Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lady. Pokaż wszystkie posty

25.12.2018

Od Lady cd. Oscara

Paskudny ból głowy i narastające zimno. Ruszyłam w stronę jakiegoś wolnego namiotu i zamknąłem go od środka rzemykiem, pozwalając aby ciche głosy psów z zewnątrz nie dobiegały do moich uszu. Ciągle słyszałam jego głos w myślach. Usłyszałam czyjeś kroki, nie wiedziałam kogo, ale na pewno nie jego. Ten tajemniczy ktoś otworzył namiot i stanął, czekając na moją reakcję. Poczułam na swoim grzbiecie delikatny dotyk czyjejś łapy i po chwili głęboko odetchnęłam.
- Horus? Co ty tutaj robisz? Dobrze wiesz, że mam do zrobienia jeszcze ... Co cię tak bawi? - odwróciłam się i spojrzałam z wyrzutem na owczarka. Dobrze wiedział co się stało i nie ukrywał rozbawienia. Nieco niższy niż reszta psów swego pokroju, jakimś cudem wygrywał wszystkie potyczki jakie były mu dane. Nie raz ponosił wstępną porażkę, ale mimo to podnosił się i zawsze jakoś dawał radę wszystkim. Potrafiłby wmówić komuś, że kamienie które trzyma w łapach to szczere złoto i że własnie ten pies musi to kupić. Stary wariat.
- Co mnie śmieszy... może ty i Oscar? - odpowiedział bez zastanowienia mrużąc swoje brązowe oczy.
Wzdrygnęłam się i odwróciłam łeb na wyraz mówiący o nim.
- Tak? To świetnie. A teraz spadaj, bo muszę ... - nie dał mi dokończyć i zgromił mnie tym swoim wzrokiem.
- No co musisz? Co?! Co! - podniósł głos i dosłyszałam w nim krztynę żałości.
- Horus, co się z tobą dzieje? To nie twoja sprawa! - krzyknęłam ze narastającą we mnie złością. Co on takiego może wiedzieć?
- Lady, ty nie rozumiesz ... - warknął - Ty dostałaś takie szczęście od losu i tego nawet nie wykorzystasz!
- Ale to ty nic nie rozumiesz! Starałam się, chciałam! Ja ... ja go nadal kocham ale to on mnie zostawił, nie dochodzi to do twojego łba?! Tam, wtedy na drodze. Samą, po prostu odszedł! Ja... ja nie wiem co mam teraz zrobić.
Przez chwilę zapanowała nerwowa cisza, którą przerywały jedynie nasze oddechy które zaraz zamieniały się w parę.
- Lady, ja... rozumiem twój ból. Ale proszę, gdy jutro rano przyjdę do ciebie, pójdź ze mną. Obiecujesz?
- Ale ... ale gdzie? - jedynie te słowa byłam w stanie z siebie wydusić. Co on chce zrobić? Wiedział, że chcę jutro wyjechać do Yasmine, do Litore.
- Cicho, nic ci nie powiem. Obiecaj - ponownie powtórzył a ja westchnęłam.
- Dobrze, niech ci będzie. Pójdę z tobą - wypowiedziałam te słowa z lekką niepewnością.
Karmelowy owczarek lekko skinął łbem i wyszedł z namiotu, zostawiając po sobie jedynie zapach jodły i krwi upolowanej zwierzyny.

Długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok i mimo ciepłego okrycia wciąż było mi zimno. Jasne światło księżyca prześwitywało przez płócienną ścianę namiotu.
Jak on mógł? Czemu tak się zachował? Co zrobiłaś źle? Może ma rację, to za wcześnie. Albo w ogóle niech to wszystko się skończy.
Głosy w mojej głowie tępo mnie uderzały nie pozwalając choćby na chwilę zmrużyć zmęczonych dniem oczu. W końcu położyłam się na brzuchu i mocniej okryłam kocem, tym samym przybliżając do siebie lampę. Słyszałam swój oddech i to, jak łowcy powrócili z polowania. Pokrzykiwali radośnie dzieląc jakieś zwierzę na kawałki. Ciekawe czy Oscar jest z nimi... Pewnie tak. W końcu nie widzieli się dobre kilka miesięcy. A po za tym pewnie Cerys będzie coś od niego chciała... W końcu to on ją uratował narażając własne życie i takie tam... Ciekawe, co myślał o mnie w tamtych chwilach. Czy w ogóle myślał.

Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa, widząc to wszystko. Ja... jeszcze chwila i rozpłakałabym się, od tego dzieliło mnie jedynie tempo nadawane przez Horusa, który szedł prosto w stronę prowizorycznego ołtarza. Czułam przyjemny zapach jemioły i spojrzenia psów stojących po bokach ,,korytarza". Nie wiedziałam, co mam zrobić i jak się zachować. Bałam się spojrzeć na Oscara, ale w końcu podniosłam wzrok i posłałam mu delikatny uśmiech. Czuję, jak wypełniam się radością i po prostu ... cieszę się z życia. Ale ... ciągle odzywał się ten idiotyczny głos mówiący, że to wszystko nie jest warte złamanego sola. Że to nie wytrzyma długo, jako argument powołał wydarzenie z wcześniejszego dnia. Uśmiechnęłam się szeroko i pozwoliłam aby inne dźwięki zagłuszyły go w całości. Stanęłam naprzeciwko mojego przyszłego męża i pozwoliłam, aby jeden z moich snów spełnił się własnie w tej chwili.
- Gotowi? - zapytała Cerys stojąca naprzeciwko mnie i ciemnego owczarka.
Oboje skinęliśmy łbami i lekko zmieszana przestąpiłam z łapy na łapę. Co mówić, co robić? Lekko zerknęłam na owczarka jednak on było ostoją spokoju w porównaniu do mnie. Głębiej odetchnęłam i pozwoliłam aby wszystkie emocje opadły zostawiając w środku jedynie opanowanie. Srebrna suka skinęła łbem.
- Ja ,Oscar, biorę sobie Ciebie Lady za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci - każde wypowiedziane słowo brzmiało tak ... inaczej niż zwykle. Wypowiedziane jak najbardziej szczerze dostały się do mojego serca i zniszczyły wszystkie bariery jakie istniały. Przypomniałam swoje wczorajsze słowa i lekko schyliłam łeb w cichym uśmiechu. Gdy pies skończył, czułam ogromną niepewność w jego oczach. Czyżby się bał, że odejdę zostawiając go tak jak on wczoraj mnie? Naprawdę, nie byłabym wstanie zostawić go tak. To prawda, kocham go i  raczej tak szybko nie przestanę. Może i jestem głupia ale ... A po za tym ledwo co go odzyskałam i rozumiałam jego niepewność, po prostu bał się zrobić jakikolwiek ruch w którąkolwiek stronę. A może się mylę?

Ale sama nie byłam pewna. Zła decyzja zrujnowałaby nam obu życie. Mocniej zacisnęłam powieki. Czy warto? Oczywiście, że tak. Czy go kocham? Tak. Krótka i zwięzła odpowiedź bez żadnego "ale". Czy potrafiłabyś pogodzić się z jego stratą, gdybyś teraz odeszła zostawiając go tutaj? Nie wiem, ale wiem, co czułam gdy wszyscy wmawiali mi że nie żyję lub że wróci. Trzymali prawdę z dala ode mnie, łudząc mnie w różne strony. 

Każda sekudna trwała prawdziwą wieczność ale w końcu pozwoliłam, aby to serce przemówiło a nie rozum.
- Ja, Lady, biorę sobie Ciebie Oscar za męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci - sama nie wierzyłam że to mówię. Po prostu. Czułam, jak łzy pojawiają mi się w kącikach oczu a ja sama nie mogłam uwierzyć, że stoję własnie tu i przed nim. Czułam, jakby świat zatrzymał się właśnie w tej sekundzie.

Oscaaar? c: 
Miałam dwie opcję, ale jednak wybrałam tą pierwszą, po drugiej byłoby za smutno.

1010 słów → 10ᘯ + 50ᘯ

23.12.2018

Od Lady cd. Oscara

Wyczułam niesmak w towarzystwie i wrogie spojrzenia kilku łowców. Nadal czułam lekką urazę za milczenie wobec mnie w sprawie Oscara i tego czy żyje, dlatego nie za bardzo miałam ochotę im przebaczyć bez odpowiednich słów. Więc jedyne na co było mnie chwilowo stać, to niemiłe spojrzenie ze złością wymieszane z pogardliwym wyrazem pyska. Jedynie Cerys ominął mój wzrok, w końcu to przywódczyni i moja sojuszniczka, ale mimo to chwilowo nie pałałam do niej miłością. O ile z żadnym z łowców problemu nie mam, to z Cerys chciałabym pozostać przy przyjaznych stosunkach. No i Horus, bliki mi pies przez ostatnie tygodnie. To on jako jedyny potrafił przyjść do mnie o każdej porze i wyrwać mnie ze smutnego letargu. Czuł to samo, bo także stracił bliską mu osobę i rozumiał mój ból. Tylko że ja ratowałam się nadzieją a on powoli ją tracił. Jak nie już został jej pozbawiony.
- Idę oprowadzić Oscara po obozie - powiedziałam głosem pozbawionym emocji i klepnęłam go lekko w bark - W końcu ma trochę do nadrobienia.
Lekko ukłoniłam się Cerys i poczekałam aż Oscar zrobi to samo. Oboje obróciliśmy się i widziałam jak srebrna suka mówi coś do innych łowców a oni kiwają łbami i wracają do swoich obowiązków. Widziałam zawahanie w jej oczach, ale szybko ono znikło i suczka już była w drodze do swojego namiotu. Westchnęłam, będę musiała później ją odwiedzić i porozmawiać o Yasmine.

Oprowadzanie nie trwało dłużej niż godzinę, spodziewałam się że zajmie to o wiele więcej czasu. Chodziłam z Oscarem krętymi obozowymi dróżkami i przedstawiłam mu każdy namiot i ważniejsze miejsca w Obozie. Myślał, że jest w mniejszym miejscu a tu takie bam, kilkakrotnie większa działalność zakonspirowana w leśnej kniei. Widziałam zachwyt w jego ślepiach i zarazem wielkie podekscytowanie, ale moją głowę mąciła kompletnie inna myśl. W pewnym momencie prawie wpadłam na ciemne drzewo. Stanęłam wyrwana z rozmyślań centymetr przed korą ochroniona przez silną łapę Oscara.
- Lady, co ty robisz? - zapytał zaskoczony moim zachowaniem - Zamyślona jakaś jesteś. Wszystko dobrze?
Otrzepałam się lekko i rzuciłam mu smutne spojrzenie. On pomału opuścił łapę i wlepił we mnie zaniepokojony wzrok. Powinnam się cieszyć, prawda? Być wesoła i skakać z radości że mój narzeczony powrócił. Ale parę kwestii denerwowały mój umysł i zżerały go od środka. Naprawdę, nie mogłam przestać, mimo że chciałam!
- Oskar, ja... naprawdę nie wiem co zrobić w niektórych sytuacjach - powiedziałam i czułam jak mentalnie zapadam się w jakąś dziurę - Na początku myślałam że dam radę podołać niektórym rzeczom ale teraz wychodzą jeszcze inne sprawy które rozjeżdżają te drugie!
Oskar wpatrywał się we mnie z nieukrywanym zaciekawieniem, głębiej westchnęłam.
- Mów co ci leży na sercu - odpowiedział z nutką filozoficznego głosu, lekko się uśmiechnęłam na te słowa. Zawsze z takiego dołka potrafił mnie cudem choć trochę wyciągnąć.
- Po pierwsze, czasy się zmieniły i wiele psów poodchodziło, jeszcze wiele podzieli ich los - mówiąc te słowa czułam jakbym stawiała podpis na czyimś wyroku - A ja wplątuję się w to sama ciągnąc za sobą masę innych. Po drugie, wiem jak boli strata i nie chcę aby jeszcze więcej psów tego doświadczyło...
Czułam jak się jak skończona idiotka mówiąc takie słowa, mimo to nie kończyłam. Kiedyś musiałam to z siebie wyrzucić bo inaczej mogłoby się to przeobrazić w coś nieobliczalnego.
- No a po za tym próbuję wcisnąć Yasmine do obozu a zarazem boję się, że nie podoła - skończyłam słowotok cichym jękiem.
- To ta biało czarna suka z mieszkająca u ciebie? - zapytał się dla upewnienia owczarek.
- Tak, to ona - potwierdziłam - Świetnie strzela z łuku, jest naprawdę dobra.
Sama widziałam ją w akcji, oddała wszystkie czyste strzały - wręcz doskonale trzymała łuk w łapach. Trochę nauki i mogłaby się stać całkiem niebezpiecznym przeciwnikiem.
- Ale to nie najważniejsze, Oskar - powiedziałam nie za bardzo pewnym głosem.
Ta kwestia męczyła mnie od bardzo dawna, nawet nie wiem od jak dawna...
- Co z naszym ślubem? - każde słowo wypowiedziałam z zarazem wielką łatwością i ogromną trudnością.
Stałam tak przed nim trochę roztrzęsiona czekając na jego jakąkolwiek reakcję.

Oscar? Takie flaki z olejem .-.

