus ?! Horus ! - pies nie umiał dojrzeć brata, gęste listowie skutecznie mu to uniemożliwiało - Idę, poczekaj chwilę ! Odezwij się !
Do szczeniaka jednak dochodziły jedynie piski i ciche skomlenie, nie mówiąc już o gwałtownym pluskaniu wody, idąc za dźwiękami dotarł wreszcie do lodowej skarpy, która zaraz miała pochłonąć na wieki jego brata. Psiak przeskoczył dziurę i nachylając się nad nią próbował złapać Horusa za kark, jednak bez skutecznie. Nagle szczeniakowi udało się tak nachylić, aby złapać go za parcianą obrożę na szyi i wciągnąć brata na lód. Karmelowy szczeniak przez chwilę leżał nieruchomo, aby za chwilę pojawił się na jego pysku wyraz przerażenia, któremu towarzyszył płytki oddech. Przez całą drogę powrotną wlekli się krok po kroku do ich budy, gdzie zresztą, czekała ich niemiła niespodzianka. Nie licząc krzyku i lania, jakie dostały psy za wniesienie błota na chodnik, to nie dostały kolacji za owy występek. Dwa skulone psiaki siedziały w budzie ogrzewając się na wzajem. Następnego dnia Horus zaczął pokaszliwać, kolejnego z nosa zaczęła mu cieknąć dziwna maź. Dopiero po tygodniu został wzięty do weterynarza i prawidłowo zbadany.
Horus spojrzał się z nutką litości na drugiego psa.
- Ja naprawdę, nie potrafię - zająknął się i wpłynął, gdzie widział że piasek jest wyżej. Wszedł na niego, woda sięgała mu do szyi. Zerknął na suczkę, która także wpatrywała się w niego swymi uważnymi oczami.
- Machaj łapami do przodu - krzyknęła, po czym podpłynęła bliżej psa - Horus, czego nie rozumiesz w poleceniu machaj łapami do przodu ?
Szczeniak niepewnie schodził po dość stromym i zaśnieżonym zboczu, gdyby nie żółty ptak nigdy by się nie podkusił o zrobienie czegoś tak głupiego. I te dziwne dźwięki jakie wydawał, psy były ciekawe co się stanie jeśli go dorwą i przytrzymają. I jakże pani będzie dumna ! Na pewno pozwoli im spać w ciepłym domu ... Odkąd ich pan zmarł, nie doznały miłego uczucia jakim było sytość i ciepło.
- Horus, szybciej, bo jej nie złapiemy ! - głos brata zachęcił psiaka do szybszych ruchów, owczarki chodziły po szuwarach od pewnego czasu i podmarzały im łapy.
- Idę, idę - karmelowy pies mruknął pod nosem i przyśpieszył kroku. Do jego łap lepiło się zimne błoto, opuszki dotykały uciekających od nich ważek i żab, chude łapy szczeniaka zaplątywały się o jeziorne listowie. O dziwo mimo pory roku nadal istniało.
- Ruszasz się gorzej od tego ślimaka na plaży, przesuń się, to cię wyprzedzę - pomysł spodobał się psu, odskoczył na bok i przypadkowo potknął się o jakiś kamień, piesek runął w wodę łamiąc cienki lód. Łapy zaplątały się w wodorosty i jeziorny muł, pies ledwo utrzymywał łeb na powierzchni niebieskiej cieczy.
- Ozyrys ! Ozy ... - lodowata woda wtargnęła do płuc szczenięcia i gwałtownie go uciszyła. Silna wola przeżycia nakazała mu szybkie ruchy, więc nie zastanawiał się i gwałtownie starał się wypłynąć na powierzchnię. Nie czuł pod łapami gruntu, był przerażony i nigdy w życiu tak się nie bał. Ta bez skuteczność w tej sytuacji sama w sobie go przerażała, nie mógł nic zrobić aby się ratować.
- Horus ?! Horus ! - pies nie umiał dojrzeć brata, gęste listowie skutecznie mu to uniemożliwiało - Idę, poczekaj chwilę ! Odezwij się !
Do szczeniaka jednak dochodziły jedynie piski i ciche skomlenie, nie mówiąc już o gwałtownym pluskaniu wody, idąc za dźwiękami dotarł wreszcie do lodowej skarpy, która zaraz miała pochłonąć na wieki jego brata. Psiak przeskoczył dziurę i nachylając się nad nią próbował złapać Horusa za kark, jednak bez skutecznie. Nagle szczeniakowi udało się tak nachylić, aby złapać go za parcianą obrożę na szyi i wciągnąć brata na lód. Karmelowy szczeniak przez chwilę leżał nieruchomo, aby za chwilę pojawił się na jego pysku wyraz przerażenia, któremu towarzyszył płytki oddech. Przez całą drogę powrotną wlekli się krok po kroku do ich budy, gdzie zresztą, czekała ich niemiła niespodzianka. Nie licząc krzyku i lania, jakie dostały psy za wniesienie błota na chodnik, to nie dostały kolacji za owy występek. Dwa skulone psiaki siedziały w budzie ogrzewając się na wzajem. Następnego dnia Horus zaczął pokaszliwać, kolejnego z nosa zaczęła mu cieknąć dziwna maź. Dopiero po tygodniu został wzięty do weterynarza i prawidłowo zbadany.
Horus spojrzał się z nutką litości na drugiego psa.
- Ja naprawdę, nie potrafię - zająknął się i wpłynął, gdzie widział że piasek jest wyżej. Wszedł na niego, woda sięgała mu do szyi. Zerknął na suczkę, która także wpatrywała się w niego swymi uważnymi oczami.
<Agnes ?>
(nie zwracaj uwagi na leszczowe zachowania Horusa leszcza xD)
| 824 słowa → 40೧ |
6.06.2018
Od Horusa cd. Fallon
Horus biegł ile sił w łapach, wiele razy rzucał szybkie ,,przepraszam" nawet nie obracając się za popchniętym psem. Przysiągł by, że przewrócił jakiegoś ważnego dworzanina; ten posłał w jego stronę wiązkę uroczych przekleństw. Karmelowy owczarek przewrócił oczami i przyśpieszył biegu. List w jego torbie był zbyt ważny aby jakiś zadufany w sobie pies zawracał mu głowę. W sumie nawet nie wiedział co w tym liście jest, jedyną informacją jaką go uraczyli nasycić, to że jest cholernie ważny a jedyny ich posłaniec jest chwilowo niedostępny. Jedynym wolnym psem okazał się Horus, który nie przejmując się brakiem kompetencji przyjął zadanie. I właśnie przez owe przemyślenia owczarka, pies nie zauważył białej postaci snującej się jak cień po rynku. Wpadając na sukę oba psy przekoziołkowały kilka metrów przewracając przy tym jakiś stragan i jego wystawę, bodajże potrącili też przerażonego o swe towary kupca. Koniec końców wylądowali przyciskając się wzajemnie łapami do ziemi. Pies stojący na suczce wstrzymał oddech szeroko otwierając oczy, suka też wydawała się zaskoczona owym wypadkiem.
- Oh, Fallon - pies zaczął niepewnie schodząc z suczki - Naprawdę nie chciałem, ale się śpieszę i to bardzo, mam ważne zadanie i ... no własnie.