650 słów → 35ᘯ

22.12.2018

Od Lady cd. Oscara

Podniosłam jedną brew i z lekkim uśmiechem na pysku zamknęłam drzwi za Horusem myśląc o minie przywódczyni, gdy się dowie. Ale... skoro on ją uratował, to znaczy, że ona też o wszystkim wiedziała. Zacisnęłam powieki i głębiej odetchnęłam, okłamywała mnie przez ten cały czas, wiedząc że Oscar najprawdopodobniej nie żyje. Nie spodziewałam się tego po niej, naprawdę mnie zawiodła. Ale ... cóż. Najwidoczniej miała jakiś powód. A Horus to świrnięty wariat. Odwróciłam się i spojrzałam na owczarka z lekkim niepokojem w oczach. Wyglądał mizerne, widać było że jest lekko wychudzony i dużo nie spał ostatnich nocy.
- Cerys to nowe imię Morrigan - powiedziałam i zachęciłam psa ruchem łapy aby ruszył za mną na górę - Zmieniła je chwilę po tym, jak zmieniła swój wygląd wypijając eliksir. Zmienił się tylko kolor sierści, dopiero jak się przyjszysz dostrzeżesz więcej szczegółów.
- A co ty robiłaś przez ten cały czas... sama? - zapytał, a w jego głosie usłyszałam nutkę smutku.
- Wiele rzeczy, wiele. A ile mi się przytrafiło, to dopiero. Na przykład napatoczyła się taka Yasmine ze swoim szczeniakiem - odparłam otwierając drzwi do mojej sypialni - Ale głównie wyrabiałam broń dla rebelii.
Pies widząc wygodne posłanie, rzucił się na nie i nie minęło kilka chwil a już spał lekko chrapiąc. Sama położyłam się obok niego i lekko odetchnęłam. Wreszcie mogę być spokojna i nie zamartwiać się tak niczym. W końcu wrócił...
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę, że wróciłem - wymamrotał na wpół śpiąc.
Przez chwilę trwała cisza, którą przerywały jedynie nasze oddechy.
- Ja też się cieszę - odpowiedziałam i pozwoliłam, aby sen wziął mnie w swe ramiona.

Wstałam co świt, schodząc z łóżka najciszej jak potrafiłam, pozwalając aby pies się porządnie wyspał. Lekko przykryłam go kocem, gdyż leżał na grzbiecie i odgonił od siebie pierzynę łapami. Dawno w sumie nie spał, to pewne. Niech nabierze sił. Od razu pobiegłam truchtem do kuchni, gdzie zastałam siedzącą przy stole Yasmine. Jej mordka miała dziwny wyraz pyska, którego nie potrafiłam rozpoznać. W sumie od wczorajszego dnia nie zamieniłyśmy ani słowa a ona też w jakimś sensie pojawiła się w niezręcznej sytuacji. Przez chwilę trwała niezręczna cisza, słychać było tylko odgłosy otwierania szafek gdy wyciągałam potrzebne mi składniki.
- Głupio mi trochę - powiedziała ze schyloną głową i pociągając nosem nad kubkiem chłodnej kawy.
- Nic się nie stało. Nie to się teraz liczy - odrzekłam zgodnie z prawdą. Nie będę do nikogo chować urazy, ba, ta zarezerwowana jest dla Saula i jego idiotycznej bandy. Pomieszałam gęstą ciecz i zapaliłam swoją mocą w kominku. Chwyciłam metalowy pręt i lekko szturchnęłam żarzące się węgielki. Dla niej to wszystko też było bardzo trudne, można by powiedzieć że ,,oszczeniła" się w jeden tydzień. Właśnie, Oscar nie zwrócił uwagi na małego, ba, nawet chyba go nie zauważył.
- Pójdziesz obudzić Aragona? Zostawię wam parę placków na stole - chwyciłam w łapy patelnię i telekinezą przysunęłam do siebie miskę z masą na naleśniki.
- Jasne - powiedziała i ruszyła wolnym krokiem w stronę ich pokoju. Wyglądała na zbitą z tropu, parę dni odpoczynku powinno ją postawić na łapy.
Odetchnęłam i zaczęłam smażyć naleśniki, w końcu trzeba się najeść, bo czeka nas długa droga. A po za tym, chciałam aby Oscar przypomniał sobie ich wspaniały smak, bo pewnie dawno ich nie jadł. Gdy miałam już kilka, rozdzieliłam na dwie prawie równe porcje i wysmarowałam wszystkie kilkoma różnymi rodzajami powideł. Z talerzami ruszyłam na górę i podstawiłam śpiącemu psu pod nos, aby poczuł ich zapach. Widziałam jak ich opar unosi się do góry i zerknęłam na ocean widoczny przez okno. Był spokojny.
- Wstawaj śpiochu, idziemy dzisiaj do obozu - polizałam psa po pyszczku, tym samym zauważając wpatrujące się we mnie jego ślepia.

Oscar? c:

593 słów → 25ᘯ

Od Lady cd. Oscara

Zmierzyłam wzrokiem worki pełne zapakowanej i wyczyszczonej broni. Jeszcze raz sprawdziłam czy wszystko jest aby na pewno dobrze zabezpieczone przed ewentualnymi wstrząsami lub wodą, zawsze warto sprawdzić ten jeden raz za dużo. Cztery miecze żelazne, dwa sztylety, dwieście strzał i oczywiście łuki. Dzisiaj tylko dwa, ale za to jedne z moich nowszych wyrobów. Ponownie przykryłam wszystko grubą warstwą siana aby paczki niepotrzebnie nie zbierały spojrzeń innych psów. Lekko poklepałam bok gniadego ogiera pociągowego i pomachałam łapą psu siedzącemu na wózku. Ten zagwizdał i szkapa ruszyła zostawiając po sobie jedynie głębokie ślady kopyt i kół od wozu. Przez chwilę wpatrywałam się jak wóz znika za linią drogi prowadzącej przez las i sprawdziłam zapięcia u swoich juk. Poprawiłam płaszcz i biorąc głęboki oddech ruszyłam na rynek aby zakupić parę rzeczy, między innymi świeży chleb od piekarza i żywice do kleju. Czułam na sobie spojrzenia innych psów, niektóre przyjazne, niektóre przepełnione nienawiścią. O co im chodzi, nigdy na oczy ich nawet nie widziałam. Wariaci, po prostu wariaci. Już z daleka dało się usłyszeć odgłos galopujących zwierząt i rozpędzonego powozu. Nagle przez wąską uliczkę przejechała dorożka zaprzężona w dwa wysokie konie, które rozwijały dość zawrotną prędkość jak na zaprzęg. Z ich pysków leciała piana a one same były mokre od potu - jechały z daleka bez wytchnienia, chwili przerwy. Zmarszczyłam brwi, komu może się aż tak śpieszyć w te okolice? Gdy tylko dorożka przejechała, poczułam dziwny dreszcz rozchodzący się po całym karku. Potrząsnęłam głową i poprawiłam płaszcz, widząc lecący z nieba śnieg. Nie padał za mocno, ale sama jego obecność moczyła moją sierść. Westchnęłam, widząc parę która paroma szybkimi krokami wyprzedziła mnie tuląc się do siebie. Suczka miała na sobie niebieski płaszcz a samiec zielony z wojennymi motywami, pewnie jakiś wojownik. Przez moment miałam ochotę się zaśmiać a zarazem rozpłakać. Jeszcze niecałe kilka miesięcy temu miałam identyczną sytuację w moim życiu a po chwili prysnęła ona niczym bańka mydlana. Nadzieja podobno umiera ostatnia, ale w takim razie co ze mną? Ponownie okryłam się płaszczem i widząc przechodzących zbrojnych, nieznacznie obróciłam łeb. Lepiej nie kusić losu, skoro i tak poszukują Rudzika za ogromną sumę? Spodziewają się pewnie masywnego samca z wielkimi bicepsami lub wspaniale rozwiniętą telekinezą który kuję jedną sztukę broni na minutę. Nawet nie wiedzą jak bardzo się mylą. Ich kowalem jest niewysoka kruczoczarna suczka z brązowymi ślepiami i wielkimi chęciami zemsty. Ojej, wytworzyłam broń która zabiła jakiegoś wojownika Iskry? Jak mi przykro. Zrobię jeszcze więcej. Chyba to tego służy, prawda?

Przyśpieszyłam kroku i po chwili znalazłam się przy wyjściu z małego miasta jakim jest Litore. Nadmorska miejscowość naprawdę nie jest wielka, nie licząc samego miasteczka i paru ulic wokół niego, jest u tylko jeszcze port. Mijałam różne budynki i z żadnego nie czułam bijącej radości. Dokładnie o tej porze już niektóre psy wywieszały zimowe ozdoby, żołędzie i pomalowane szyszki. Szczenięta zawsze radośnie biegały rzucając się śnieżkami, w sumie nie tylko siebie. Każdy mógł oberwać. Dosłownie jak teraz, nieważne kim byłeś i jesteś, Saul i jego banda czyha. Ale jeden fakt mnie zastanawiał tak, że musiałam często robić wszystko aby o nim zapomnieć. W dniu, w którym Oskar zaginął i zarazem Aaron został zamordowany, był z Cerys i łowcami na polowaniu. Naprawdę żadne z nich nie wiedziało, co się z nim stało? Ktoś coś musiał wiedzieć, ale był na tyle... jakiś, że nie powiedział ani słowa. Żaden z łowców nie powiedział mi nic, jedynie te cholerne współczujące spojrzenia. Nie wierzyłam nikomu prócz swojemu doświadczeniu i poczynaniach. Moje łapy zanurzały się w kałużach i błocie, a ja sama byłam nieogarnięta. Wiece nieogarnięta. Futro sklupione od wielu dni pracy i podkrążone oczy towarzyszyły mi od dawna, skrycie nie pozbawiając mnie swej osoby. W końcu dla kogo się stroić? Dla morza lub dla herbaty? W sumie Yasmine i Aragon mają większą chęć ubierania się w jakieś fatałaszki niż ja. Czy to normalne? Nie jestem pewna. W sumie w ogóle jestem jakaś nienormalna. Wierzę, że osoba nie dająca znaku przez długi okres czasu żyję i wyrabiam bronie jak jakiś samiec, w końcu funkcja zbrojmistrza to nie jest popularna funkcja u suczek. Ale taka jestem, zawsze byłam na przekór wszystkim i wszystkiemu. Pomału zbliżam się do domu i dopiero zdałam sobie sprawę, czemu już uważam już ten dom za obcy. Sam dom, nie ocean i plażę. Powinnam mieszkać w Helecho, w domku Oscara, ale sam fakt że nie ma tam kuźni skreślił to miejsce z listy. Nie będę jej tam teraz budować, kiedy wrogie państwo legalnie objęło władzę i chce wywołać wojnę. Chcę się na coś przydać i pomóc, a w szczególności znaleźć Oscara i wepchnąć Yasmine w konspirację. Ostatnio młoda zajęła część moich myśli, brutalnie pchająć mi się do mojego samotnego życia, wręcz je rozdarła tak samo jak moją prywatność. Jeszcze trochę i nie będę miała już nic poza własną osobą. Tylko jeden skręt dzielący mnie od domu, przyśpieszyłam do truchtu i pokonałam go powoli biegnąc. Poczułam morski i pachnący solą północny wiatr przynoszący śnieżne chmury znad gór. Na moim pysku pojawił się nieznaczny uśmiech, który znikł szybciej niż się pojawił. Nie wiedziałam czy się zatrzymać czy iść, ba, nie wiedziałam jak wykonać jakikolwiek ruch. Każdy mięsień mojego ciała przestał funkcjonować poprawnie a w szczególności te w sercu i głowie. Krew odpłynęła mi z pyska a łapy zaczęły się lekko trząść po naciskiem ciała. Wiedziałam, po prostu wiedziałam że wróci. Przed domem mojego domostwa stał Oscar w całej swej okazałości rozmawiając z łaciatą Yasmine. Jego pysk wyrażał więcej emocji niż mój, chociaż ciężko to było dobrze rozstrzygnąć. Nie czekając na chwilę albo jakiekolwiek słowa ruszyłam biegiem w jego stronę i czułam jak pobijam rekord w biegu na kilkaset metrów. Z moich tylnych łap leciał śnieg, zaschnięte grudki błota i nawet nie zwróciłam uwagi na torbę, która bezwładnie spadła w leżący na drodze puch. Dojrzał mnie po chwili i także ruszył zostawiając biało czarną sukę w zdziwieniu większym niż kiedykolwiek. Kątem oka widziałam jak z drżącymi łapami wyszła na ganek i szukała mojej osoby wzrokiem. Ale jedyne na czym byłam skupiona, to na brązowoczarnym psie biegnącym w moją stronę. Nie minęła chwila a oboje znaleźliśmy się w swoich objęciach. Głęboko odetchnęłam i czując zapach jego sierści miałam ochotę się rozpłakać. Nie potrafiłam wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku, nie mówiąc o jakichkolwiek słowach. Po prostu staliśmy tak na środku drogi opierając swoje łby na karku tego drugiego. Z moich oczu pociekły pojedyńcze łzy, które od razu wnikły w ciepłe futro Oscara.
- Wróciłeś - tylko tyle zdołałam z siebie wydusić, wypowiadając je łamiącym głosem.

1071 słów → 10ᘯ + 50ᘯ

Od Lady ,,Byłam, jestem, będę"

Zdawałoby się, że wszystko jest jakąś totalną iluzją która nie powinna istnieć. Albo że żyjemy w jednej wielkiej złotej klatce. Że nami kieruję ktoś inny zupełnie inny a my nie mamy wpływu na nasze życie w najmniejszym stopniu. Tyle wszelakich poszukiwań, wszystkie pieniądze jakie miałam i mój nieskończony zapał. Przepadł jak kamień w wodę, zero śladów. Wszystko na nic, mimo to wciąż wierzę. Robiłam wszystko co się dało, na więcej mnie nie stać, naprawdę. Ale ja wiem że on wróci. Jak zawsze otworzy potężne drzwi domostwa i wejdzie w nie, posyłając mi radosny uśmiech. Ja sama nie pamiętam kiedy na moich wargach pojawił się szczery uśmiech, ale taki od serca. Codziennie chodziłam po lasach, codziennie wszystkich pytałam i biegałam jak głupia. Nielegalnie przekupywałam strażników, aby dali mi listę więźniów we wszystkich zamkach i twierdzach - nigdzie nie ma o nim śladu. Co oni mu zrobili? Mam ochotę jeszcze dzisiaj podbiec i zarżnąć wszystkich a szczególnie Saula z tym jego kpiącym uśmiechem. Odcięłabym mu ten cholerny pysk, najwidoczniej będzie musiał nauczyć się komunikować za pomocą kartek. Jaka szkoda. Odwiedziłam każdy zakątek Eos w którym bywał Oscar, nie ma nic. Mój umysł wariuję, nie wiem ile wytrzymam. Każdy dzień jest coraz gorszy, skutki twojej nieobecności są coraz bardziej odczuwalne. Cały żal ukrywam w wyrabianiu broni dla pewnej grupy, która ma podobny cel do mnie. Staram się ile mogę. Wymyślam nowe rodzaje broni tylko po to, aby oni mieli większe szanse na wygraną.

Nigdy nie lubiłam wyrabiać trujących strzał, uważałam że trafiony pies umiera w okropnej agonii i nikomu nie należy się taka paskudna śmierć. Wystarczyło jedno draśnięcie i szanse na przeżycie spadały kilkukrotnie, mimo użycia słabszych ekstraktów z trujących roślin. Nawet nie wiem, jak bardzo się wtedy myliłam, głupia ja. Do dzisiaj wyrobiłam ich setki z najbardziej okropną substancją jaka istnieje w Eos, niech cierpią i giną! Kiedy zamaczam strzałę w żywicy, myślę o każdym zranieniu, każdej śmierci. Na własne oczy widziałam jak brutalnie wtrącili matkę z dzieckiem do więzienia, tylko dlatego że była powiązana z jakimś łowcą w konspiracji.

Yasmine, młoda i bardzo obiecująca. Dobrze strzela, będzie jedną z dwóch osób które dostaną pewną nową broń do przetestowania, chcę ją zobaczyć w prawdziwej akcji na dobrym sprzęcie. Widzę każde jej zawahanie i każdy pewny krok, musi się jeszcze wiele nauczyć ale i tak wie więcej niż niektórzy. Mocno wierzę w nią, choć tego nie okazuję. Nie chcę, aby wiedziała i ogarnęła ją pycha. Chcę ją wyszkolić, ale sama nie mam potrzebnych umiejętności. Im szybciej ją przyjmą do ruchu, tym lepiej. Młoda i silna, przyda im się. Szczerze? Nie wiem, jaką funkcję mogłaby tam objąć. Wszystko by do niej pasowało.

Jeszcze raz przejeżdżam łapą po misternie rzeźbionym przedmiocie i lekko w niego chucham. Trzy tygodnie uganiałam się po lesie aby poszukać zwierząt leśnych, między innymi jelenia i dzika, to one sprawiły mi najwięcej kłopotu. Stępiłam na nim trzy noże, dobre drewno sprawi że broń pod wysokim obciążeniem się nie zniszczy. A znając Cerys zrobi z niego dobry użytek. Ale zwolnijmy, to jest klasyczny model z lekko zwiększonym zasięgiem. Odkładam łuk i biorę kolejny, tym razem całkowicie pozbawiony ozdób. Ramiona są wygięte, co kilkakrotnie zwiększa siłę pocisku. Testowałam go, ale nie wiem jak się sprawdzi w walce. Westchnęłam o odłożyłam broń na stos przygotowany do zawiezienia do Obozu. Spojrzałam się na morze widoczne przez okienko w piwniczce, o nie, znowu się zaczyna. Otarłam łzę z kącika oczu i zmusiłam się do uśmiechu który aż pałał sztucznością. Złapię, zabiję i rzucę na pożarcie sępom każdego kogo dorwę w swoje łapy. Czy normalne, aby pies żył tylko takim okropnym pożywieniem jakim jest zemsta? Byłam, jestem i będę trwać w tym, że kiedyś wrócisz, ukochany.

608 słów → 30ᘯ

7.10.2018

Od Lady cd. Oskara

Zdziwiona nagłym zachowaniem psa, nie protestowałam. Szczerze? Jego tajemnicze zachowanie i krótkie wyjaśnienia zaintrygowały mnie do tego stopnia, że końcówka mojego ogona zaczęła lekko drżeć. Momentalnie znalazłam się przy ciemnym owczarku i wspólnie ruszyliśmy szybkim, miarowym truchtem. Weszliśmy w tereny leśne i wędrując, nie pomijaliśmy żadnych widokowych zakamarków, wręcz przeciwnie, maszerowaliśmy do nich i z podziwem oglądaliśmy każdy klif, każde dziwne drzewo i to, co choć w małym stopniu wydawało się choć trochę osobliwe.

Oskar wybierał prześliczne szlaki, pełne wspaniałych widoków dolin i polan, ogrom kolorowego kwiecia napadał na nas ze wszystkich stron. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się, Okar i ja czuliśmy lekkie zmęczenie, w końcu dwugodzinna droga zmieszana z ciągłymi rozmowami może psa wykończyć. Dosłownie. Siedliśmy na polanie i gdy wygodnie się usadowiliśmy, dopiero wtedy poczułam, co to znaczy mieć przy sobie jakąś inną osobę. Kocham Oskara, nie słowem ale zachowaniem i czynem. Nie wiem, jak mam dziękować losie za te wszystkie chwile spędzone na ziemi. Może to jakieś wynagrodzenie za wszystkie krzywdy na tamtym świecie? Może. Skupiłam się na chwili, spędzonej przy ciepłym futrze kudłatego owczarka. Zielone listowie rozciągało się do końca polany i jeszcze dalej, jakby nie znało takiego czegoś jak cywilizacja. I dobrze. Jasno niebieska łuna rozciągała się po niebie, tworząc przejścia chmur, coś na kształt jednej, wielkiej kolejki. Wszystko żyję własnym życiem, nie przejmując się niczym innym. Poczułam jak instynktownie łapie za kolorowe kwiaty i zaczynam pleść długi sznureczek. Ciasno splecione kwiaty pomału zaczynały nabierać kształtu na cokolwiek. Szczerze? Nie wiedziałam, co to mogłoby być. Skupiając całą swoją uwagę na swoim rękodziełu, poczułam jak Oskar nakłada mi na łeb coś z kwiecia. Podniosłam swe oczy ku górze i dostrzegłam wianek z niepozornych, ale jakże przepięknych stokrotek i innych jasnych kwiatków.
— Ha, byłem pierwszy — powiedział z radosnym uśmiechem. Gdzie on się tego nauczył?

Ruszyliśmy, ja z wiankiem na łebku a Oskar z czymś w stylu korony z wszelakiego kwiecia. Zerkałam ciągle na niego a on jedynie odpowiadał szerokim uśmiechem na pysku. Humory nam dopisywały.
— Oskar, gdzie idziemy? — zapytałam mrużąc oczy gdy wyszliśmy na mocno oświetloną dróżkę. Oczywiście że do Litore, zdążyłam się już domyślić. Szliśmy ciągle na południowy-zachód, nie zmienialiśmy tej trasy od początku. I zaczynałam czuć charakterystyczny zapach soli, delikatny, ale zawsze świadczący o obecności morza.
— Pytasz się po raz kolejny, ale ja dobrze wiem, że wiesz — odpowiedział i parsknął śmiechem.
— Co cię tak śmieszy? — powiedziałam niby z urazą, ale od razu widać było, że jest udawana — Przestań, natychmiast.
Jednak moje prośby były na nic, im bardziej prosiłam, tym bardziej owczarek robił sobie ze mnie żarty. Chcę mieć wojnę, będzie ją mieć.
— Wiesz co, ostatnio miałam w planach zrobić takie placki z powidłami ... ale widzę że Cię to za bardzo nie interesuję.
Pies od razu spoważniał i tylko radosny błysk w jego oczach świadczył, że to wszystko jest zabawą.
— Wypraszam sobie, jestem jak najbardziej poważny — odrzekł z dumnym akcentem, po czym machnął radośnie ogonem, wywijając nim wzory w powietrzu.
— Tak, na pewno — odpowiedziałam wymijająco i mój oddech się gwałtownie zatrzymał, kiedy dojrzałam swoje ukochane morze między drzewami. Oskar zachęcająco przyśpieszył do biegu i już po chwili wspólnie ścigaliśmy się do wody. Nasze łapy wspólnie wybijały znany nam rytm.

Tup tup tup. Tup. Tup tup. Tup tup tup. Tup. Tup tup. Tup tup tup. Tup. Tup tup. Tup tup tup. Tup. Tup tup. Tup tup tup. Tup. Tup tup. Głośne szast i klap. Szast, szust. Szust. Szast ... Szust.

Wyszliśmy na plażę prosto z lasu, do brzegu jest jakieś ... dwieście metrów? Widziałam jak mnie wyprzedza, robił przy tym fikuśne figury; machał ogonem lub podnosił wysoko obie łapy. Ja nie potrafiłam się powstrzymać, mój ogon wariował i uszy nastawiły się na przygodę. Czułam najpierw utwardzony piach po łapami, potem taki zwykły i na końcu lekko wilgotny od fal. Przy granicy suchości i mokrości (?) lekko podskoczyłam i wręcz zanurkowałam w słonej wodzie. Kochałam zapach pobudzającej soli w nosie, jej ostry smak w pysku i nawet lekkie szczypanie w kącikach oczu. Zanurzyłam się po pierś w wodzie, najpierw opuszki, stawy i na końcu klatka piersiowa, z której czarne futro ulatywało mi na boki. Kątem oka zerknęłam na psa, ten także wszedł do wody i z nie mniejszą radością korzystał z jej walorów. Po zapoznaniu się z wodą, rozpoczęła się bitwa na ochlapywanie - nie było żadnej litości.

Siedziałam u jego boku i opierając się o jego puszystą kufę, wpatrywałam się w morze. To chyba było moje ulubione zajęcie od dawna, mimo że na tamtym świecie nie miałam o nim pojęcia, choć niby je pamiętałam. Jakże dziwne i niepokojące, nieprawdaż? Bliskość i ciepło bijące spod futra nie potrafiły zaspokoić wszystkich moich pytań co, gdzie, ale. W sercu je odrzucałam, tworząc dla nich szufladkę opatrzoną napisem ,,niepotrzebne - wyrzucić". Jakże teraz było mi miło, wspaniałe uczucie być dla kogoś ważnym nie dlatego że jest się ,,kimś", tylko dlatego, że tego kogoś się po prostu kocha. Od pewnego czasu w głowie krążyła mi jedna myśl, co z ślubem? Dla jednych to rzecz prosta i szybka, dla innych - lata przygotowywań. Ale ja wraz z Oskarem, do której grupy się zaliczaliśmy? Głosik w głowie podpowiadał mi, że idealnie po środku. Zbliżał się wieczór, powietrze stało się chłodniejsze, wsiąkające w skórę, mijając futro i fale wezbrały - będzie sztorm. Oskar chyba też dostrzegł nagłe zmiany pogody i tak jak siedzieliśmy, to teraz ruszyliśmy w stronę miasteczka.

839 słów (bez tup'tupów)→ 40౧

5.05.2018

Lady - Wyrób Amuletów [1/4]

Czarna suka zmarszczyła brwi widząc zielony kamień na ladzie, dziwnie się błyszczał, jakby ... czymś emanował. Podniosła wzrok na stojącego przed nim brytana. Pies stał z szeroko rozstawionymi łapami i wpatrywał się w błyskotkę ma stole. Jego sierść była krótka i śmiesznie sterczała na boki.
- Co to jest ? - zapytałam dotykając tego cudeńka. Przejechałam po nim opuszkiem łapy, faktura tego przedmiotu była gładka, w niektórych miejscach lekko uszczerbiona. O ile się nie mylę, to wytwarzam broń, amulety nie są w moim zakresie. Więc ... po co to przyniósł ?
- Kamień - stwierdził zachrypniętym głosem - Ale ... nie. Nie taki zwykły kamień. Magiczny ...
Przewróciłam oczami. Brawo, dokonałeś odkrycia na wielką skalę. Jednakże to wiem.
- Przykro mi, ale nie zajmuję się wytwarzaniem amuletów, medalionów i innych rzeczy magicznych - pies wlepił we mnie swe żólte oczy.
- Jak to ?
Szczerze ? Nie wiedziałam jak na to odpowiedzieć.
- To nie jest w moim zakresie ...