Słowa plątały się owczarkowi, sam pies był mocno zmieszany pomagając przyjaciółce wstać. Nagle rozległ się przeciągły wrzask i po chwili pies wraz z suczką byli otoczeni przez kilkanaście psów.
- Stary, to nasza dzielnica - zaczął pierwszy. Na oko młody, być może znudzony i szukający zajęcia pies - Zniszczyłeś stanowisko mojego ojca. Dawaj złoto.
Długie uszy psa automatycznie skierowały się ku szyi, na pysku utworzyła się lekka zmarszczka. Jednak pies odetchnął głębiej i skierował swe brązowe oczy ku spojrzeniu teriera.
- Zapłacę, ale musicie mnie puścić. Wiozę ważną wiadomość - zawołał pewnym głosem, Fallon lekko przekręciła łebek - Natychmiast.
Na ostatnie słowo dał specjalny nacisk aby nie było problemów ze zrozumieniem przekazu. Kilka psów cofnęło się tworząc przejście. Owczarek wyciągnął dwie monety i po wręczeniu ich zdenerwowanemu terierowi, ruszył truchtem w stronę wyjścia. Pies zachęcił Fallon aby zrobiła to samo i już po chwili biegli po kamiennych ulicach.
Gdy byli już na obrzeżach miasta, pies przerwał ciszę jaka dotąd panowała w ich towarzystwie. Zatrzymał się i po zejściu z drogi poprawił miecz.
Gdy byli już na obrzeżach miasta, pies przerwał ciszę jaka dotąd panowała w ich towarzystwie. Zatrzymał się i po zejściu z drogi poprawił miecz.
- Jak już może słyszałaś, muszę to dostarczyć do pewnego miejsca - zaczął dopinając żelazną sprzączkę - Owym miejscem są górny Nann, skoro już tu jesteś może zechciałabyś mi towarzyszyć ? Mam spakowany prowiant na dwa psy, z początku miał mi towarzyszyć inny pies ale coś poszło nie tak. Co ty na to ?
Fallon :P ?
| 417 słów→ 20೧ |
4.06.2018
Od Horusa cd Agnes
To co się przed chwilą wydarzyło mocno wstrząsnęło psem, fizycznie jak i psychicznie. Fizycznie, jak to możliwe że owa postać rozpłynęła się w powietrzu, tak po prostu ? Ufał swoim łapom i wiedział, że mało brakowało mu aby dorównać psu który znikł w gąszczu. Horus wiedział o istnieniu magii - przecież sam jej wiele razy doświadczał - ale nie takiej. I jak to możliwe że Agnes tak zareagowała na tą tajemniczą suczkę ? Nie chciał być nachalny wobec spraw suki, ale ciekawość aż go paliła od środka.
- Wiesz kto to był ? I czemu tak zareagowałaś na to imię ? - karmelowy owczarek starał je sobie przypomnieć - Telesha ..? Tak, Telesha.
Na dźwięk owego imienia suczka postawiła swe uszy i lekko podniosła łebek.
- Nie mam ochoty o tym rozmawiać - warknęła odsłaniając swe kły. Najwyraźniej temat nie był jej obcy. Pies machnął łapą i upewniwszy że nikt ich nie obserwuje, zerknął z obawą na siedzącego obok nich noxa. Ślepia świecące w półmroku wpatrywały się w niego, wodziły każdy jego ruch. Zwierzę mocno go zaintrygowało, jednakże zaraz zmrużył oczy gdy zdał sobie sprawę że zwierzak mógł cały czas ich obserwować.
- To twój zwierz ? - gwałtownie zmieniając temat przysiadł koło suczki - Trochę ... mnie przeraża.
Agnes podniosła brwi w geście zaskoczenia po czym uśmiechnęła się, wiatr mocniej zawiał zrywając z drzew liście.
- Co cię bawi ? - zapytał lekko urażony pies wpatrując się w pustkę na polanie, lubił ciszę ale nie aż taką ... owianą grozą ? Ciągle rozmyślał nad ową postacią i nad tym, co się stało.
- Jak możesz się go bać ? Może i na pierwszy rzut oka są trochę ... niecodzienne jeśli chodzi o wygląd, ale po za tym są świetnymi towarzyszami.
- Jakoś mnie nie przekonałaś - zmarkotniały pies poprawił pasek przy mieczu - Ile będzie się na nas tak gapił ?
- Już wschodzi słońce, zaraz zniknie i nie powróci do zmroku. Chyba - cicho powiedziała suczka i skierowała swe spojrzenie na psa. Mineło kilka sekund zanim pies oderwał od niej swój wzrok i odwróciwszy się ruszył wolnym krokiem w jej stronę. Dzieliła ich mała rzeczka którą Horus przeskoczył i gładko wylądował obok. Kątem oka zauważył jak cień tajemniczego stworzenia znika w leśnym gąszczu.
- Przejdziemy się ? - powiedział i gdy suczka skinęła łbem ruszył wolnym, niepewnym krokiem i zaczął zastanawiać się gdzie może zabrać swoją piękną towarzyszkę. W końcu do jego pustego łebka wpadł ciekawy pomysł. Trochę minie zanim tam dotrą, ale przynajmniej widoki będą wspaniałe.
Gdy pies stanął na kamieniach głęboko wciągnął powietrze.
- Horus, powiedziałbyś mi łaskawie gdzie mnie ciągniesz od dwóch godzin, albo i dłużej ? - suka truchtała zanim z wyraźną niecierpliwością. Nagle pies przystanął i wbiegł w pobliskie krzaki. Na jego oczach zawidniał rozległy krajobraz Jutrzenki; krople z wodospadu Vall leciały na jego pysk i spływały mi po bokach uszu.
- Wiesz kto to był ? I czemu tak zareagowałaś na to imię ? - karmelowy owczarek starał je sobie przypomnieć - Telesha ..? Tak, Telesha.
Na dźwięk owego imienia suczka postawiła swe uszy i lekko podniosła łebek.
- Nie mam ochoty o tym rozmawiać - warknęła odsłaniając swe kły. Najwyraźniej temat nie był jej obcy. Pies machnął łapą i upewniwszy że nikt ich nie obserwuje, zerknął z obawą na siedzącego obok nich noxa. Ślepia świecące w półmroku wpatrywały się w niego, wodziły każdy jego ruch. Zwierzę mocno go zaintrygowało, jednakże zaraz zmrużył oczy gdy zdał sobie sprawę że zwierzak mógł cały czas ich obserwować.
- To twój zwierz ? - gwałtownie zmieniając temat przysiadł koło suczki - Trochę ... mnie przeraża.
Agnes podniosła brwi w geście zaskoczenia po czym uśmiechnęła się, wiatr mocniej zawiał zrywając z drzew liście.
- Co cię bawi ? - zapytał lekko urażony pies wpatrując się w pustkę na polanie, lubił ciszę ale nie aż taką ... owianą grozą ? Ciągle rozmyślał nad ową postacią i nad tym, co się stało.
- Jak możesz się go bać ? Może i na pierwszy rzut oka są trochę ... niecodzienne jeśli chodzi o wygląd, ale po za tym są świetnymi towarzyszami.
- Jakoś mnie nie przekonałaś - zmarkotniały pies poprawił pasek przy mieczu - Ile będzie się na nas tak gapił ?
- Już wschodzi słońce, zaraz zniknie i nie powróci do zmroku. Chyba - cicho powiedziała suczka i skierowała swe spojrzenie na psa. Mineło kilka sekund zanim pies oderwał od niej swój wzrok i odwróciwszy się ruszył wolnym krokiem w jej stronę. Dzieliła ich mała rzeczka którą Horus przeskoczył i gładko wylądował obok. Kątem oka zauważył jak cień tajemniczego stworzenia znika w leśnym gąszczu.
- Przejdziemy się ? - powiedział i gdy suczka skinęła łbem ruszył wolnym, niepewnym krokiem i zaczął zastanawiać się gdzie może zabrać swoją piękną towarzyszkę. W końcu do jego pustego łebka wpadł ciekawy pomysł. Trochę minie zanim tam dotrą, ale przynajmniej widoki będą wspaniałe.
Gdy pies stanął na kamieniach głęboko wciągnął powietrze.
- Horus, powiedziałbyś mi łaskawie gdzie mnie ciągniesz od dwóch godzin, albo i dłużej ? - suka truchtała zanim z wyraźną niecierpliwością. Nagle pies przystanął i wbiegł w pobliskie krzaki. Na jego oczach zawidniał rozległy krajobraz Jutrzenki; krople z wodospadu Vall leciały na jego pysk i spływały mi po bokach uszu.
Agnes ? :3
| 478 słów→ 20೧ |
3.06.2018
Od Horusa cd. Fallon
W momencie gdy biała suczka wspomniała o jakimś zranieniu, Horus zerknął na swoje łapy. O ile pierwsza wyglądała przyzwoicie, to o drugiej nie można było tego powiedzieć. Poszarpane brzegi i widoczna kość owego ,,zranienia" nie zachęcały psa do dalszej podróży, nawet tej do domu. Bywały gorsze sytuacje, na przykład gdy wracał z szpiegowskiej misji, wtedy wyleczyła go Agnes. Był jej bardzo wdzięczny. Zmęczony sapnął i usiadł pod jakimś drzewem. Idąc uważał aby jeszcze bardziej nie pogłębić rany i aby przypadkiem jej nie zakazić, pies nie miał pojęcia czemu ostatnimi czasy ciągle wpada w jakieś zdrowotne tarapaty. Zerknął na idącą obok niego białą sukę, ta wpatrywała się w niego z nieukrywanym niepokojem. Na pysku psa pojawił się lekki uśmiech, nie spodziewał się takiej reakcji. Rzucił przelotne spojrzenie martwej manticorze, drugie skierował na Fallon. Przez sekundę miał ochotę aby podejść i zebrać kilka ciekawych rzeczy z ciała martwego zwierzęcia, ale szybko odrzucił ten pomysł.
- Co teraz, dasz radę dojść do domu ? - suka odezwała się pierwsza i pomału siadła obok.
Pies zmrużył oczy i zastanawiając się chwilę odparł dopiero kilka minut później, mamrocząc odpowiedź pod nosem.
- Raczej tak - karmelowy owczarek rozejrzał się po lesie wodząc wzrokiem po okolicznych drzewach, nigdy nie wiadomo czy jeszcze jedna taka bestia tu nie wpadnie z chęcią rozdarcia nas na strzępy. Pies kiwnął łbem i już po chwili oboje szli wolnym krokiem w stronę Helecho.
Pies lekko naderwał sztyletem kawałek cienkiej tkaniny i zamoczył ją w gorącej wodzie. Po odczekaniu chwili przejechał kawałkiem po ranie i prawie syknął z bólu. Musiał usunąć wszystkie zanieczyszczenia, przyjemne to raczej nie było.
- Teraz owiń - powiedziała Fallon wlepiając w niego swe zamglone ślepia.
- Wiem jak to się robi - odpowiedział z nutką grymasu w głosie wracając do oglądania swego łapska. Pies wziął materiał telekinezą i owinął go sobie wokół łapy, jednakże po chwili owy ,,bandaż'' zsunął się po sierści owczarka.
- Widząc z jaką wprawą to robisz, można wywnioskować że jesteś prawdziwym profesjonalistą w tej dziedzinie - suczka lekko się zaśmiała i ruszyła po wodę. Pies westchnął i w myślach przyznał jej rację.
Gdy wreszcie znaleźli się na rynku pies odetchnął z ulgą, zerknął na idącą pewnym krokiem Fallon.
- To co teraz robimy ? - zapytał owczarek i zerknął na niebo - Pięknie, słonecznie i tak dalej. Trzeba ten czas jakoś wykorzystać.
- Co teraz, dasz radę dojść do domu ? - suka odezwała się pierwsza i pomału siadła obok.
Pies zmrużył oczy i zastanawiając się chwilę odparł dopiero kilka minut później, mamrocząc odpowiedź pod nosem.
- Raczej tak - karmelowy owczarek rozejrzał się po lesie wodząc wzrokiem po okolicznych drzewach, nigdy nie wiadomo czy jeszcze jedna taka bestia tu nie wpadnie z chęcią rozdarcia nas na strzępy. Pies kiwnął łbem i już po chwili oboje szli wolnym krokiem w stronę Helecho.
Pies lekko naderwał sztyletem kawałek cienkiej tkaniny i zamoczył ją w gorącej wodzie. Po odczekaniu chwili przejechał kawałkiem po ranie i prawie syknął z bólu. Musiał usunąć wszystkie zanieczyszczenia, przyjemne to raczej nie było.
- Teraz owiń - powiedziała Fallon wlepiając w niego swe zamglone ślepia.
- Wiem jak to się robi - odpowiedział z nutką grymasu w głosie wracając do oglądania swego łapska. Pies wziął materiał telekinezą i owinął go sobie wokół łapy, jednakże po chwili owy ,,bandaż'' zsunął się po sierści owczarka.
- Widząc z jaką wprawą to robisz, można wywnioskować że jesteś prawdziwym profesjonalistą w tej dziedzinie - suczka lekko się zaśmiała i ruszyła po wodę. Pies westchnął i w myślach przyznał jej rację.
Gdy wreszcie znaleźli się na rynku pies odetchnął z ulgą, zerknął na idącą pewnym krokiem Fallon.
- To co teraz robimy ? - zapytał owczarek i zerknął na niebo - Pięknie, słonecznie i tak dalej. Trzeba ten czas jakoś wykorzystać.
Fallon ? :>
| 389 słowa → 15೧ |
30.05.2018
Od Horusa cd. Fallon
Propozycja suczki nie zaskoczyła owczarka, w końcu chyba nie staliby pod latarnią przez całą rozmowę, prawda? Wolnym krokiem ruszył w stronę lasu i znajomej ścieżki, naprowadził na nią Fallon i już po chwili szli po wydeptanej dróżce. Mimo że słońce mocno grzało, w lesie opatulił ich chłód wraz z nutą świeżo ściętego drzewa.
– Chciałaś dowiedzieć się czegoś, co dokładnie miałaś na myśli? – zapytał owczarek z lekkim uśmiechem na pysku. Sierść lekko zachodziła mu na oczy, jednakże nie przejmował się tym za bardzo. Skupiał się na obserwowaniu suki która stanąwszy obok niego oglądała leśny krajobraz.