Gdy wytłumaczyłam psu iż nie robię takich rzeczy, ten obrażony wyszedł. Wzdrygnęłam się na trzask drzwi.
Może ... warto było by się nauczyć ? Jeszcze tego samego dnia odwiedziłam kuźnię w Lapsae. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, i to co najbardziej mnie ucieszyło, tytuły dobrych książek. Jedną, trochę starą dostałam na początek od znajomego kowala. Wszystkie kamienie o małych mocach, szorstkie kamyki wielkości kasztana zakupiłam na rynku w ramach ćwiczeń. Jakby coś poszło nie tak, skutki uboczne tych kamyczków są małe albo krótkie, wręcz nieodczuwalne i bezpieczne.

Wraz z gorącą herbatą siedziałam na tarasie i robiłam notatki. Szum morza koił mój zmęczony umysł, blask świecy drażnił moje oczy. Westchnęłam, gdy sięgając po kubek przewróciłam szklane naczynie z atramentem. Na początku teoria która wręcz paliła moje oczy, naprawdę ? To wszystko aż tak źle brzmi ? Szybko przewracałam kartki szukając potrzebnych mi informacji. Gdy skończyłam, z podziwem przeglądałam kartki. Wszystko ładnie opisane, ważne informacje w jednym miejscu. Teraz czas na najlepszą rzecz. Praktykę.

| 322 słowa → 15೧ |

2.05.2018

Od Lady

Przez pobyt w tym miejscu prawie zapomniałam o wydarzeniach które kiedyś mnie spotkały i tak mocno skrzywdziły. W wyobraźni czułam dotyk dziecięcej dłoni na moim grzbiecie, kojącego głosu matki albo mocnego głosu ojca który zawsze dodawał mi odwagi w najtrudniejszych sytuacjach. Zostałam sama, bez wsparcia ze strony przebrzydłych ludzi. Skrzywdzona przez nich. Dopiero teraz zrozumiałam jak burzliwe mogą być losy samotnego psa, który miota się po życiu nie wiedząc dokładnie co chce zrobić. Szaleńczo szukałam jakiegokolwiek oparcia, nie raz się zawiodłam więc i do tego tematu zaczęłam podchodzić z ostrożnością. Po długim czasie znalazłam psa z którym chcę spędzić resztę życia, który mimo mojego zachowania zaakceptował mnie i wkroczył do mojego życia burząc moje stereotypy. Dzisiaj wyjątkowo musiałam u niego przenocować, gdyż bałam się wracać do swego domostwa podczas burzy.

Nagły ruch wybudził mnie z jakże lekkiego snu. Zmrużyłam oczy reagując na poranne promyki światła. Usłyszałam przeciągłe ziewnięcie i lekkie szuranie pościeli. Obróciłam łeb i dostrzegłam jak mój partner przeciąga się i z niechęcią wstaję. Wiedziałam że nie będzię go dzisiaj cały dzień, z tego faktu bardzo ubolewałam. Pogoda zapowiadała się świetna, jednak inni też to zauważyli, na przykład Morrigan tworząc pilne polowanie. Rozumiałam to, sforze zaczął dolegać brak pożywienia, ale i tak nie byłam do końca przekonana. Dziwne uczucie..Na moim pysku pojawił się lekki grymas.  Skarciłam siebie w duchu. Nie zdziwiłabym się gdyby pies miał podobne odczucia, mimo to przełamałam senność i wstałam z wygodnego mebla. Skierowałam swe wolne kroki do kuchni w której od razu zaczełam robić gorzki napój. Zaparzenie nie trwało za długo, więc po chwili oboje siedzieliśmy przy stoliku relaksując się sekundą ciszy, siorbiąc przy tym kawę.

Oskar ? 
To uczucie kiedy chcesz coś napisać a jednak nie chcesz :v
| 271 słów → 10೧ |

8.04.2018

Od Lady cd. Oskara

W osłupieniu wpatrywałam się w psa. Każda sekunda była dla mnie niczym kilka lat, które tak wolno upływały. W sumie i tak znałam odpowiedź. Zawsze znałam, o każdej godzinie i o każdej porze odpowiedziałabym tak samo bez jakiegokolwiek zastanowienia.
- Oskar ... ja ... tak !  - w ciągu jednej sekundy w moich oczach pojawiły się łzy które jak na złość nie chciały zniknąć.
Czułam jak moje serce wybija dziki rytm pod grubym futrem. Oskar delikatnie włożył mi na szyję perlisty naszyjnik który migotał w świetle księżyca.
Ciągle nie mogłam w to uwierzyć ... Pies którego kochałam także darzył mnie wielkim uczuciem i przed chwilą to pokazał ... Nie czekając na jego reakcję zarzuciłam się na jego szyję i trwałam w uścisku jego łap kilka minut. Potem poczułam jak zaczyna lizać mnie po pysku, po czym odwzajemniłam to czułe zachowanie. Ta noc była piękna i wątpię abym ją kiedykolwiek zapomniała.

Zmrużyłam oczy gdy poranne słońce weszło na horyzont. Dokładnie pamiętałam wszystkie wydarzenia z wczorajszego wieczoru. Delikatnie się przeciągłam uważając aby nie zbudzić drzemiącego obok mnie psa. Mojego partnera. Kogoś, z kim chciałam spędzić całe swoje życie. Kogoś, kogo kochałam najmocniej na świecie. Zerknęłam na owczarka który jeszcze spał. Dopiero teraz zauważyłam że wręcz na nim leże. Delikatnie pogładziłam aksamitne futro, które na każdy mój dotyk falowało. Położyłam łeb obok Oskara i wpatrywałam się w niebo o świcie. Nie zauważyłam kiedy mój partner się obudził, czule mnie objął i siedział wraz ze mną podziwiając cuda natury. Delikatna, mieszana woń roślin uderzała nas tworząc wspaniałą atmosferę. Mieliśmy jeszcze wianki z poprzedniego wieczora, mieniły się porannym słońcem wieloma kolorami.
Trochę czasu upłynęło zanim wyszliśmy z królewskich ogrodów. Słońce górowało już na niebie, a my wolnym krokiem wychodziliśmy z kwiatowego raju. W międzyczasie rozmawialiśmy na najgłupsze tematy ciągle śmiejąc się z jeszcze głupszych rzeczy. Droga wolno nam schodziła, a my się nie śpieszyliśmy. Na rynku w Lapsae gwałtownie się zatrzymaliśmy gdy do naszych nosów doszła cudowna woń jadła. Wczoraj prawie nie dotknęliśmy jedzenia na balu, nie mówiąc już o ranku. Widziałam jak Oskara porywa woń pieczeni. Przewróciłam oczami i ruszyłam za psem. Mimo że spodziewałam się jakieś knajpki, Oskar zaprowadził mnie do kameralnej restauracji. Siedliśmy w uroczym stoliku na dworze, delikatny wiatr wiał porywając gdzieniegdzie płatki kwiatów. Średniej wielkości kelner podszedł do nas trzymając mały, zielony notesik.
- Co dla państwa ?  - jego niski głos wprawił nas w lekki śmiech. Spojrzał się na nas krytycznym wzrokiem z nutką urazy. Zaraz nasze wyrazy spoważniały, jednak w duchu śmialiśmy się do rozpunku.
- Poprosimy Leśną Przekąskę i Maślaną Rozkosz  - odparł Oskar wpatrując się w kartę dań. Była niebieska i dziwnie się zginała na boki. Kelner wszystko zapisał i energicznym krokiem ruszył w stronę budynku.
Zapatrzałam się w Oskara, a on we mnie. Powiedziałabym że miłość na zawołanie. Nie umiałam skierować oczu w inny kierunek niż jego spojrzenie ... Czyli to jest tytułowa miłość od pierwszego spojrzenia. Pamiętam jak czytałam te wszystkie książki i zawsze się dziwiłam jak można się w kimś zakochać ... Teraz już rozumiem. Nikt nie panuję nad tym wspaniałym uczuciem.
- Podoba ci się ?  - ciszę przerwał Oskar.
- Oczywiście ... to jest najpiękniejsza rzecz jaką kiedykolwiek miałam  - wydusiłam z siebie. Kolia kontrastowała z moim czarnym futrem. Woala na grzbiecie delikatnie falowała, nieznacznie mieniąc się w blasku słońca.
Naszą rozmowę przerwał kelner który niezdarnie położył przed nami talerze z obfitym jedzeniem. Dołożył jeszcze dzban wody z sokiem malinowym obok. Mięta unosiła się na wodzie i na pewno dodawała sporo smaku wodzie. Nie czekając na nic zaczęliśmy zajadać się pysznościami które przed sobą mieliśmy. Kiedy skończyliśmy, chwyciliśmy cytrynowy napój i popijaliśmy przez długi czas. Znowu cieszyliśmy się sobą jak gdyby jutro miałby być koniec Jutrzenki.

Wieczór był stosunkowo ciepły. Oskar zafundował mi wiele atrakcji, między innymi wypad do Świętego Gaju jak i wycieczka po zamku. Wracaliśmy właśnie z teatru. Grali Julię i Romea. Piękna sztuka, i kątem oka widziałam że nie tylko mnie wzruszyła. Siedliśmy na ławce i wpatrzeni w tryskającą fontannę zerkaliśmy na siebie. W końcu ... ślub.
- Oskar, jak tam plany ślubne ? - zapytałam szeroko się uśmiechając. Miałam nadzieję że pies zdradzi swoje plany.
- O to się już nie martw, na to przyjdzie czas. A teraz cieszmy ...
- Się sobą bo życie jest kruche - dokończyłam zdanie i zerknęłam na unoszącą się wodę.

Oskaar :^ ? Miało być słodko a jest śmiesznie :')
| 723 słowa → 35೧ |

4.04.2018

Od Lady | Bal | [1/2]

Nie miałam bladego pojęcia ile spędziłam czasu na przeczesywaniu gęstego futra. Czarna jak smoła sierść ciągle się plątała, a ja, biedna, ledwo to rozczesywałam. W końcu z ulgą odłożyłam grzebień i ruszyłam wolnym krokiem w stronę szafki. Nie miałam zamiaru się stroić w pierzaste suknie, aczkolwiek mały akcent nie powinien zaszkodzić. Wyjęłam spod łóżka małe pudełko obszyte delikatnym materiałem. Nie miałam bladego pojęcia jak nazywa się to białe coś znajdujące się w środku, ale przypominało taką śmieszną narzutkę. Kupiłam ją wczoraj w pobliskim sklepie, chodziłam i oglądałam chyba kilka godzin zanim natrafiłam na jedwabny materiał. Nie żałowałam zakupu, wręcz cieszyłam się z wydanych pieniędzy. Delikatnie narzuciłam na siebie tą ozdobę i zapięłam srebrną klamerką pod szyją. Przejrzałam się kilka razy w lustrze i popędziłam na dół po schodach karczmy. Bal czeka. Mój książę także.
Minęła chwila zanim dojrzałam Oskara. Wiele psów spacerowało o tej wieczornej porze, a to aby nacieszyć się kwiecistą naturą albo aby się po prostu przespacerować. Podeszłam do owczarka i wtuliłam się w jego gęstą sierść. Odetchnęłam i spojrzałam się na niego. Wyglądał cudownie.
- Witaj Lady - pies uśmiechnął się i gestem wskazał na zamek - Bal się zaczyna za niecałe kilka minut.
Ruszyliśmy szybkim krokiem w stronę ogromnej budowli. Cały czas zerkałam na Oskara i jego pociągającą sylwetkę ... Ah, Lady, nie myśl o takich rzeczach. Odwróciłam głowę i skupiłam się na drodze. Czułam urywane spojrzenie Oskara, jednak przez całą drogę do zamku trwała niezręczna, aczkolwiek miła cisza. W końcu weszliśmy na drogę otoczoną kwitnącymi drzewami. Silny zapach wszelakich kwiatów mieszał mi się w końcu śmiesznie kichnęłam. Oskar zachichotał a ja tylko głupio się uśmiechnęłam. Przeszliśmy obok strażników i dopiero wtedy zobaczyłam co to jest prawdziwy królewski bal. Ogromna sala, przystrojona kwiatami i wszelakimi kwiecistymi kobiercami promieniowała swym blaskiem. Kilka bogato przystrojonych suczek paradowało po sali dumnym krokiem. Zaczęłam żałować że nie ubrałam czegoś ładniejszego ... Pies chyba zauważył moje zmartwienie, bo trącił mnie nosem i ruszył do przodu.
- Świetnie wyglądasz - cicho powiedział mi na ucho i pociągnął za sobą.
Orkiestra dopiero stroiła swe instrumenty, ostatni goście wchodzili do sali. Tanecznym krokiem podeszła do nas suczka i nałożyła nam na łby jaśminowo-wiśniowe wianki. Kilka kwiatów śmiesznie opadło Oskarowi na pyszczek czyniąc go takim słodkim i poważnym zarazem. Chwyciłam łapami wiązankę kwiatów i podciągłam do góry.
- Troszkę lepiej, prawda ? - na pysku psa pojawił się delikatny uśmiech.
Wpatrywaliśmy się w siebie może kilka minut. Nagle gwałtowna muzyka zabrzmiała i kilka pierwszych par zerwało się do tańca.
- Zatańczysz ze mną ? - wyciągnął łapę w zachęcającym geście.
- Oczywiście.
Chwyciłam łapę owczarka, i porwaliśmy się do gwałtownego, a potem spokojnego tańca. Nigdy bym tak nie pomyślała, ale zaczęłam traktować Oskara jak kogoś więcej niż przyjaciela ...
Gdy muzyka ucichła byłam wtrząśnięta. Nie wiedziałam, że zwykły taniec może aż tak zadziałać na psa. Zerknałam ciągle na Oskara, niepewna co się przed chwilą stało.
- Może ... wyjdziemy do ogrodów ?  - zaproponował pies mrużąc oczy.
Może przez ten dziwny zaduch panujący w sali ? Nie, raczej nie...
Ocknęłam się i delikatnie uśmiechnęłam.
- Tak, jasne  - szybko dodałam  - Dobry pomysł.
Ogrody były ogromne. Wszędzie były kwiaty, zadbane i różnorodne. Mały wodospad wokół sadzawki tworzył niesamowitą aurę ciszy i spokoju. Mimo że to miejsce nie było oddalone od balowej sali, to ogromnie się różniło. Weszliśmy na kamienny taras i usiedliśmy na ławce. Tylko wodospad, Oskar i ja.

Oskar ? Miłość rośnie wokół nas ...
| 564 słów → 25೧ | Zadanie → 50೧ + 1K |

28.03.2018

Od Lady cd. Oskar

Zawdzięczałam mu życie. Jeszcze mocniej wtuliłam się w psa. Tak mi go brakowało ... Czule się w niego wtuliłam i trwaliśmy tak może kilka minut. Ten ujął mnie i otarł się o mnie.
Spojrzałam się na psa i liznęłam go po pysku. Ten zrobił to samo.
Z transu wybudziło nas chrząknięcie z tyłu.
- Ekhem  - suczka przypomniała nam o swojej obecności  - Rozumiem, romantyczne spotkanie i tak dalej, jednak ciągle tu jestem.
Podeszłam do suczki i szeroko się uśmiechnęłam.
- Nie umiałam cię znaleźć ...  - wyszeptałam i spojrzałam się jej prosto w oczy  - Dziękuję.
Powiedziałam to bardzo szczerze i otwarcie. Miałam nadzieję że relację między mną a suczką poprawią się. Jak wcześniej zależało mi na tym aby po prostu żyć z nią w zgodzie, tak teraz chciałam się z nią zaprzyjaźnić. A po za tym, przed chwilą uratowała mi życie.
- Jasne, proszę  - wydawała być się troszkę zmieszana, jednak trwało to tylko ułamek sekundy  - Nie będę wam przeszkadzać. Do zobaczenia, Oskarze i Lady.
Jeszcze raz wlepiłam w nią swój wdzięczny wzrok. Ona odpowiedziała mi kiwnięciem głowy i ruszyła w drogę powrotną do Helecho. Dopóki suczka nie zniknęła z horyzontu, trwaliśmy w bezruchu. Kolorowe kwiecie opadało nam na głowy, tworząc niesamowitą aurę. Do głowy wpadł mi ciekawy pomysł. Spięłam się i rzuciłam na psa. Ten jakby przygotowany odparł mój atak w śmiechu. Przeturlaliśmy się kilka metrów. Stanęłam na psie uśmiechając się prowokacyjnie. Ten w jednej sekundzie popchnął mnie i przeturlaliśmy się znowu, tym razem to on przyszpilił mnie do ziemi.
- I co teraz, milady ?  - oświadczył z miłym uśmieszkiem  - Co teraz zrobisz ?
- O niee  - głośniej krzyknęłam, jakbym chciała to wszystkim obwieścić  - Cóż ja biedna teraz
zrobię ?
Zaśmialiśmy się i Oskar pozwolił mi wstać. Otrzepałam się nie spuszczając z niego wzroku.
- Co robimy ?  - zaczęłam temat. Chyba nie będziemy siedzieć cały dzień w świętym gaju ? Prawda ?
Pies chwilę się zamyślił.
- Na pewno nie idziemy nad Ocean Glacio ?  - powiedział i nie dał mi odpowiedzieć  - Proponuję gorące źródła. Musisz się porządnie wygrzać.
Niepewnie zerknęłam na psa.
- Czy aby na pewno droga jest bezpieczna ?  - ufałam Oskarowi ale nie miałam zamiaru drugi raz przeżywać tego co wcześniej.
Pies pokiwał głową. Ruszyliśmy obok siebie, w pewnym momencie oparłam się o Oskara. Szliśmy tak całą drogę. Nasze łapy ocierały się o kamienie, piasek, nawet bagna. Ale wszędzie przeszliśmy razem ciesząc się swoim towarzystwem.

Natrafiliśmy na strumień. Dosyć głęboki, owczarek sprawdził patykiem. Czyli przepłynięciem odpada. Nagle Oskar rozglądnął się i przeskoczył przez strumień. Zaczepił się łapami o ziemię i podciągnął do góry.
- Ten mały klif jest bezpieczny, nie osunie się  - zawołał i motywującą machnął ogonem.
Sprężyłam mięśnie i wzięłam mały rozbieg. Odbiłam się od końca skarpy i starałam się chwycić kępy roślinności. Moje łapy ześlizgnęły się ze śliskiej powierzchni i prawie runęłam do wody. Prawie. Oskar złapał mnie za łapy i wyciągnął do góry.
- Nie masz dość pływania ?  - zapytał i troskliwie się na mnie spojrzał  - Jak już coś, to w cieplejszym miejscu. Właśnie do niego idziemy.
Uśmiechnęłam się i ruszyłam za psem który zniknął w leśnym gąszczu.

Radośnie wskoczyłam do ciepłego jeziora. Aż po horyzont rozciągały się gorącą, wulkaniczne zbiorniki wodne, które aż się prosiły aby do nich wejść i się ogrzać.
Zerknęłam na Oskara, który właśnie miał zamiar mnie ochlapać. Nie zdążyłam się zasłonić i cały mój łeb był w wodzie. Otrzepałam się i ruszyłam do kontrataku. Woda cały czas była w ruchu, prawdziwa wojna wodna. Trwała kilkanaście lat, nie no, godzinę maksymalnie. Zabawa była świetna. W końcu oboje wyszliśmy z wody i usadowiliśmy się pod drzewem dającym kojący cień. Oparłam się o bok Oskara przymrużając oczy. Wspaniały dzień...

| 621 słów → 30೧ |

24.03.2018

Od Lady cd. Oskar

Spróbowałam dogonić owczarka, jednak szybko biegł. Stanęłam na chwile, aby złapać oddech. Nagle usłyszałam jego wrzask i trzask pędzących kamieni. Nie zdążyłam się ruszyć, jedynie zwróciłam swe spojrzenie na Oskara. Naprawdę ? Akurat teraz ? Przełknęłam ślinę i spróbowałam uskoczyć, jednak nie zdążyłam. Poczułam tylko mocne uderzenie w bok, które popchnęło mnie w dół przełęczy. Potoczyłam się po stoku jak jeden z kamieni. Nie byłam pewna co robię, starałam się skoczyć przed pędzącymi głazami jednak ... nie potrafiłam. Lawina porwała mnie, a ja nieznacznie popędziłam w dół.

Kamienie skutecznie mnie przygniatały. Dostałam czymś w głowę co skutecznie mnie zamuliło. Opadłam pod kamieniem i niezręcznie przytrzymałam się jego. Inne granitowe skałki poleciały w dół, jednak kilka spadło tuż za mną. Próbowałam się przekręcić, jednak skały skutecznie to blokowały. Nie potrafiłam dokładnie określić, w jakiej pozycji się znajdowałam. Do moich uszu doszedł zbawienny głos. Głos Oskara. Psa, któremu ufałam i ufam. Skoro on tu jest, mi także nic mi się nie stanie.
- Oskar ... - starałam się jak najgłośniej zawołać, jednak nie wyszło to za dobrze. Byłam zbyt wycieńczona i poturbowana. Nie czułam łap. Mocniej wzięłam wdech, jednak w moje płuca wdarł się gryzący skalny pył. Zakaszlałam.
Usłyszałam szuranie i zaraz ostre światło przedostało się przez kamienne szczeliny.
- Oskar ... - wyszeptałam. Nie potrafiłam zrozumieć co powiedział, ale zaraz zniknął.
Leżałam chwilę. Musiałam dojść do siebie. Gdy tępy ból głowy minął w połowie, delikatnie podniosłam łeb. Ruszyłam przednimi łapami, spróbowałam się podciągnąć, jednak tylne łapy miałam zaklinowane w głazie. Usłyszałam niebezpieczny szum. Kolejne granitowe skałki ? Zamknęłam oczy z wyczekiwaniem na uderzenie, jednak nic podobnego nie nastąpiło. Ostrzeżenie, pomyślałam. Następnym razem to się zawali. Muszę się stąd wydostać. Delikatnym ruchem wyciągnęłam lewą łapę do przodu. Ta delikatnie się poruszyła i poleciała do przodu. Syknęłam, gdy uderzyła o kamienie. Ostrożniej. Próbowałam z prawą, jednak ta utknęła mocniej. I o wiele mocniej bolała. Następny szmer. Chwilę odpoczęłam i znowu spróbowałam. Mocno pociągnęłam ją do przodu z całą swoją siłą, która w tym stanie nie była zbyt pokaźna. Nie chciała wyjść. Przeklnełam i obiecałam sobie że jak przeżyję, to zacznę ćwiczyć. Przełknęłam ślinę i zadrżałam. Kolejna lawina. Czemu ich tyle jest ? Co spowodowało poprzednią ? To nie jest normalne ... Drżenie podłoża i okropny odgłos pędzących kamieni. To nie był zwiastun niczego dobrego. Nie byłam na tyle silna, aby użyć swojej mocy. Nawet na chwilę. Spojrzałam się na kamienie i zacisnęłam powieki. Ciekawe co się stanie.

Delikatne uderzenie. Tylko do poczułam. Potem ... tak delikatnie. Uczucie lekkości. Zdałam sobie po dopiero po chwili, że unoszę się w powietrzu. Raczej spadam wraz z kamieniami. Nie otworzyłam oczu. Za bardzo się bałam co za chwilę zobaczę. To koniec ? Naprawdę ? Nie spodziewałam się że tak skończę. Skłoniłam się do uśmiechu. Pewnie zaraz uderzę o ziemię i po wroniej Lady. Fajnie. Miałam przed oczami obraz Oskara. Ciepło zapamiętałam te chwilę.

- Oskar ... ja - zdążyłam wyszeptać nim uderzyłam o wodę. Rzeczna głębia mnie pochłonęła, a ja poddałam się jej prądowi.

Kaszlnęłam i zaczęłam przebierać łapami. Woda wdzierała mi się do płuc, a ja dziko próbowałam wydostać się nad powierzchnię. Mocny prąc co chwilę ściągał mnie na dół tak, że obijałam łapami o kamieniste dno. Jeśli chodzi o łapy, jednej w ogóle nie czułam, a całe moje ciało rozpierał piekący ból. Nie wiem czy dam radę. Chwyciłam się gałęzi obok, jednak i ona popłynęła wraz z rzeką. W końcu wycieńczona przestałam walczyć. Nie miałam sił.

Poczułam jak zimna woda zalewa mi pysk. Było zbyt zimno. Wszędzie wiał przeciągły wiatr. Otrząsłam się i zaraz pożałowałam. Delikatny ruch powodował ogromny ból. Z wielkim trudem przewróciłam się na bok. Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem, nie potrafiłam zrobić małego ruchu bez udziału utrudnienia jakim jest ból.
- Co to za miejsce ? - pierwsza myśl jaka przeszła przez moją głowę - I ja jeszcze żyję ?
Dookoła mnie, aż po horyzont na zimnej, granulowatej plaży leżały kawałki przezroczystego jak szkło lodu. Plaża Oceanu Glacialo.
- Jest tu ktoś ? - krzyknęłam, jednak byłam zbyt zmęczona. Skuliłam się aby jak najbardziej zmagazynować ciepło i być może przeżyć.

Sama się nie spodziewałam takie zakończenia :0 Pisane całkowicie na spontan. Oskar, Agnes ? Kto chcę ? xD
|679 słowa → 30೧| 

22.03.2018

Zadanie | Lady | Dekoracja sklepu

Ah, Lapsae. Mimo że nie gustuję w miastowych klimatach, dzisiaj wyjątkowo sobie odpuściłam. Dzisiaj, jutro i przez najbliższy czas będzie inaczej niż zwykle. Święto radości, pojednania i pokoju,  powtórnego narodzenia niczym wiosna. Ahh. Powiedziałabym też, że święto tłoku i ścisku. Ale nie psujmy przedświątecznej atmosfery, prawda ?
- Festiwal już się zbliża, a wiosna lubi nas - zanuciłam z grymasem słysząc swój głos. Najładniejszy to on nie był.
Szybko przebiegłam obok kilku psów stojących na podeście. Owczarki wyciągnęły kartki i kilka razy przeleciały wzrokiem przez tekst. Chwila i rozległ się nieprzyjemny dla uszu dźwięk. Ćwiczyły coś w stylu pisku i uderzania talerzy. I zaczęły przenikliwie wyć. Eh, wolę klasyczne występy ... albo przedstawienia. Tak ... to jest coś. Gdy będę miała okazję, od razu sprawdzę repertuar na najbliższe dni, może nawet pójdę do Filharmonii w Lapsae ?