– Nie wiem jak to ująć, może jak to się stało że tu jesteś? – lekki uśmiech pojawił się na pysku suczki, po chwili usiadła i wpatrywała się w niego tymi zamglonymi oczami.
– Tak samo jak ty, złe wydarzenie i samotność. Później dziwne światło i Aaron chcący cię porwać – pies przymrużył oczy gdy suka zaśmiała się – Przynajmniej żyjemy teraz w lepszym miejscu, a do Aarona nic nie mam, jest dobrym przywódcą.
– Skąd wiesz?
– Pracuję w wojsku, konkretnie jako wojownik. Będę starać się o awans, ale brakuję mi trochę wprawy – pochwalił się jak i skrytykował pies – A ty znalazłaś już swoje miejsce?
– Chwilowo nie mam zajęcia, ale będę szukać. Czekam na ten wyjątkowy zawód … a co z twoimi mocami? – na dźwięk tego pytania pies lekko się skrzywił. Nie lubił o tym za bardzo mówić, ale westchnął i zerknął na wodę w pobliskim strumyku.– Moc nocy – na mordce psa pojawił się grymas – Trochę dziwnie brzmi. Chodzi o to, że lepiej widzę w nocy, dogadam się z nietoperzem i tym podobne. Jak już zdążyłem zauważyć, władasz iluzją, prawda?
Pies starał się jak najszybciej zmienić temat z tego niewygodnego dla niego na jakikolwiek inny.
– Tak, racja – suczka najwyraźniej także nie lubiła o tym rozmawiać, pies uszanował decyzję i po chwili nastała przyjemna cisza. Pies przymrużył oczy i rozciągając się ziewnął.
– Miałaś kiedyś rodzinę? – pytanie zaczęło nurtować karmelowego owczarka.
– Kiedyś. Pewna staruszka zaopiekowała się mną na pewien czas, inni ludzie mnie akceptowali, przynajmniej częściowo.
– Ja … miałem właściciela. Był dobry, kochał nas jednak i on musiał nas opuścić. W sensie mnie i mojego brata.
Rozmowa ciągnęła się przez kilka godzin, Horus nie miał pojęcia jakim cudem wytrzymał tyle bez poruszenia choćby ogonem.
Gdy dwa psy wyszły z polany Horus przyśpieszył i stanął przed suczką.
– Co ty na to aby odwiedzić deltę? Podobno jest tam teraz ogrom wszelakiego kwiecia – zadowolony z pomysłu pies czekał na odpowiedź białej suczki – Jest to dosyć blisko.
Czas spędzony z suką uważał za udany. Zdążył się do niej już przyzwyczaić; czuł się swobodnie w jej towarzystwie. Miał nadzieję że i ona także darzyła go przyjaźnią.
Fallon ? (flaczki z olejem ;-; dodaj trochę akcji, ni mam pomysłu)
| 462 słowa → 20೧ |
13.05.2018
Od Horusa Cd Fallon
Lekko speszony zachowaniem suki pies, ostatni raz zerknął na biegnącą w deszczu Fallon. Spod jej łap rozpryskiwała woda tworząc w powietrzu smugi wody. Zmrużył oczy i ruszył wolnym krokiem w stronę hotelu jak i wynajętego pokoju. Gorące powietrze zmieszane z wonią spalenizny uderzyły psa w nos w momencie otwarcia drewnianych drzwi do karczmy. Wręcz przebiegł dystans dzielący go do swego dzisiejszego zacisza. Usiadwszy na łóżku spojrzał się na okno i świat za nim. Życie jeszcze tętniło w Lapsae, mimo późnej pory wiele psów wychodziło ze swych domostw aby chociaż się przejść i rozprostować łapy. Najwidoczniej tylko jemu przeszkadzał deszcz, zimny i wchodzący w sierść. Mimo że rozpierała go energia, zmusił się na leżenia w bezruchu na skrzypiącym, w niebo głosy, łóżku. Jego głowę zaczęły zaprzątać myśli banalne, później jego własne
przemyślenia jak i rzeczy bierzące. Lekko uśmiechnął się na cierpki uśmiech Berrigana, przyjazne fuknięcie Agnes i nieśmiałe zmienianie tematu Fallon. Mimo że nie miał ochoty zaraz pogrążył się w głębokim jak na niego śnie.
Kremowa sierść owczarka przebłyskiwała na tle wysypiska, Horus od razu zobaczył idącego w jego stronę brata. Wesoło jak na ostatnie wydarzenia, podszedł do niego i czule się o niego oparł. Gdyby nie gwałtowne odsunięcię się owczarka karmelowy pies nie wyczułby szorstkiego przedmiotu na szyi swego brata. Zatrzymał się i z podkrążonymi oczami wpatrywał się w stojącego przed nim owczarka.
- Co to jest ? - warknął i nie czekając rzucił się na Ozyrysa.
Pies nie bronił się więc Horus bez problemu odsłonił jego zadbaną sierść.
- Obroża ... - wypowiedział się łamiącym głosem - Jak mogłeś ?!
- Zrobiłem to, co trzeba było - spokojnym głosem odpowiedział Ozyrys zerknąwszy na brata - Nie najlepiej ci się wiedzie, prawda ?
- A jak myślisz, zdrajco i domowy pupilku ? - sierść wychudzonego border collie zjeżyła się - Obiecałeś. Obiecałeś że nigdy tam nie pójdziesz. A co teraz ? Wracasz najedzony i zadbany, a co najgorsze, z obrożą. Jutro już nie przyjdziesz, prawda ? Zostawisz mnie, bo co ? Bo twoja kochanka czeka ?
- Nie moja wina że ci się nie powiodło - wymamrotał po czym odszedł, rzucił za ramienieniem kilka słow - Żegnaj, bracie. Nie rozmawiam z nietolerancyjnymi psami, może byśmy się spotykali ale ... nie zrozum mnie źle. Mam rodzinę i nie chcę jej stracić.
Na pysku psa pojawił się bolesny grymas, zacisnął łapy w momencie gdy po jego pysku spływały łzy.
Chęć odpoczęcia od służby nakłoniła go do wyjścia na dwór. Mimo że minęły dwa dni od ostatniego deszczu i jak na razie w Lapsae świeciło słońce, pies nadal uważał na pogodę. Owczarek maszerując przez rynek spotkał wzrok białej suki. Stała przy latarni i ciekawsko się na niego spoglądała. Nie miał bladego pojęcia co robiła, ale podszedł do niej wolnym krokiem.
przemyślenia jak i rzeczy bierzące. Lekko uśmiechnął się na cierpki uśmiech Berrigana, przyjazne fuknięcie Agnes i nieśmiałe zmienianie tematu Fallon. Mimo że nie miał ochoty zaraz pogrążył się w głębokim jak na niego śnie.
Kremowa sierść owczarka przebłyskiwała na tle wysypiska, Horus od razu zobaczył idącego w jego stronę brata. Wesoło jak na ostatnie wydarzenia, podszedł do niego i czule się o niego oparł. Gdyby nie gwałtowne odsunięcię się owczarka karmelowy pies nie wyczułby szorstkiego przedmiotu na szyi swego brata. Zatrzymał się i z podkrążonymi oczami wpatrywał się w stojącego przed nim owczarka.