Zrobiłam sobie małą wycieczkę dookoła uliczek. Wiele psów robiło porządki, więc nie raz spadła na mnie poduszka lub dywan który spadł swoim właścicielom. Szybko opuściłam tą dzielnicę, głośno kichając. Zbyt miła to ona nie była.

Przechadzałam się obok rynku i stanęłam przed sklepem. Dosyć niski terier miał problemy z napisaniem na framudze kilku słów. Wolnym krokiem ruszyłam dalej. Szkoda że nie zwrócił na mnie uwagi. Pomogłabym. Zatrzymałam się w półkroku i spojrzałam na sklep i ruszyłam truchtem na rynek.
- Ej, młoda damo - zawołał za mną gdy byłam już w pewnej odległości. Odwróciłam się napięcie. A jednak.
- Masz tu, materiały, moja droga - powiedział - Zrób proszę, kochana, coś z tym sklepem. Sam nie mam czasu, a tobie, kwiatuszku, wpadnie trochę Soli.
Skrzywiłam się na te wszystkie określenia ... ale cóż. Nie każdy pies mówi jakby połknął słownik.
Westchnęłam i zaakceptowałam propozycję. Mimo że dowiedziałam się o tysiącach innych słodkich określeń, to zapamiętałam że wszystkie materiały są w kantorku na tyłach sklepiku. Więc z oczywistych względów tam się udałam. Kilka chwil i wszystko było na zewnątrz.
Z ogromnego niebieskiego pergaminu wycięłam kwiatki, które zaraz poprzyklejałam na szybie i ladzie. Nie były zbyt staranne, ale ... no wiecie. Koniec końców nawet były ładne. Na większym, długim papierze napisałam kilka słów o wiośnie, po czym rozwiesiłam go na szerokości sklepu. Dorobiłam jeszcze kilka rzeczy, między innymi więcej kolorowych kwiatków. Zainwestowałam w trawę, którą ozdobiłam wystawę. Eh, trochę to nudne ale trochę Soli by się przydało... Wiecie. Nigdy ich nie za dużo.

Całość była nawet zniosła ... dużego wkładu nie zrobiłam. Gdy pies wrócił, obrzucił mnie wspaniałymi (dla niego) określeniami i teatralnymi gestami. Szybko się ukłoniłam i wzięłam zapłatę. Chyba już tam nigdy nie zajdę. A w szczególności obok tego budzącego postrach sklepu.
|429 słowa → 20೧| Zadanie → 30೧ i 1K |  

20.03.2018

Od Lady cd. Agnes

Zmarszczyłam brwi. Nieznacznym ruchem łapy otarłam pysk ze śliny niższej suczki. Coś czuję że nie polubię jej w najbliższym czasie. Z jej strony nie było to miłe zachowanie. Tfu, to było okropne zachowanie. Otrzepałam się i stanęłam na wprost zdezorientowanego owczarka.
- Z kim się zadajesz ? - z wyrzutem spojrzałam się na owczarka. Ten jedynie przewrócił oczami - Jeśli się nie mylę, cała ta sytuacja bardzo cię śmieszyła.
- Dopiero ją poznałem... - wydusił z siebie pewnym głosem. Machnął ogonem i otrzepał się z błota. Ah, błota. Gdzieżesz się tak ubrudził ? Gorzej niż szczeniak.
- Doprawdy ? - warknęłam - Niewychowana pannica. Idę odpocząć, byle daleko od niej. A tobie radzę wziąć kąpiel, bo twój wygląd ... ma wiele do życzenia.

Ruszyłam szybkim krokiem w stronę rynku zostawiając psa samego. Szczerze ? Nie miałam pojęcia gdzie będę się szwendać, ale na pewno jak najdalej od niej. Szkoda mi było iść tak samemu, nie znając tu żadnego psa. A ta cała sytuacja ... jakaś dziwna. Strasznie dziwna. Zamyśliłam się i wpadłam na inną suczkę. Wydawała się być mocno zdenerwowana. Szybko przeprosiłam i czmychnęłam w spokojniejsze miejsce. Jedyne czego teraz potrzebuję, to sprzeczek i kłótni. Znalazłam się w małym zagajniku z drewnianą ławeczką. Uroczy widok. Przeszłam obok niej szerokim łukiem i położyłam się na leśnym mchu. Moja sierść zmieniła się w zieloną plamę. Na szczęście, zielonego na czarnym nie widać. Ale mech wygodny, trzeba przyznać. Położyłam łeb i rozciągnęłam się. Zmrużyłam oczy i pozwoliłam aby senne marzenia mną zawładnęły... Oczywiście zasnęłam później. Rozmyślałam o teorii panowania w Eos (nadmiar książek politycznych) i dzisiejszej sytuacji.

Ze snu wyrwał mnie dudniący nademną głos.
- Lady? Żyjesz? Ziemia do Lady! - usłyszałam głos Oskara. Ah tak. Zasnęłam. Świetnie. Po prostu świetnie. Pies pewnie teraz zwijał się ze śmiechu na mój widok.
Szybko wstałam i otrzepałam się z zielonkawego proszku. Zerknęłam na owczarka, ten jedynie się miło uśmiechał. Jego sierść lśniła w popołudniowym słońcu.
- Tak, jeszcze żyję - odparłam i uśmiechnęłam się do psa. Nie miałam zamiaru okazywać tego że jeszcze przed chwilą śniły mi się dziwne rzeczy. Postanowiłam. Nie będę sobie stwarzać żadnych wrogów, staram się być miła. Nie po to przybyłam na Eos aby się ze wszystkimi kłócić. Równie dobrze mogłam zostać na Ziemi. Zrobiłam kilka głębokich wdechów i spokojnie orzekłam swoje najbliższe plany na dzisiejszy dzień. Oskar chwilę się na mnie gapił, jednak zaraz po tym zaareagował.
- Naprawdę ? - powiedział, po czym sama ruszyłam biegiem w stronę Helecho. Widziałam jak mnie doganiał. Nie miał z tym najmniejszego problemu.
Szybko wybiegłam na targ zwinnie wymijając tutejszych kupców i bywalców.
- Czas pozałatwiać pewne sprawy - mruknęłam i przyspieszyłam biegu.

Chwilę stałam przed drewnianą furtką zastanawiając się, czy aby mój drogi honor nie ucierpi na tym. Ah, ona nie zacznie pierwsza. To widać. Gdyby nie to, że jestem pokojowo nastawiona już dawno byłabym u Oskara lub na plaży. Odegnałam te myśli od siebie i szybkim ruchem tworzyłam zewnętrzne zabezpieczenie. Podeszłam do drzwi i zapukałam. Wybiłam szybki rytm mocno uderzając o framugę. Chwila minęła zanim usłyszałam skrzypnięcie drzwi.
- Czego chcesz ? - suczka border wlepiła we mnie swoje ślepia mając grymas na pysku.
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić wcześniej przygotowane orędzie na tą okazję.
- Ehm. Powiem tak. Nie chcę sobie robić żadnych wrogów i w ogóle. Robię już ten pierwszy krok i przychodzę do ciebie. Może nasze poznanie nie było najlepsze ... aczkolwiek chciałabym sprawę wyjaśnić - zerknęłam z ukosa na suczkę. Była zdziwiona, ale szybko to ukryła.
- Odezwiesz się ? - mruknęłam - Kilka słów i po sprawie.
Ciągle wpatrywałam się w suczkę, która trwała w ciągłej ciszy.

Agnes... niech się pogodzą xD Taka mała prośba c: 
|602 słowa → 30೧|   

18.03.2018

Od Lady | Wyrabianie Broni [3/4]

Nauka w kuźni do łatwych nie należy. Wszędzie śmierdzi dymem, czasami trzeba robić obrzydliwe rzeczy. Westchnęłam i ruszyłam w stronę Litore. Mimo śpiewu ptaków, mój humor nie im nie dorównywał. A chciałabym, aby tak było.

Moja głowa bolała mnie wieczorami od nowych informacji,a łapy miałam obolałe od ciągłego wykuwania nowych przedmiotów.Znałam już wszystkie metody wyrabiania, ale ciągle mi czegoś brakowało ...Czegoś ładnego. Gdy już weszłam do przestronnej sali, kilka psów jak zawsze
skinęło mi na powitanie. Siadłam przed stołem i ... nic. Chwyciłam w łapy sosnowe  łęczysko i zaczęłam miziać w drewnie. Wzorki nie przypominały nic ciekawego, mimo to dalej ryłam narzędziem w delikatnej fakturze drewna.
- Ciekawe, ciekawe - głos wystraszył mnie nie na żarty.
Wzdrygnęłam się i prawie upuściłam przedmiot na ziemię.
- Nie strasz mnie ! - warknęłam z wyrzutem - Jeszcze raz a testować ten łuk będę na tobie ...
Pies pokręcił głową i ruszył wolnym krokiem do stolika obok. Podniósł drewnianą michę i podsunął mi pod nos.
- Żywica - cicho powiedział - Jeśli rzeźbisz, musisz później to ... jakby ci to powiedzieć. Pokryć tym, aby się tak łatwo nie zniszczyło.
Wpatrywał się we mnie jakieś kilka sekund. Nie było to przyjemne, bo oczy starego owczarka jakby mnie przenikały.
 - Chodź - powiedział i obrócił się uderzając mnie w bok ogonem.
Prychnęłam niezadowolona i potruchtałam za owczarkiem.
Kamienica w której znajdowała się kuźnia, nie była bardzo długa, toteż zaraz weszliśmy do ogrodu.
- Klej robimy na dworze - powiedział wskazując na bulgotający garnek - Po prostu trochę śmierdzi.
- Klej ?
- Tak, klej - pies spojrzał się na mnie ze zdziwieniem - Bierzemy kawałki niewyprawionej skóry oczyszczonej z włosia i wrzucamy do gara. Cieńsze kawałki skóry szybciej wypuszczają odpowiednie składniki z siebie, więc zawsze takie wybieraj. Musimy zalać wodą, gorącą, o dobrze to robisz. Przykrywamy pokrywką i podgrzewamy do ok 70 stopni, mieszając okazjonalnie, nie za często. W przypadku skóry może to zająć tylko godzinę, w przeciwnym razie podgrzewamy przez 10 godzin.
Długi wykład owczarka znowu mnie dopadł. Przełknęłam ślinę i starałam się wszystko zapamiętać.
A łatwe to nie było. Sam fakt że pies mówił cichym głosem, to na dodatek szybko. Przypominało to jeden wielki trajkot.

Wieczór spędziłam na próbach rzeźbienia w drewnie czegoś innego niż chaotyczne wzory. Skupiłam się na portretach poszczególnych psów, jak i krajobrazów. W końcu wszędzie leżały łuki z podobiznami psów lub dzikimi łąkami. Z łuków przeniosłam się na miecze, z mieczy na kusze, z kuszy na ... inne bronie. Inne psy tylko się śmiały, gdy zabierałam im wykonywaną broń tylko po to, aby coś wyrzeźbić. Ciekawe zajęcie sobie znalazłam...
|430 słów → 20೧| 

7.03.2018

Od Lady cd. Remus

Poranek nie był fascynujący. Zwykły, szary, nie różniący się niczym innym od reszty szaroburych poranków. Słońce nie weszło jeszcze na horyzont, mimo to widać było delikarną poświatę. Morze nie było wzburzone, nieznacznie falowało. Delikatnie otworzyłam okno, jednak zimny wiatr wtargnął do pokoju. Szybko je zatrzasnęłam. Stoczyłam się się z łóżka i powlokłam do kuchni. Zadowoliłam się resztką z wczorajszej kolacji. Nie była zbyt smaczna ... ale cóż. Lepszy rydz, niż nic. Dobiegły mnie dzikie krzyki Algae.

- Dostaniesz żarło, ty darmozjadzie - warknęłam na ptaka, który po chwili ucichł. Westchnęłam. Zjadłam co miałam zjeść i ruszyłam prędkim krokiem do zewnetrznej woliery. Narzuciłam na siebie swój lekki płaszcz i wzięłam szare pudełko. Weszłam do ogródka. Zerknęłam na sporą klatkę obok mojego domu. Mewa siedziała na narożniku i wściekle trzepała skrzydłami.
- Spóźnić się o kilka minut - szepnęłam do siebie - Ty masz jakiś budzi czy co ?
Mewa wrzasnęła. Była fajnym ptakiem ... o dziwnych zachowaniach i gustach. Wzięłam karmę i wsypałam całą zawartość do miseczki.
- Jak tak dalej będziesz jadła, to wkrótce się nie uniesiesz - powiedziałam z lekkim niesmakiem - Nie będę trzymała darmozjada, w sumie i tak nic nie robisz.
Natchnęła mnie ochota na spacer. Nie było aż tak źle, pogoda była znośna i nie zapowiadało się na deszcz. A może morze ? Uśmiechnęłam się. Lubiałam to powiedzenie. Poczekałam aż mewa zje, po czym wypuściłam ją z klatki. Chwilę zerknęłam jak zatacza radosne koła po niebie. Lubiłam tak na to patrzeć. Ruszyłam wolnym krokiem w stronę plaży.