- Co to jest ? - warknął i nie czekając rzucił się na Ozyrysa.
Pies nie bronił się więc Horus bez problemu odsłonił jego zadbaną sierść.
- Obroża ... - wypowiedział się łamiącym głosem - Jak mogłeś ?!
- Zrobiłem to, co trzeba było - spokojnym głosem odpowiedział Ozyrys zerknąwszy na brata - Nie najlepiej ci się wiedzie, prawda ?
- A jak myślisz, zdrajco i domowy pupilku ? - sierść wychudzonego border collie zjeżyła się - Obiecałeś. Obiecałeś że nigdy tam nie pójdziesz. A co teraz ? Wracasz najedzony i zadbany, a co najgorsze, z obrożą. Jutro już nie przyjdziesz, prawda ? Zostawisz mnie, bo co ? Bo twoja kochanka czeka ?
- Nie moja wina że ci się nie powiodło - wymamrotał po czym odszedł, rzucił za ramienieniem kilka słow - Żegnaj, bracie. Nie rozmawiam z nietolerancyjnymi psami, może byśmy się spotykali ale ... nie zrozum mnie źle. Mam rodzinę i nie chcę jej stracić.
Na pysku psa pojawił się bolesny grymas, zacisnął łapy w momencie gdy po jego pysku spływały łzy.
Chęć odpoczęcia od służby nakłoniła go do wyjścia na dwór. Mimo że minęły dwa dni od ostatniego deszczu i jak na razie w Lapsae świeciło słońce, pies nadal uważał na pogodę. Owczarek maszerując przez rynek spotkał wzrok białej suki. Stała przy latarni i ciekawsko się na niego spoglądała. Nie miał bladego pojęcia co robiła, ale podszedł do niej wolnym krokiem.
Fallon ? :v Wybacz że tak długo.
| 432 słowa → 20೧ |
10.05.2018
Od Horusa cd. Fallon
Pies lekko zmrużył oczy widząc wyraźne zakłopotanie idącej obok niego suki.
- Nic się nie stało - odpowiedział z uśmiechem na pysku, Fallon chwilę poźniej go odwzajemniła - Ja także chciałbym podziękować. W końcu złapaliśmy prawie siedem psów zamieszanych w napad rabunkowy ... W końcu zamek to nie lada gratka dla takich rzesimieszków jak oni.
Ruszyli wolnym krokiem w kierunku wydreptanej drogi ciągnącej się przez brzozowy zagajnik. Owe drzewo mocno pyliło, więc na psy leciały małe, białe listki. Horus kichnął w momencie gdy wciągnął sporą ilość tego spadającego czegoś. Z radością w sercu wybiegł z małego gaju i ruszył za biegnącą suką. Łapy same go prowadziły, on zamknął oczy i wysłuchując się w ciszę panującą w tym miejscu dreptał za Fallon. W końcu zatrzymał się przed wejściem do jaskini i zerknął na suke. Ta stanęła przed gęstym listowiem i najwyraźniej zmęczona odetchnęła.
- Do następnego spotkania - powiedziała uśmiechając się szeroko i przestępując z łapy na łapę.
- To ... do zobaczenia - zawołał pies oddalając się z pośpiechem. Jeśli się spóźni ... oj, będzie miał przechlapane. Jego myśli jeszcze błądziły wokół białej suki, aczkolkwiek służba całkowicie go wykończyła.
Pies nerwowo zastrzygł uszami na dźwięk metalu. Ostatnie godziny służby zawsze takie były, najgorsze i najniebezpieczniejsze. Wyraźny chrzęst świadczył o obecności innego psa, najprawdopodobnie wojownika i to w jego najbliższym otoczeniu. Głęboko westchnął i poprawił wiszący u jego boku Lunares, czuł się pewniej gdy miał go na wyciągnięcie łapy. Nie mogł wyczuć ewentualnego przeciwnika gdyż ten szedł od zawietrznej. Odetchnąl z ulgą gdy z zarośli wyłonił się znajomy i zgorzkniały pysk ciemnego psa.
- Witaj Horus - nasycony jadem głos rozniósł się po lesie.
Pies uśmiechnął się pod nosem podchodząc do ,,kolegi" po fachu.
- Dawno cię nie widziałem stary druhu ! Co tam porabiasz ? - zapytał i nie czekając na odpowiedź psa dodał - Dzięki że przyszłeś mnie zamienić. Do zobaczenia.
Usłyszał jakąś obelgę skierowaną do niego i ruszył biegiem do strażnicy. Znalazł tą resztkę sił, myśl że zaraz będzie w domu napawała go radością.
Deszcz który pokrył całe niebo zaskoczył psa. Owczarek biegiem ruszył w stronę karczmy w Lapsae. Otwierając drzwi naparł na niego zaduch panujący w środek. Usiadł przy stoliku i wpatrując się w rynek zmrużył oczy.
Mimo że siedział tu od paru godzin to pogoda chyba nie zamierzała się zmienić. Przegryzł wargę i wolnym krokiem podszedł do niskiego psa stojącego przy ladzie. W końcu musi gdzieś spać, prawda ?
- Co dla szanownego pana ? - cichy głos szarego psa trochę go zdziwił.
- Jeden pokój na jedną noc - odpowiedział ziewając.
Psiak pokiwał łebkiem i po zapłacie wręczył psu metalowy klucz. Ku jego zaskoczeniu dostrzegł idącą pod dachem białą sukę. Włożył klucz do torby i wyszedł z karczmy. Swe kroki skierował do białej i mokrej postaci.
- Nic się nie stało - odpowiedział z uśmiechem na pysku, Fallon chwilę poźniej go odwzajemniła - Ja także chciałbym podziękować. W końcu złapaliśmy prawie siedem psów zamieszanych w napad rabunkowy ... W końcu zamek to nie lada gratka dla takich rzesimieszków jak oni.
Ruszyli wolnym krokiem w kierunku wydreptanej drogi ciągnącej się przez brzozowy zagajnik. Owe drzewo mocno pyliło, więc na psy leciały małe, białe listki. Horus kichnął w momencie gdy wciągnął sporą ilość tego spadającego czegoś. Z radością w sercu wybiegł z małego gaju i ruszył za biegnącą suką. Łapy same go prowadziły, on zamknął oczy i wysłuchując się w ciszę panującą w tym miejscu dreptał za Fallon. W końcu zatrzymał się przed wejściem do jaskini i zerknął na suke. Ta stanęła przed gęstym listowiem i najwyraźniej zmęczona odetchnęła.
- Do następnego spotkania - powiedziała uśmiechając się szeroko i przestępując z łapy na łapę.
- To ... do zobaczenia - zawołał pies oddalając się z pośpiechem. Jeśli się spóźni ... oj, będzie miał przechlapane. Jego myśli jeszcze błądziły wokół białej suki, aczkolkwiek służba całkowicie go wykończyła.
Pies nerwowo zastrzygł uszami na dźwięk metalu. Ostatnie godziny służby zawsze takie były, najgorsze i najniebezpieczniejsze. Wyraźny chrzęst świadczył o obecności innego psa, najprawdopodobnie wojownika i to w jego najbliższym otoczeniu. Głęboko westchnął i poprawił wiszący u jego boku Lunares, czuł się pewniej gdy miał go na wyciągnięcie łapy. Nie mogł wyczuć ewentualnego przeciwnika gdyż ten szedł od zawietrznej. Odetchnąl z ulgą gdy z zarośli wyłonił się znajomy i zgorzkniały pysk ciemnego psa.
- Witaj Horus - nasycony jadem głos rozniósł się po lesie.
Pies uśmiechnął się pod nosem podchodząc do ,,kolegi" po fachu.
- Dawno cię nie widziałem stary druhu ! Co tam porabiasz ? - zapytał i nie czekając na odpowiedź psa dodał - Dzięki że przyszłeś mnie zamienić. Do zobaczenia.
Usłyszał jakąś obelgę skierowaną do niego i ruszył biegiem do strażnicy. Znalazł tą resztkę sił, myśl że zaraz będzie w domu napawała go radością.
Deszcz który pokrył całe niebo zaskoczył psa. Owczarek biegiem ruszył w stronę karczmy w Lapsae. Otwierając drzwi naparł na niego zaduch panujący w środek. Usiadł przy stoliku i wpatrując się w rynek zmrużył oczy.
Mimo że siedział tu od paru godzin to pogoda chyba nie zamierzała się zmienić. Przegryzł wargę i wolnym krokiem podszedł do niskiego psa stojącego przy ladzie. W końcu musi gdzieś spać, prawda ?
- Co dla szanownego pana ? - cichy głos szarego psa trochę go zdziwił.
- Jeden pokój na jedną noc - odpowiedział ziewając.
Psiak pokiwał łebkiem i po zapłacie wręczył psu metalowy klucz. Ku jego zaskoczeniu dostrzegł idącą pod dachem białą sukę. Włożył klucz do torby i wyszedł z karczmy. Swe kroki skierował do białej i mokrej postaci.
Fallon ?
| 439 słów → 20೧ |
9.05.2018
Od Horusa cd. Agnes
Kremowy owczarek chwycił dwa przygotowane wcześniej kamienie i zaczął nimi przecierać nad stosikiem drewna. Ich szorstka powierzchnia od razu odpowiedziała jasnymi iskrami które zaczęły pryskać na wszystkie strony. Gdy patyki zajęły się ogniem, wyjął szybko kilka bulw ziemniaków i lekko zakopał w ziemi pod ogniskiem. Gdy wszystko zaczęło się piec, zdjął sakwę ze stolika i wyjął z niej mały słoik z żurawiniwym przecierem. Położywszy go obok skromnej zastawy i małego wazonika, zadowolony z siebie śmiechnął się pod nosem. Całość nie prezentowała się źle. Ba, nawet pies był z niej dumny. Podziękował sobie w duchu że kupił ten poradnik kucharski na rynku, aczkolwkiek raczej wolał aby Agnes o tym fakcie nie wiedziała. Jeszcze uzna że jest jakąś ciotą. Zerknął na siedzącą obok niego sukę, ta z uszami na sztorc wpatrywała się w skraj lasu. Jej brązowo szare futro lekko falowało na wietrze wraz z liściami i płatkami kwiatów unoszącymi się w powietrzu. Pies przez chwilę zwrócił swój wzrok na piekącego się jelenia, jednak zaraz usiadł obok suczki. Ta obróciła się w jego stronę i posłała mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go i nieznacznie się przeciągnął.
- Lubisz ciszę, prawda ? - zapytał.
- Tak - krótka odpowiedź jak i pytanie zostały poprzedzona gwałtownym poruszeniwm w krzakach, wydanym przez królika, który zaskoczony uciekał przed jastrzębiem. Ogromne ptaszysko chwyciło bezbronne zwierzę i wzbijając się wydało piskliwy dźwięk.
- Ja też ... choć czasami lubię porozmawiać o czym kolwiek, jak na przykład teraz - stwierdził z uśmiechem na pysku i gwałtownie wstając wypatrywał odlatującego ptaka. Gdyby królik był chociaż trochę większy ... wątłe i pewnie bardzo młode zwierzątko nie miało szans z wygłodniałym ptaszyskiem.
- Idę sprawdzić co z naszym obiadem - rzucił przez ramię i powolnym krokiem doszedł do improwizowanego rożna.
Mięso lekko się zarumieniło, mocno pachniało ziołowymi aromatami. Jeśli chodzi o zioła ... starał się wybrać najlepsze według niego i jego podniebienia. Podniecony smakowitym kawałkiem mięsa spojrzał się na płonące ognisko. Nie chcąc trudzić Agnes wziął wiadro i ruszył do najbliższego strumyka, nabrał pełen pojemnik czystej wody i gdy się obrócił aby potruchtać do piekącej się sarny, ognisko było już ugaszone i jedynym śladem że palił się tam ogień, to smuga szarego, wijącego się dymu. Lekko zdziwiony wylał zawartość wiadra i powrócił do suki która z szelmowskim uśmiechem na pysku wpatrywała się w niego podnosząc jedną brew.
- Wiesz, że bez problemu mogłam to ugasić - powiedziała lekko rozśmieszona i zwrociła się do psa który po pokonaniu średniego dystansu kilka razy prawie dostał zadyszki.
- Myślałem że jesteś zajęta - powiedział widząc że cała ta sytuacja bawi Agnes.
- Mogłeś zawołać - odpowiedziała i podeszła krok do psa stojącego przed nią.
- Nie chciałem ci przeszkadzać, a po za tym, to ja robię nasz posiłek - owczarek wyszczerzył zęby w zwycięskim uśmiechu na widok tego że suka odpuściła. Telekinezą rozsunął mały koc, ruchem łapy zaprosił sukę do stołu, a raczej małego drewnianego stoliczka. Ta podeszła i w momencie gdy usiadła, pies wyjął swój noż i zabrał się za krojenie mięsa. Cicho syknął gdy kawałek mięsa gwałtownie mu upadł na łapę. Szybko go odrzucił w krzaki i nie czekając chwilą zaczął ciąć wielki udziec. Nałożył porcję suce jak i sobie, reszta mięsa może poczekać, przecież nie zje się wszystkiego od razu, prawda ? Szczególnie jeśli upolowało się ogromnego jelenia. Wykopał gorące ziemniaki i nałożył je na talerze. Gdyby nie telekineza, to jego łapy by pewnie były pokryte bąblami. W końcu wyjął butelkę wina, którym od czasu polewał mięso. Została jeszcze spora część, siadając postawił je na stole. Zerknął na sukę, ta wpatrywała się w jego poczynania śledząc każdy jego ruch. Pies ciepło się uśmiechnął i rzucił szybkie ,,smacznego". Do jedzenia się wręcz rzucił, nie wiedział że będzię to aż tak dobre.