Mimo że wydawało mi się że byłam sama na tej plaży, ewidetnie ktoś tu jeszcze był. Tylko nie wiedziałam kto. Wiatr niósł zapach obcego mi psa, czułam wyrazistą woń. Przymrużyłam oczy. Czyli nie tylko ja chodzę o tej porze na plażę. Ciekawe, co owy pies mógłby robić o tak wczesnej porze nad morzem. Pobiegłam w kierunku niosącej się woni, spoglądając czasami na Algae, czy pilnuję się mnie. Mewa szybowała nademną z nieukrywaną radością.

Na horyzoncie zobaczyłam psa. Ciemnego psa. Przyśpieszyłam kroku i wkrótce znalazłam się obok zdziwionego moją obecnością delikwenta.
- Witaj, jestem Lady - przyjaźnie oznajmiłam psa. Usłyszałam mewi wrzask. Gwałtownie podniosłam łeb do góry. Dwa sokoły goniły moją mewę ...
- ALGAE, DO MNIE ! - wrzeszczałam, jednak mewa nie zwracała na to uwagi. Skupiała się na ucieczce. Skierowałam się do stojącego, dotychczas milczącego, psa.
- To twoje ptaki ? - zapytałam z nadzieją. Jednak mina psa nie zdradzała żadnych uczuć.

Remus ? c:
wiem, króciutkie
404 słów → 20೧

4.03.2018

Od Lady | Wyrabianie Broni [1/4]

Inspiracja, wiadomości i niektóre skopiowane teksty : KLIK 

Nic nie zapowiadało burzy. Ani tej prawdziwej, ani tej na rynku. Ledwo przecisłam się przez tłum biegnących psów. Weszłam do kuźni i na wstępię zostałam powitana przez wiele psów. Byłam już tu wcześniej, więc nie byłam im obca.
- Kogo my ty mamy ! - niski głos psa rozległ się po warsztacie - Czy to nasza czeladniczka Lady ?
Uśmiechnęłam się i zbliżyłam do psa.
- Miło mi cię widzieć, Razmo - grzecznie odpowiedziałam. Mimo że pies był niskiego wzrostu, widać było że ma krzepę - Czego się dzisiaj będę uczyć ?
Pies chwilę się zastanowił i podszedł do drewnianego stołu na którym leżały pasma drewna.
- Co tu jest ? - spytał. Wyczekująco wlepił we mnie swój wzrok.
- Emmm - chwilę się zastanowiłam - Drewno ? Na łuki ?
Pies pokiwał głową i wyrecytował formułkę.
- Materiał z którego zrobimy łuk powinien nie mieć sęków, być prosty i o równych słojach. Materiał powinien być odpowiednio wysezonowany.W przypadku, gdy wejdziemy w posiadanie pnia, należy usunąć z niego korę i wysezonować drewno - chłonęłam każde słowo jak gąbka. Zastanawiałam się nawet, czy nie wziąść jakiegoś pergaminu i pióra, jednak nie dałabym rady pisać tak szybko, jak mówił brązowy pies.
Przeszliśmy do kolejnego stołu gdzie pracował młody owczarek. Jego łapy przeskakiwały z drobnych elementów na większe i tak w kółko. W pewnym momencie wziął nożyk i zaczął delikatnie wycinać kształt przypominający łęk. Wydawał być się jakby w transie ...
- Co on robi ? - moja ciekawska natura sama z siebie zadała to pytanie. Pies się uśmiechnął i zawołał siwego psa po imieniu.
- Wedel, co robisz ? - powiedział i obrócił się w moją stronę - Ta młoda panna chcę wyrabiać łuki i inna broń. Może jej pokażesz ?
Pies miło się uśmiechnął i gestem zaprosił mnie abym bliżej podeszła.
- Profiluję łuk. Profilowanie polega na nadaniu odpowiedniego kształtu ramion w pełnym naciągnięciu. Robimy cięciwę i deskę do profilowania. Zakładamy cięciwę do profilowania na łuk. Następnie przy użyciu deski do profilowania, naciągamy cięciwę co określoną długość np. 1 cal. Oceniamy ugięcie ramion. Jeśli ramiona źle się uginają, zbieramy drewno pilnikiem ze strony brzuśca. Potem znowu naciągamy cięciwę i sprawdzamy ugięcie. Jeśli ramiona dobrze się uginają, naciągamy cięciwę coraz dalej i sprawdzamy ugięcie. Korygujemy w razie potrzeby. Takim sposobem dochodzimy do ok. 3/4 planowanej długości naciągu łuku - pies czasami sapał i wydał dziwne dźwięki. Pewnie się zmęczył.
- I to wszystko na jednym kawałku drewna ? Nic nie doklejasz ? - zapytałam, zdziwiło mnie to że ogromny łuk może powstać ze średniej bali.
- Oczywiście - wydawał się zaskoczony pytaniem - Łuk z doklejkami jest nietrwały i szybko się psuję. Teraz chodźmy do wykończenia.
Ruszyliśmy wolnym krokiem do stołu gdzie leżały dwa łuki.
- Po wyprofilowaniu, łuk należy zabezpieczyć przed wymianą wilgoci z otoczeniem. Można ową rzecz zrobić na multum sposobów, od wcierania w niego oleju lnianego raz na parę tygodni, do zabezpieczenia powierzchni lakierem bądź bejcą.
Słuchałam z powagą i przyglądałam się bogatemu zdobieniu łuków.
- Myślę że Razmo kazał by ci już iść. Jest takie powiedzenie u nas, jeden dzień, jedna rzecz - pies uśmiechnął się i obrócił - Nie zapomnij jutro przyjść. Zrobimy sobie razem jakiś łuk. Do zobaczenia. 
Z kuźni wyszłam uradowana. Zrobiłam pierwszy krok w kierunku nowej, przydatnej umiejętności.

| 544 słowa → 25೧ |

Od Lady

Wpatrywałam się w psa dobrą chwilę. Mój oddech zamienił się w kłębek pary. Nieznacznym ruchem otrzepałam się, chociaż trochę, ze śniegu pokrywającego moje futro. Wiat mocniej zawiał, pewnie zimnym prądem od gór Nann.
- Może wybierzemy się nad gorące źródła? Zaczyna się robić coraz zimniej. - zauważył i spojrzał się na mnie - Jeżeli chcesz możemy wrócić do Helecho. Przenocujesz u mnie, mam wolny pokój.
Chwilę się zastanowiłam. Dzisiejszy dzień był pełen przygód, chciałam trochę odpocząć. A po za tym jutro muszę wracać do domu. Westchnęłam i szeroko się uśmiechnęłam.
- Może wrócimy do Helecho ? Jestem trochę zmęczona - powiedziałam i ruszyłam truchtem brodząc w śniegu. Obróciłam się za siebie i zobaczyłam lekko zaskoczonego owczarka. Pewnie myślał, czemu taki u mnie się pojawił taki pośpiech.
- Muszę iść jutro na staż - krzyknęłam i wróciłam do psa - Nie idziesz ?
Pies jakby wybudził się z transu. Lekko się otrzepał i ruszył za mną szybko mnie doganiając.
- Gdzie się tak śpieszysz że jutro musisz wracać ? - pomyślałam że pewnie nie dosłyszał, a może chciał się dowiedzieć więcej ?
- Jutro idę na staż do kuźni - delikatnie kaszlnęłam i pociągłam nosem - To pewnie przez ten śnieg. Choćmy szybciej. Miałam nadzieję że nie będzie z tego choroby - A po zatym, zostawiłam Algae samą w domu.
Truchtaliśmy tak obok siebie w milczeniu. Cisza trwała, i trwała. Nie miała zamiaru sobie pójść. Spuściłam łeb i zamyśliłam się trochę. Kim jest dla mnie Oskar ? Czy jest kimś więcej niż przyjacielem ? Ale znamy się tak krótko ... To by nie miało sensu. Spojrzałam się na idącego przy moim boku owczarka. Też wydawał się zamyślony. Eh,  czemu to musi być takie dziwne ? Przyśpieszyliśmy kroku i już bylismy w Helecho. Miasteczko wydawało się być pogrążone w śpiączce, obecność innych psów pokazywały jedynie zaświecone lampy w izbach lub paleniska. Dom obok Oskara miał małą zagrodę, w której stał śmieszny kucyk. Jego gruba czupryna opadała mu na pysk, czyniąc go ... śmiesznym. I to bardzo. Oskar też chyba zwrócił na niego uwagę, bo uśmiechnął się zaraz po mnie. Podeszliśmy pod jego dom. Lekko się otrzepaliśmy i weszliśmy do środka. Kojące ciepło ogarnęło moje futro. Zdjęłam granatowy płaszcz i powiesiłam go na wieszaku. Jednak, telekineza była nader przydatną umiejętnością.
- Jesteś głodna ? - zapytał się mnie chichym głosem. Chyba nadal pogrążony był w rozmyślaniach.
- Nie, dzięki - zdobyłam się na mały uśmiech - Po takim wspaniałym obiedzie ?
Pies odwzajemnił uśmiech.
- Choć, pokażę ci pokój - wszedł za winkiel; ruszyłam za nim dosłownie od razu. W tej części domu o wiele mocniej czułam woń lasu i igliwia. Działała na mnie pobudzającą. Pies zatrzymał się przed pokojem i od razu go otworzył. Pomału do niego weszłam. Pokój był skromnie, ale ładnie urządzony. Tak jak lubię. Drewniane łóżko stało pod oknem, zaś komoda i średniej wielkości skrzynia stała pod ścianą. Na ziemi rozciągał się ciemno zielony dywan, okropnie miły w dotyku. Na wprost wisiał piękny obraz przedstawiający las. Był wspaniały. Stałam tak zapatrzona w leśny krajobraz może przez kilka minut podziwiając kunszt malarza.
- Ładny, nie ? - głos Oskara wyrwał mnie z zafascynowania - Kupiłem go od razu jak go zobaczyłem. Tworzy fajny klimat w tym pokoju, mimo że za oknem widać rzekę i wzgórzę.
Obróciłam się do niego przodem i zbliżyłam swoje łapy ku sobie.
- Piękny, to prawda - odetchnęłam - Dzięki za możliwość noclegu.
- Nie ma sprawy. Łazienka jest naprzeciwko tego pokoju - wyszedł z pokoju wolnym krokiem - Idę spać. Jakby coś, to mnie obudź.
Zamknął drzwi i tyle go słyszałam. Zachowywał się cicho, nawet nie wiedziałam że tak potrafi. Kichnęłam i położyłam się na łóżku. Naciągnęłam na siebie kołdrę i zamknęłam oczy. Odczekałam chwilę, jednak sen nie przychodził. Przez długi czas. Zasnęłam może godzinę przed świtem.

Obudziłam się zmęczona i zniesmaczona. Nieprzespana noc nie z czyniła psa nic więcej niż kulkę pesymistycznych myśli. Wstałam i ruszyłam od razu do łazienki. Z pokoju obok słyszałam jedynie chrapanie, co znaczyło że pies jeszcze śpi. Weszłam do łazienki i zanurzyłam łapy w bali. Woda była ciepła, jednak nie na tyle aby od razu polać sobie nią pysk. Odczekałam chwilę i dopiero później zażyłam porannej toalety. Odświeżona wyszłam i skierowałam się do kuchni. Może coś przygotuję ? Muszę się jakoś odpłacić za wczorajszy obiad. Przeszukałam całą kuchnię i znalazłam sporo smacznych składników. Zapaliłam palenisko i wyciągnęłam miskę. Wsypałam trochę mąki i nalałam wody z rzeki. Mimo że w słoiku było sporo miodu, dałam tylko łyżkę. Nie chciałam aby moje podpłomyki były zbyt słodkie. Wszystko to zmieszałam i uformowałam małe placuszki. Wsadziłam je na tacę którą trzymałam nad ogniem. Po domu zaczął się roznosić smakowity zapach pieczywa. Wzięłam dwa talerze i położyłam nas stole. Jedynie nie umiałam znaleść powideł. W końcu dostrzegłam jakiś słoik na szafc. Mimo że się starałam, nie potrafiłam go dosięgnąć. Skupiłam się i słoik wylądował w moich łapach. I jeszcze jeden przykład, że telekineza bywa przydatna.
Usłyszałam kroki i już po chwili zobaczyłam jeszcze zaspanego psa.
- Uhm, hej - powiedział. Widać było, że także nie spał najlepiej.
Wyglądał komicznie z futrem wywiniętym w różne strony.
- Hej ! - uśmiechnęłam się - Zapraszam na śniadanie.
Na pysku psa pojawiło się nieukrywane zdziwienie.