Gdy dwa psy skończyły posiłek usiadły obok wpatrując się w horyzont. Owczarek błogo zamknął oczy i zwrócił się ku chmurom. Za niecałą godzinę powininno zajść słońce, panował już lekki półmrok.Pies zerknął na leżącą sukę. Świetnie czuł się w jej towarzystwie, był to jedyny pies z którym spędził tyle czasu. Na jego pysku mimowolnie pojawił się uśmiech. Nagle Agnes gwałtownie podniosła łeb i odwróciła się na pięcie. Na jej pysku najpierw pojawił się lekki grymas zdziwienia, który zaraz zastąpiła maska obojętności. Pies szybko wstał i obróciwszy się ujrzał stojącą przed nimi postać. W lesie dostrzegł lekki błysk, może mu się przewidziało ? Skupił się na postaci. Stanął krok przed suką i wysoko podniósł łeb.
- Kim jesteś ? - zawołał.
- Lubisz ciszę, prawda ? - zapytał.
- Tak - krótka odpowiedź jak i pytanie zostały poprzedzona gwałtownym poruszeniwm w krzakach, wydanym przez królika, który zaskoczony uciekał przed jastrzębiem. Ogromne ptaszysko chwyciło bezbronne zwierzę i wzbijając się wydało piskliwy dźwięk.
- Ja też ... choć czasami lubię porozmawiać o czym kolwiek, jak na przykład teraz - stwierdził z uśmiechem na pysku i gwałtownie wstając wypatrywał odlatującego ptaka. Gdyby królik był chociaż trochę większy ... wątłe i pewnie bardzo młode zwierzątko nie miało szans z wygłodniałym ptaszyskiem.
- Idę sprawdzić co z naszym obiadem - rzucił przez ramię i powolnym krokiem doszedł do improwizowanego rożna.
Mięso lekko się zarumieniło, mocno pachniało ziołowymi aromatami. Jeśli chodzi o zioła ... starał się wybrać najlepsze według niego i jego podniebienia. Podniecony smakowitym kawałkiem mięsa spojrzał się na płonące ognisko. Nie chcąc trudzić Agnes wziął wiadro i ruszył do najbliższego strumyka, nabrał pełen pojemnik czystej wody i gdy się obrócił aby potruchtać do piekącej się sarny, ognisko było już ugaszone i jedynym śladem że palił się tam ogień, to smuga szarego, wijącego się dymu. Lekko zdziwiony wylał zawartość wiadra i powrócił do suki która z szelmowskim uśmiechem na pysku wpatrywała się w niego podnosząc jedną brew.
- Wiesz, że bez problemu mogłam to ugasić - powiedziała lekko rozśmieszona i zwrociła się do psa który po pokonaniu średniego dystansu kilka razy prawie dostał zadyszki.
- Myślałem że jesteś zajęta - powiedział widząc że cała ta sytuacja bawi Agnes.
- Mogłeś zawołać - odpowiedziała i podeszła krok do psa stojącego przed nią.
- Nie chciałem ci przeszkadzać, a po za tym, to ja robię nasz posiłek - owczarek wyszczerzył zęby w zwycięskim uśmiechu na widok tego że suka odpuściła. Telekinezą rozsunął mały koc, ruchem łapy zaprosił sukę do stołu, a raczej małego drewnianego stoliczka. Ta podeszła i w momencie gdy usiadła, pies wyjął swój noż i zabrał się za krojenie mięsa. Cicho syknął gdy kawałek mięsa gwałtownie mu upadł na łapę. Szybko go odrzucił w krzaki i nie czekając chwilą zaczął ciąć wielki udziec. Nałożył porcję suce jak i sobie, reszta mięsa może poczekać, przecież nie zje się wszystkiego od razu, prawda ? Szczególnie jeśli upolowało się ogromnego jelenia. Wykopał gorące ziemniaki i nałożył je na talerze. Gdyby nie telekineza, to jego łapy by pewnie były pokryte bąblami. W końcu wyjął butelkę wina, którym od czasu polewał mięso. Została jeszcze spora część, siadając postawił je na stole. Zerknął na sukę, ta wpatrywała się w jego poczynania śledząc każdy jego ruch. Pies ciepło się uśmiechnął i rzucił szybkie ,,smacznego". Do jedzenia się wręcz rzucił, nie wiedział że będzię to aż tak dobre.
Gdy dwa psy skończyły posiłek usiadły obok wpatrując się w horyzont. Owczarek błogo zamknął oczy i zwrócił się ku chmurom. Za niecałą godzinę powininno zajść słońce, panował już lekki półmrok.Pies zerknął na leżącą sukę. Świetnie czuł się w jej towarzystwie, był to jedyny pies z którym spędził tyle czasu. Na jego pysku mimowolnie pojawił się uśmiech. Nagle Agnes gwałtownie podniosła łeb i odwróciła się na pięcie. Na jej pysku najpierw pojawił się lekki grymas zdziwienia, który zaraz zastąpiła maska obojętności. Pies szybko wstał i obróciwszy się ujrzał stojącą przed nimi postać. W lesie dostrzegł lekki błysk, może mu się przewidziało ? Skupił się na postaci. Stanął krok przed suką i wysoko podniósł łeb.
- Kim jesteś ? - zawołał.
Agnes ? c:
| 736 słów → 35೧ |
4.05.2018
Od Horusa cd. Agnes
Pies przez chwilę wpatrywał się w sukę zastanawiając się jak ująć odpowiedź. W końcu zaprzestał nieudolne próby i powiedział to, co mu na język naszło.
- Żywioł nocy ... - szybko dokończył - Nie daję za dużo, ale czasami się przydaje. Lepsze widzenie, szybciej biegam i tym podobne.
Lekki uśmiech pojawił się na pysku Agnes, pies usiadł wygodnie i wsłuchał się w szum drzew. Polubił sukę, w której towarzystwie mógł czuć się swobodnie. Jeszcze przed chwilą siedział jak na szpilkach, teraz siedział z
przymrużonymi oczami w towarzystwie innego psa. Dawno nie miał takiej chwili lub okazji, aby po prostu z kimś porozmawiać. Ciągle tylko służba w wojsku, pilnowanie i czasami w ramach ćwiczeń eskorta. Mimo że to lubił, często nie miał czasu aby się uspokoić. Przez głowę psa przeszedł cień nagłego niepokoju. Teorytycznie wszystko się może zdażyć. Jutro sfora Iskry zaatakuję albo ... albo wszystko. Możliwości było wiele. Głośniej westchnął i zerknął na sukę. Może też ma takie przemyślenia ? Brały się one z nikąd prześladując wszystkich, bez żadnego wyjątku dręczyły głowę. Horusowi skończyły się tematy, nie chciał być niemiły, gorzej, nachalny wobec leżącej naprzeciwko niej suki. Tym razem także panowała cisza. Ale taka miła cisza, nie taka jak wcześniej. O ile cisza sama w sobie może taka być. Cisza, cisza i cisza.
Zadziwiające, na jakie myśli można się skierować po dłuższym zastanowieniu. Do jego głowy wpadł jakże ciekawy pomysł, którym może odwdzięczy się suce za pomoc. Jednakże poczeka chwilę z jego wykonaniem, nie chciał, aby odniosła jego zamiary w złym sensie.
- Jakieś plany ? - cicho zapytał odwracając się w stronę brązowo białej suki. Ta westchnęła i dalej wpatrując się w skraj lasu zaprzeczająco pokiwała głową. Łapy ciągle miała zanurzone w wodzie, ryby podpływały i zainteresowane czekały w jej cieniu. Już dawno to zauważył, jednak nie zwrócił na to większej uwagii. Zerknął na jelenia i przeanalizował wszystkie kulinarne możliwości jakie kiedykolwiek poznał w swoim krótkim życiu. Chyba jego umiejętności nie były takie złe ... uwierz w siebie, jak gotowałeś, dało się to zjeść.
- Uhm, Agnes - powiedział wpatrując się w borderkę - Dałabyś się zaprosić na obiad ? No wiesz, przynajmniej odwdzięczyłbym się za zajęcie się mną. Nie gotuję aż tak źle, chyba.
W sumie mnie uratowała. Nie wiadomo czy jakikolwiek pies znalazłby mnie w rowie. Nie wiadomo, czy nie wykrwawiłbym się. Zabiła hordę psów i zaniosła m ie do swojego domu - pomyślał i zmrużył oczy. Podziwiał jej uparte dążenie do celu. Pies liczył się z odmową i w pełni by to zrozumiał.
Zerknął na leżącą sukę i wpatrywał się w nią wzrokiem czekającym na odpowiedź.
- Żywioł nocy ... - szybko dokończył - Nie daję za dużo, ale czasami się przydaje. Lepsze widzenie, szybciej biegam i tym podobne.
Lekki uśmiech pojawił się na pysku Agnes, pies usiadł wygodnie i wsłuchał się w szum drzew. Polubił sukę, w której towarzystwie mógł czuć się swobodnie. Jeszcze przed chwilą siedział jak na szpilkach, teraz siedział z
przymrużonymi oczami w towarzystwie innego psa. Dawno nie miał takiej chwili lub okazji, aby po prostu z kimś porozmawiać. Ciągle tylko służba w wojsku, pilnowanie i czasami w ramach ćwiczeń eskorta. Mimo że to lubił, często nie miał czasu aby się uspokoić. Przez głowę psa przeszedł cień nagłego niepokoju. Teorytycznie wszystko się może zdażyć. Jutro sfora Iskry zaatakuję albo ... albo wszystko. Możliwości było wiele. Głośniej westchnął i zerknął na sukę. Może też ma takie przemyślenia ? Brały się one z nikąd prześladując wszystkich, bez żadnego wyjątku dręczyły głowę. Horusowi skończyły się tematy, nie chciał być niemiły, gorzej, nachalny wobec leżącej naprzeciwko niej suki. Tym razem także panowała cisza. Ale taka miła cisza, nie taka jak wcześniej. O ile cisza sama w sobie może taka być. Cisza, cisza i cisza.
Zadziwiające, na jakie myśli można się skierować po dłuższym zastanowieniu. Do jego głowy wpadł jakże ciekawy pomysł, którym może odwdzięczy się suce za pomoc. Jednakże poczeka chwilę z jego wykonaniem, nie chciał, aby odniosła jego zamiary w złym sensie.
- Jakieś plany ? - cicho zapytał odwracając się w stronę brązowo białej suki. Ta westchnęła i dalej wpatrując się w skraj lasu zaprzeczająco pokiwała głową. Łapy ciągle miała zanurzone w wodzie, ryby podpływały i zainteresowane czekały w jej cieniu. Już dawno to zauważył, jednak nie zwrócił na to większej uwagii. Zerknął na jelenia i przeanalizował wszystkie kulinarne możliwości jakie kiedykolwiek poznał w swoim krótkim życiu. Chyba jego umiejętności nie były takie złe ... uwierz w siebie, jak gotowałeś, dało się to zjeść.
- Uhm, Agnes - powiedział wpatrując się w borderkę - Dałabyś się zaprosić na obiad ? No wiesz, przynajmniej odwdzięczyłbym się za zajęcie się mną. Nie gotuję aż tak źle, chyba.
W sumie mnie uratowała. Nie wiadomo czy jakikolwiek pies znalazłby mnie w rowie. Nie wiadomo, czy nie wykrwawiłbym się. Zabiła hordę psów i zaniosła m ie do swojego domu - pomyślał i zmrużył oczy. Podziwiał jej uparte dążenie do celu. Pies liczył się z odmową i w pełni by to zrozumiał.
Zerknął na leżącą sukę i wpatrywał się w nią wzrokiem czekającym na odpowiedź.
Agnes ? >.<
| 430 słów → 20೧ |
3.05.2018
Od Horusa cd. Fallon
Trzask. Pukanie. Ponowny trzask. Kolejne dobijanie do drzwi.
- Horus, wybacz że ... - postać zaczęła mówić, jednakże pies rzucił szybkie ,,do sedna" - W okolicach jaskini, w Gaju, kręcą się podejrzane psy. Jak na razie widziałam ich cztery, jednakże może być ich więcej.
Horus był tak ciekawy jak i przerażony. Na myśl że te psy ... może jakaś grupa rabunkowa ? Zamek był gratką dla takich psów jak oni. Zaczął szybko się pakować, nałożył na siebie sakwy i ruszył biegiem nie czekając na ilizję Fallon.
Gwałtownie zatrzymał się przed strażnicą, pył od hamowania unosił się jeszcze kilka sekund wchodząc w płuca psów i powodując suchy kaszel. Poinformowanie strażników nie zajęło sporo czasu, oddział składający się z sześciu uzbrojonych psów ruszył truchtem w stronę Gaju w przeciągu dziesięciu minut. Zagrożenie mogło być poważne, nie wiadomo co te psy planują. Po ostatnich wydarzeniach wszyscy byli wyczuleni na takie sprawy. W szczególności Horus.
Cisza jaka panowała w Gaju była dołująca. Słychać było jedynie wiatr wraz z cichym szuraniem liści. Psy szły wolnym krokiem, jedynie Berrigan odważnie szedł przed oddziałem twierdząc że nic tu nie będzię. Horus przewrócił oczami na zachowanie towarzysza i trzymał tępo wraz z innymi wojownikami. Przeszli przez cały Gaj, jednak nie było słychać ani psów, ani Fallon. Zmęczony poszukiwaniami Horus ruszył w stronę jaskini suki, może tam ją znajdzie ? Mimo trzykrotnego przeszukania każdego łokcia groty, nie było tam nic niepokojącego. Zaczął się lekko denerwować. W końcu pies wyszedł, Berrigan rzucał już w niego wyzwiska dotyczące jego ,,źródeł informacji".
- Zamknij się - cicho warknął do czekoladowego brytana, ten skrzywił pysk w radosnym grymasie. Nie miał ochoty wykłócać się z jakimś tępym strażnikiem, co go pewnie przez ,,masę" wybrali do służby.
- A co ? Nie miałem racji ? - zakrzyknął uradowany. Kilka głosów potwierdziły jego słowa.
Nagle serce psa zaczęło bić w szaleńczym tempie, adrenalina wpłynęła do żył karmelowego owczarka który postawił swe białe uszy na sztorc.
Z lasu dobiegło ciche wołanie, a przed nim pojawił się oddział innych psów. Groźny wygląd to nie jedyne co im towarzyszyło, ogromny gryf na łańcuchu wściekle wywijał łbem. Horus jedynie machnął ogonem, reszta psów rzuciła się do biegu w stronę przeciwnika.
Fallon ?
Emocje jak na grzybobraniu c":
| 418 słowa → 20೧ |
Subskrybuj:
Posty (Atom)