Po śniadaniu Oskar odprowadził mnie do zajazdu, skąd odjeżdżają wozy w wszystkie strony Sfory Jutrzenki. Pożegnie było dosyć krótkie, z samego rana. Może nie chiał tego przeciągać ? Ja też nie chciałam. Nie lubię długich pożegnań, które jeszcze bardziej zasmucają niż te krótsze. Musiałam jechać, i dobrze o tym wiedziałam. Zostałabym, chociażby żeby pobyć z przyjacielem. Wsiadłam do wozu i zamknęłam drzwi. W środku siedziało jescze kilka psów, jednak wszystkie milczły. Uznałam, że także nie będę się z nimi witać. Poczułam tylko lekkie szarpnięcię, i już jechaliśmy. Spojrzałam się za okno, Oskar już wchodził do domu. Zamknęłam oczy i słyszałam już tylko stukot kopyt ciągnących powóz koni.

Zanim dotarłam do domu minęło sporo czasu. Bryczka zatrzymywała się kilka razy w różnych zajazdach, czasami nawet i na pustej drodze. W drogę powrotną wolałam jechać niż iść, szczególnie jeśli zapowiadało się na burzę. Towarzystwo obok mnie milczało, więc i ja to robiłam. Jakoś nie miałam ochoty rozpoczynać tematu. Byłam zmęczona.
| 1026 słów → 50೧ + 10೧ |

26.02.2018

Od Lady cd. Oskar

Przygotowania do wyjścia nie trwały długo. Spakowałam tylko jedną sakwę, gdzie były w większości rzeczy podróżne. Sprawdziłam czy każde okno jest szczelnie zamknięte, oraz czy zostawiłam Algae otwartą wolierę, aby w zimniejsze dni mogła się ogrzać w cieple. W końcu stanęłam przed domem i ostatni raz się na niego spojrzałam. Chyba niczego nie zapomniałam ... prawda ? Energicznym krokiem ruszyłam leśną ścieżką. Miałam nadzieję że szybko i bezpiecznie dotrę do Oskara ... No właśnie. Będę miała dużo czasu aby przemyśleć wiele rzeczy.

Truchtałam już może od godziny. Między moimi opuszkami zaczęły się robić kulki lodu, a sama zaczęłam ciężko dyszeć. Jednak nie zwalniałam tępa. Chciałam jak najszybciej znaleźć się u boku mojego przyjaciela. Wodospad Vall już minęłam, więc do wioski powinno być już blisko. Mimo że nie było nawet południa, musiałam się gdzieś zatrzymać. Szłam z opuszczonym łbem szukając jakiegokolwiek domu. Jednak leśna ścieżka się nie kończyła, a nigdzie nie widziałam żadnego budynku. Zaczął padać śnieg. Z początku tylko zaczęło prószyć, jednak po chwili zrobił się z tego całkiem pokaźny pokaz leśnej mgły zmieszanej ze śniegiem. Mocniej nasunęłam kaptur i wyjęłam z torby latarnię. Zapaliłam ją i telekinezą utrzymywałam przed sobą, dzięki czemu widziałam przed sobą drogę. Pozwoliłam sobie zapalić mocą kulkę ognia, jednak szybko ona zgasła, a ja tylko zmarnowałam chwilowy pokład mocy. Brnąc w śniegu zauważyłam że idzie za mną jakiś pies. Może podróżny ? Starałam się nie zwracać na niego uwagi, jednak zaczął się do mnie niebezpiecznie zbliżać.
- Kim jesteś ? - miałam nadzieję że mój głos wybiję się pośród burzy. Jednak obcy pies nie zatrzymał się, tylko podszedł jeszcze bliżej.
Jednym ruchem przywalił mnie do drzewa. Lampa spadła i poturlała się po śniegu. Chwilę potem zgasła. Starałam się wyrwać napastnikowi, jednak był zbyt silny. Postanowiłam działaś po kryjomu. Telekinezą wyjęłam sztylet i chciałam go nim zaatakować, jednak pies odparował atak i przechwycił ostrze.
- Czego chcesz ? - warknęłam na psa. Nie chciałam walczyć, chciałam jedynie spokojnie dojść do Oskara. Nie miałam szans. I tak jest już śnieżyca, a pies jest wiekszy, i najwyraźniej silniejszy. Ale czy mądrzejszy ?
- Dawaj pieniądze - groźnie powiedział - Wszystko co masz.
Nie potrafiłam dojrzeć pyska psa, jednak zauważyłam że puścił moją torbę. Szansa dla mnie.
- Nie mam nic - starałam jak najbardziej odwrócić jego uwagę. Pies dziwnie na mnie napierał. Był bardzo blisko mnie. Był zbyt blisko.
- To może mi inaczej zapłacisz ? - cicho odparł. Wzdrygnęłam się na samą myśl o czym może myśleć. Chwyciłam telekinezą nóż i pchnęłam go po łapach, nie chciałam mu zrobić krzwydy.  Wiedziałam że nie sprawiło mu to wielkiego bólu, ale się wzdrygnął.
Jednym susem wyskoczyłam z objęć psa i pobiegłam sprintem drogą. Spod moich łap leciały masy śniegu. Zapięłam pasek od torby i nałożyłam mocniej kaptur na łeb. Pies coś krzyczał, jednak się na tym nie skupiałam. Biegłam przed siebie, dziękując wszystkim i wszystkiemu że udało mi się uciec.

W Helecho byłam pół godziny później. Kilka psów spacerowało, jednak większość siedziała w domach lub na tarasach. Byłam zbyt zmęczona aby podziwiać urok tego miasteczka. Myślałam tylko o tym, by znaleźć Oskara. Podeszłam do psa siedzącego na ławce.
- Witaj - mój głos był nieco zachrypnięty - Wiesz gdzie mieszka Oskar, łowca ?
Pies wskazał na dom na uboczu. Z jego komina sączył się dym, a w środku ktoś się krzątał.
- Dziękuję ! - pies pokiwał głową i wrócił do rozmowy z innym psem.
Podeszłam i otworzyłam drewnianą furtkę. Sam domek prezentował się okazale i schludnie. Podniosłam łapę i zapukałam. Nastała cisza. Miałam nadzieję że Oskar jest w domu. Chwilę potem rozległ się charakterystyczny dźwięk otwieranych drzwi i moim oczom ukazał się owczarek w pełnek okazałości.
- Witaj Lady - jego głos nie ukrywał radości. Nie wiedział, jak się cieszę z naszego spotkania.
Nie zastanawiając się chwili weszłam do chatki i wtuliłam się w kufę psa. Pachniał lasem i spokojem. Tego potrzebowałam.
- Oskar, nie wiesz ile przeszłam wędrując tutaj... - miałam zamiar wszystko dokładnie opowiedzieć, o wszystkim - Co tak ładnie pachnie ?
Na to pytanie owczarek z dumą zapytał się mnie i pomógł mi zdjąć płaszcz.
- Jesteś głodna ? - Pokiwałam łeb i już po chwili siedziałam przy zastawionym stole. Czułam zapach grzybów i świeżego mięsa. Na samą myśl o tym że Oskar coś przygotował, pociekła mi ślinka.

Dziczyzna wraz z grzybami wyglądała świetnie, sam smak potrawy był rewelacyjny. Suszone zioła dodawały puenty całej potrawie.
- Oskar, nie mogę powiedzieć - mówiłam z pełnym pyskiem - To jest przepyszne.
Po dwóch dokładkach, skończyliśmy wspólny posiłek. W międzyczasie rozmawialiśmy na różne tematy, było poważnie i śmiesznie. W końcu wydusiłam z siebie sytuację która wydarzyła się w lesie. Mimo że nie przeżywałam tak tego, wspomniałam o tym w swojej opowieści.
- Oskar, dziękuję ci za gościnę i posiłek - powiedziałam patrząc się na owczarka.

Oskar ? c : Dobrze gotujesz c :
Zaskocz czymś Lady c:
| 797 słów → 35೧ |

Od Lady | Misja | cz.1

Kilka porannych promieni zawitało do mojego pokoju. Zmrużyłam oczy i nakryłam się kołdrą po uszy. Mimo że byłam w wynajmowanym pokoju, gospodarz karczmy raczej nie dbał o ogrzewanie hotelu. Przeciągłam się i z niechęcią zeszłam z ciepłego łóżka. Miałam nadzieję że pośpię sobie jeszcze chwilę, jednak gwar dochodzący zza okien nie dawał mi spokoju. W Litore jest ciszej, stwierdziłam rzecz oczywistą i otworzyłam okiennicę na zewnątrz. Świeże powietrze wtargnęło do pokoju niczym tajfun. Tanecznym krokiem weszłam do łazienki i opłukałam łeb w drewnianej bali. Woda była orzeźwiająca i na stałe porzuciłam myśli o spoczynku w łóżku. Przecież nie przyjechałam do Lapsae tylko po to aby spać, prawda ?
Miałam w planach odwiedzić kilka miejsc, między innymi sławną bibliotekę w zamku oraz ogromny plac targowy. Narzuciłam na siebie tylko swój szal i dosyć cienki, granatowy płaszczyk. Nie mieli jaśniejszych kolorów, bardzo nad tym ubolewałam. Szybko ogarnęłam pokój i zeszłam po trzeszczących schodach na dół. Kilka psów już siedziało przy stołach i spożywało poranny posiłek. Znalazłam wolny stół i wygodnie zasiadłam. Karczma miała typowy wystrój dla tej mieściny. Wielkie, mahoniowe bele i ciemny zieleń dawały miły efekt wizulany. Mimo że jestem fanką innego stylu, ten tutaj przypadł mi do gustu. Czułam zapach wielu potraw, w widocznej kuchni kucharze krzątali się z wielkim zapałem. Podszedł do mnie wysoki pies i przyjął zamówienie. Knajpka nie miała cudów do zaoferowania, jednak kilka pozycji miała ciekawych. Zamówiłam dwa podpłomyki i trochę mięsa z warzywami. Do tego doszedł spory kubek z herbatą. Kelner skinął głową i ruszył ku następnym gościom. Westchnęłam i oparłam łeb na łapach. Ciekawe kiedy podadzą mi posiłek ? Nie miałam zamiaru marnować czasu. Na moje szczęście kilka chwil później na moim stole pojawił się smaczny posiłek. Zjadłam go w prędkości światła, kubek był pusty w niecałe pięć minut. Szybko zapłaciłam i wyszłam z karczmy. Spacerowałam między uliczkami podziwiając mizerny kunszt wykonania ozdobnych części kamienic. Kilka razy różne psy zaczepiały mnie, z pytaniem czy chcę kupić pamiątką. Zawsze odmawiałam z uśmiechem na pysku, tłumacząc się że nie mam pieniedzy. Nie miałam ochoty kupować rzeczy których nawet mogę nie przytaszczać do domu. W końcu moim oczom ukazał się rynek. Zadbany ratusz ślicznie wyglądał na tle kolorowych kamienic. Wszystko dopełniały cudowne kwiaty w eleganckich donicach. Moje pazury wydawały dziwny odgłos z zetknięciem się z gładką kostką, na początku się wystraszyłam i zaczęłam biec przepychając się przez tłumy psów. Zdałam sobie sprawę jaką tępotą się wykazałam i gwałtownie się zatrzymałam. Do moich uszu dobiegł lament jakiegoś dziwnego głosu. Ruszyłam powoli w stronę dźwięku. W końcu dojrzałam bogato ubranego psa stojącego na drewnianych skrzynkach.
- Ukradli mi wszystko, wszystko - głos powtarzał to z żałością godną dobrego aktora - Na bohaterów którzy odzyskają mój wóz i konia, czeka ogromna nagroda !
Spojrzałam się na kupca. Nie wyglądał aby grał jakąś sztukę uliczną. A może ... to szansa dla mnie ? Nie czekając chwili dłużej podniosłam łapę i przedostałam się przez tłum do kupca. Ten uradowany zaprowadził mnie do innych psów, które najwyraźniej także się zgłosiły do pomocy. Ze zdziwieniem rozpoznałam Oskara. Obok niego stał Connan. Był jeszcze jakiś inny pies, jednak wydawał się być zajęty rozmową z innym psem, seterem.
- Lady ? - głos wskazywał na kompletne zdziwienie - Co tu tu robisz ? Od kiedy chodzisz na takie misje ?
Spojrzałam się z radością na przyjaciela.
- Pomyślałam że spróbuję czegoś nowego - po chwili namysłu dodałam - Interesuję mnie też wynagrodznie, przydałoby się parę Soli.
Oskar uśmiechnął się na te słowa.
- Witaj Lady - spod płaszcza dobiegł głos Connana - Niespodziewałem się tutaj ciebie.
- Hej Connan - zniżyłam głos, słowa skierowałam do obu psów - Wiecie, kim oni są ?
Delikatnie wskazałam łapą na setera i czarnego psa. Pokręcili głowami. Nowe psy do poznania ! Ochoczo podeszłam w ich stronę. Mam nadzieję, że będziemy stanowić jedną grupę. Ciekawe, kiedy kupiec przyjdzie i wytłumaczy nam o co chodzi. Wiemy tylko, że ktoś go okradł.

 Może to nie jest dzieło mojego życia ... ale jest c: