5.01.2019

Od Commodusa c.d. - Od Oscara

Siedziałem przy stole, ogarniając wzrokiem mapę Eos, którą rozwinął przede mną Oscar. Nie było na niej ani jednej nazwy, dlatego pies musiał tłumaczyć mi wszystko i nazywać po kolei. Z początku wskazywał pazurem na tereny, przez które szliśmy aż do jego domu. Położył łapę na prawej połowie mapy. Tam moim oczom ukazał się Pałac. Tak, to z pewnością był on; to właśnie tutaj zacząłem swoją całą nową przygodę w Eos. No, prawie tutaj... Nieco później, Oscar wskazał nieopodal wcześniejszego punktu. Tym razem mogłem zauważyć płaski kamień, który widziałem już także w rzeczywistości. Było to Forum. To właśnie tam, z tego co tłumaczył mi Oscar, mają miejsce najważniejsze przemowy, wydarzenia i tam odbywają się różne ceremonie. Również nieopodal Pałacu rozciągało się chyba jakieś miasteczko. Nie byłem jednak tego do końca pewien. Na szczęście pies szybko rozpoczął dalsze objaśnienia. Otóż tak, było to właśnie Lapsae, które dziś jeszcze przed chwilą niechcący bym podpalił... Zdawało się naprawdę duże, nie wątpiłem w to od kiedy moja łapa wkroczyła tam po raz pierwszy. To istne centrum naszych wszystkich terenów. Sam miałem okazję przypatrzeć się niewyobrażalnym ilościom stoisk w pobliżu budynków. Waga miasta dla Eos rzuca się w oczy również przez wielość mieszkańców, ciągły tłok i ważne punkty dla nas. Oscar przeszedł dalej, tym razem pokazał mi aż kilka, rozmieszczonych dość daleko od siebie wieżyczek. No dobra, było ich całe mnóstwo. Zostałem poinformowany, że to właśnie moje miejsca pracy. Zwą się Strażnicami i w nich strażnicy oczekują na swoje zmiany. Cóż...czas pokaże, czy przypadną mi do gustu ich ciasne wnętrza. Tak czy siak, będę musiał się z tym pogodzić, choć i tak zmiany nie będą trwały zapewne przez jakiś bardzo długi czas i raczej odsyłać nas będą do domów. Tym razem mój przewodnik po mapie, przesunął łapę nieco nad Lapsae. Był to las. Nie byle jaki las, to Las Przodków. Miejsce mentalnych rozterek, ulgi i niezwykłych zjawisk, choć wyglądające na całkiem normalny, niczym nie odznaczający się zbytnio las. Już wiedziałem, że raczej nie będę tam przebywał często, gdyż lgnę do towarzystwa, a moje kłopoty zostają na zawsze w moim wnętrzu, ewentualnie zwierzam się z nich prawdziwym przyjaciołom. W całym moim życiu znalazłem takich może dwóch. Zostali na Ziemi, beze mnie. Może i zachowałem się egoistycznie, jednak niezbyt mnie to ruszało. Tęskniłem za nimi, ale poprawa warunków mojego bytu jest ważniejsza. Oscar zaczął demonstrować mi położenie zbiorników wodnych. Rzeka Matre stanowiła północną granicę tychże terenów. Prawdopodobnie tam będę miał przyjemność patrolować, jako strażnik granic. To miejsce przepływu wielu statków, a wszystkie, które będą cumować przy naszych brzegach będę kontrolował. Następnie pies pokazał mi jeszcze małe wysepki Delty, Morze Obsydianowe, Ocean Glacio, wodospad Vall, Kryształową Toń, Smocze Źródła, Speculum, a także Południowe Wybrzeże. Przyznam, że całkiem dużo tutaj wody. I bardzo mi się to podoba, bowiem uwielbiam pływać. Na sam koniec dowiedziałem się jeszcze o dokładnym położeniu Groty Wyroczni, istnieniu na tych terenach wulkanu Portam, Gór Nann, stepów surowej Równiny, spokojnego Helecho oraz znajdującego się w jego pobliżu Świętego Gaju. Niebezpiecznym miejscem było tak zwane Gniazdo, a idealnym miejscem na polowania mogła okazać się Puszcza. No i na sam koniec Oscar pokazał mi jeszcze położenie samego Litore. Tak, to właśnie w Litore postanowiłem zamieszkać. Blisko wody, miejsce, gdzie można odetchnąć od uwielbionego, chociaż dręczącego w Lapsae gwaru, ciepłe tereny... Coś wręcz idealnego dla mnie! Do tego miałem możliwość wprowadzić się do któregoś z zabytkowych, ślicznych budynków, które tak cieszyły moje oko. Uśmiechnąłem się, gdy pies skończył opowiadać o każdym poszczególnym miejscu. Zwróciłem się do niego ciepłym głosem:
- Dziękuję, Oscarze. Naprawdę, bez ciebie gubiłbym się tutaj zapewne kilka kolejnych tygodni.
Zaśmiałem się pogodnie, patrząc teraz ciekawym wzrokiem na owczarka. Ten machnął tylko łapą.
- Drobiazg, w końcu jesteś gościem. Jak myślisz, gdzie byś się wprowadził?
Spytał tym razem, składając mapę i przenosząc ją dziwną mocą telekinezy na półkę. 
- Myślę, że poszukam swojego miejsca właśnie tuta, w Litore. To świetne miasteczko! Widzę, że jesteś zapracowany, ale gdy już będziesz miał wolną chwilę, możesz do mnie wpaść.
Odpowiedziałem, kierując się już w stronę wyjścia. Oscar przytaknął nieznacznie głową i otworzył mi drzwi, żegnając.
***
Wybiegłem z domu partnerki Oscara. Już od progu wyjścia, magiczny spokój miasteczka uderzył we mnie, niczym podmuch ciepłego, letniego wietrzyku. Każdy element wydawał się tak harmonijnie dopasowany. Okrzyki psów sprzedających na targach różne sprzęty, podmuchy ciepłego powietrza, szum pobliskich wód, a do tego jeszcze wszechobecne w Litore ciepło dawały wrażenie spokoju, niewytłumaczalnego poczucia bezpieczeństwa. Zapachy jedzenia, słonej wody, wywarów i wielu obcych psów mieszały się ze sobą w powietrzu. Jednak i to było poniekąd uspokajające, tak zwyczajne w tak niezwykłym miejscu. Ruszyłem przed siebie po drodze wyłożonej kostką. Pytałem się kolejnych przechodniów i handlarzy, czy nie wiedzą, która z kamienic ma jeszcze jakieś wolne mieszkania. Kilku z nich udzieliło mi konkretnych odpowiedzi. Psy tutaj wydawały się otoczone spokojną atmosferą, tak beztroskie i wypoczęte. Nawet te z nich, które aktualnie przebywały w pracy, chociażby sprzedając magiczne amulety. Narazie jednak żadne ze wskazanych mieszkań nie spodobało mi się. W końcu biała niska suczka powiedziała mi, że w samym centrum Litore muszą być jeszcze jakieś wolne miejsca, gdyż paru jej znajomych wyprowadziło się w ostatnim czasie. Udałem się więc tam pospiesznie. I rzeczywiście. Zdziwiło mnie to, że kamienice wyglądały tu wiele lepiej. Nie chciałem mieszkać w domu, wolałem obszerniejsze a jednopiętrowe mieszkanie. A choćby dlatego że w takim przypadku miałbym całkiem blisko do innch psów, moich sąsiadów. Szczególnie do gustu przypadło mi położone nieco wyżej mieszkanie, bo na pierwszym piętrze. Trzeba było wejść do niego po kilku schodkach. Było praktycznie gotowe, aby się tam spokojnie wprowadzić. Postanowiłem to właśnie zrobić. Musiałem tylko dać znać Saulowi, ale do niego pójdę wieczorem, teraz mogę na niego nie trafić już w Pałacu, był bardzo zajęty. Postanowiłem na ten czas zostać po prostu w mieście, porozglądać się po karczmach, a może nawet poznać w nich kilka ciekawych psów. Zbiegłem więc po schodach i popchnąłem drzwi kamienicy. Wyszłem wręcz w samo centrum, muszą uważać na dorożki i psy jadące przez Litore na wozach. Szczególnie gwarno zrobiło się pod jedną z karczm, skąd słychać było śpiew i granie na różnych instrumentach. Bez wahania pobiegłem w tamtą stronę, pchając się w tłum psów. Zapadał akurat wieczór i słońce chowało się za horyzont. Z górki można było ujrzeć je jeszcze przez chwilę, po czym zniknęło ustępując ciemnością. Ja bawiłem się wówczas na zewnątrz karczmy, słuchając śpiewów i pijąc przynoszone mi przez kelnera trunki. Co jakiś czas udawało mi się zagadać do grupki pięknych pań lub całkiem szalonych psów. Wieczór zapowiadał się świetnie.

<Oscar? Co powiesz na małą imprezkę xD>
| 1072 słowa → 50೧|

Powitajmy Voodoo!

Powitajmy nowego psa w sforze!
Voodoo to trzyletni retriever z Nowej Szkocji. Postanowił pozostać na razie bezrobotny.
Podczas wizyty u Wyroczni poznał swój żywioł - elektryczność.
Teraz zostanie oprowadzony po terenach sfory przez Przewodnika.

Chcę poznać go lepiej!

Od Oscara cd. Od Commodusa

Spędziłem przy Horusie jeszcze kilka godzin, ale on, mimo że przez cały czas leżał przy ogniu i był przykryty skórami, nie obudził się. Jego oddech, początkowo płytki, wrócił do normy, jednak pies pozostawał nieprzytomny. Miałem poczucie winy, wiedziałem że coś jest z nim nie tak, ale nie zareagowałem, pozwoliłem mu po prostu odejść. Ale... Przecież to nie szczenię! Czemu miałbym się o niego martwić? No właśnie... Chyba powinienem. Przez cały czas zdarzyło mi się raz usnąć u jego boku. Piętnaście minut drzemki, nic więcej. Obudził mnie Horus, miał drgawki. Zawołałem medyka, a on szybko zaczął podawać wojownikowi jakiś napar. Uspokoił się.
-Niedobrze. To była ostatnia dawka. Nie mam już więcej tego zioła, a rośnie tylko latem. Ktoś musi iść do Lapsae i go dokupić. - zaczął się skarżyć medyk.
-Jak się nazywa? Mogę to zrobić, czuję że muszę się jakoś przydać, a na razie tylko przy nim siedzę. - zwierzyłem się mu.
-Dobrze w takim razie. To skiernik złocisty. Nie jest to zwykłe zioło, więc może być droższe, ale cóż, jakoś ci to wynagrodzę. Jest przechowywany w fiolkach z wodą, rozpoznasz go jeżeli znajdziesz odpowiedniego handlarza.
-Nie musisz mi tego wynagradzać. Ważne, żeby Horus wyzdrowiał, bo chyba zacząłem go traktować jak członka rodziny. - parsknąłem, choć sytuacja nie była za wesoła.
Rzeczywiście, Horus często nas odwiedzał i stał się naszym bliskim przyjacielem.
-Dobrze, ruszam. Tylko zgłoszę to Cerys. - poinformowałem psa i ruszyłem truchtem do głównego namiotu.

Stwierdziłem, że nie będę wracał się do Litore, żeby wsiąść na sanie i pojechać do Lapsae. Puszczę od stolicy nie dzieliła ogromna odległość, a stan Horusa był w miarę stabilny. Wziąłem niewielkie sanie i jedną jelenią tuszę, którą upolowali dzisiaj inni łowcy. Jestem myśliwym, wracam z Puszczy ze zdobyczą, żeby sprzedać ją w Lapsae. Wszystko jasne i spójne. Ładunek nieco mnie spowalniał, ale dziarskim truchtem pokonywałem kolejne kilometry, żeby po około pół godziny ujrzeć baszty Pałacu. Skręciłem na zachód, by skierować się do miasta i już po chwili szedłem po wyłożonych brukiem uliczkach. Zawitałem w karczmie, by sprzedać mięso. Otrzymałem kilka monet i mogłem wyruszyć na targ. Szybko znalazłem kilka straganów z ziołami, ale na żadnym nie dostrzegłem fiolek ze skiernikiem. Dotarłem do części targu, w której stoiska mieli alchemicy i sprzedawcy amuletów. I właśnie tam, wśród eliksirów, dostrzegłem pojedynczą fiolkę ze złotym kwiatem.
-Przepraszam!- zwróciłem na sobie uwagę sprzedawcy, nieco niższego ode mnie airedale teriera. - Czy to skiernik złocisty?
Pies zdziwił się nieco i odwrócił, a na jego pysk wstąpił wyraz zrozumienia.
-To zioło w fiolce? Tak, to skiernik. W czym mogę pomóc? - zapytał. Zauważyłem, że przybrał minę dobrze mi znaną, minę sprzedawcy, który wyczuł możliwość zysku.
-To świetnie się składa. Chętnie go kupię. - zacząłem ostrożnie tłumaczyć, żeby pies nie poczuł się zbyt pewnie.
-Nie wiem, czy nie zauważyłeś, mój chłopcze, ale nie handluję ziołami. Sprzedaję eliksiry, a ten skiernik jest mi potrzebny do produkcji.
-Ach tak? Cóż, nigdzie nie mogę go znaleźć. Może jednak jest cena, która pana zadowoli? - poruszyłem się lekko, aby monety w mieszku wydały tak bliski kupcom dźwięk.
-Doprawdy? Rzeczywiście o tej porze jest trudno dostępny. Prawdziwy rarytas. - uśmiechnął się.
-Cena? - zapytałem zniecierpliwiony.
-Hmm... Skoro tak go potrzebujesz... Może trzysta soli?
-ILE? Nie przesadzajmy... Pójdę poszukać gdzie indziej... - prychnąłem i zacząłem się oddalać.
-Poczekaj, poczekaj! Może się dogadamy! - krzyknął za mną, a ja uśmiechnąłem się z satysfakcją.
-Mam propozycję... Kupię od ciebie eliksir, a zioło dostanę w komplecie.
-Nie ma mowy, ale wybierz eliksir, może się dogadamy.
-W takim razie... Experium. Ile?
-250.
-Bez przesady. Inni są w stanie sprzedać mi go za 220.
-Ale inni nie są mną, słynnym w całym Eos alchemikiem, który... - zaczął wywód.
-Dobrze, dobrze. Wystarczy. Wezmę go za 250, ale zioło w pakiecie. - zaproponowałem.
-To zioło jest teraz bardzo cenne...
-280.
-Potrzebuję go... - mruknął niecierpliwie, ale wiedziałem, że kusiła go ta propozycja.
-To może trzysta? Experium i zioło. Ostatnia moja oferta. Kto od ciebie kupi zioła? Przecież to jedyna taka propozycja! - zachęciłem go.
-Zgoda. - westchnął.
Podał mi fiolkę i eliksir, a ja dałem mu mieszek z odliczonymi solami.

Szedłem zadowolony z siebie ulicami Lapsae. Interes życia. Nagle usłyszałem spanikowane głosy innych psów. "Pali się! On się pali!". Podbiegłem do miejsca zamieszania i dostrzegłem bordera, którego łapa zajęła się ogniem. Chwyciłem wiadro z... wodą... Tak... Zapewne wodą. Nie ważne, czym była jego zawartość, oblałem nią łapy psa, a te zgasły. Wrzawa się skończyła, a pozostały tylko niezadowolone psy i ich wredne uwagi.
-Musisz trochę uważać. - uśmiechnąłem się do niego. -Jesteś tutaj nowy, prawda?
-Tak, dopiero mnie tu przyprowadzono. - odparł nieśmiało.
Przedstawił się i poprosił, abym go oprowadził. Nie bardzo podobała mi się ta myśl, śpieszyłem się do Puszczy, ale pomyślałem, że po drodze mogę mu co nieco pokazać.
-Nie pokażę ci całych terenów, ale chętnie zaprowadzę cię do Litore. To naprawdę ładne miasteczko na południu, nad morzem. Często się tam zatrzymuję, bo mieszkała ta wcześniej moja partnerka i chwilowo zajmujemy jej dom. Może się rozejrzysz i stwierdzisz, że tam zamieszkasz? Chyba lubisz ciepło? - parsknąłem spoglądając na iskierki, które wydobywały się z łap Caiusa.
-Czemu nie? To zawsze coś. - stwierdził i wziął w pysk fragment Kryształu.
-Hola, hola. Spokojnie, nie musisz go nosić za sobą. Wystarczy go raz dotknąć w Grocie Wyroczni. Chyba, że wolisz go zatrzymać jako pamiątkę. - uśmiechnąłem się i telekinezą przeniosłem kryształ do swojej sakwy.
-Hmm... Dobrze. - zgodził się niepewnie.
-Dostałeś już sole na drobne wydatki i mieszkanie? - zapytałem, a on pokiwał głową. -Proponuję w takim razie kupić ci jakąś sakwę, żebyś nie musiał wszystkiego nosić w pysku.
Podszedłem do stoiska ze skórzanymi torbami i wybrałem jedną, która na oko była odpowiednia dla Caiusa. Przymierzyłem na ją na nim i stwierdziłem, że będzie dobra. Zgodził się ze mną i podał mi mieszek z monetami, a ja wyciągnąłem telekinezą kilka i zapłaciłem sprzedawcy. Pies z zaciekawieniem przyglądał się latającym solom. Kiedy odeszliśmy, zapytał mnie cicho:
-Ja też tak mogę? Tak, żeby przedmioty latały?
Uśmiechnąłem się delikatnie i pokiwałem głową.
-Możemy to przećwiczyć po drodze, ale teraz chodźmy. Muszę się śpieszyć, bo mój przyjaciel potrzebuje pomocy. - powiedziałem i przyspieszyłem, a border ruszył za mną.
Truchtaliśmy, Caius z łatwością dotrzymywał mi tempa, więc droga szła gładko. Ciągnąłem za sobą sanie zabrane z obozu.
-Teraz idziemy na południe, do mojego domu. Zaraz miniemy Forum, czyli miejsce, gdzie odbywają się zebrania. Możesz tam czasem zdobyć jakieś zlecenie... A właśnie! Jaką profesję wybrałeś?
-Strażnik terenów. - odpowiedział z uśmiechem.
-Ach tak? A wiesz już gdzie będziesz stacjonował? - zapytałem.
-Jeszcze nie, muszę najpierw wybrać miejsce zamieszkania.
-No tak... Wracając. Tamta płaska skała na polanie. Widzisz tablicę z boku? Możesz tam coś ogłosić. Kręci się tutaj sporo psów. A teraz pójdziemy dalej.

I tak mijała nam droga, aż nie dotarliśmy do Litore. Zaprowadziłem Commodusa do mojego domu, bo chciałem mu pokazać mapę terenów sfory. Wszedłem do domu, a Lady przywitała mnie od razu głośnym: "Gdzie się włóczyłeś??". Przedstawiłem jej Caiusa i wytłumaczyłem po co go przyprowadziłem. Wyciągnąłem też fiolkę ze skiernikiem.
-Horus wpadł do rzeki. Opiekuje się nim nasz medyk. Zanieś to do niego, bardzo cię proszę, a ja zajmę się naszym gościem.
-Obóz? - zapytała szeptem, a ja pokiwałem głową.
-Dobrze, już idę. Zajmij się Aragonem, siedzi w kąpieli. - mruknęła i poszła po swój ekwipunek.
Tymczasem ja podszedłem do stołu, przy którym siedział Commodus i rozglądał się ciekawsko. Z półki zdjąłem zwiniętą w rulon mapę Eos i rozwinąłem ją na blacie.
-Dobrze. Teraz pokażę ci, gdzie co jest i gdzie są strażnice...

Commodus?
Oscar kupuje Experium i zioło, które oddaje medykowi. Opiszę skiernika kiedyś.
| 1217 słów → 60೧ + 10೧ | Zakup: Experium → -220೧ |

4.01.2019

Od Commodusa c.d. - Oscar

I oto moim oczom ukazał się obraz niesłychanego ogromu. W sumie, cała kraina Eos wydawała mi się nieskończonym, potężnym morzem. Ziemia w porównaniu z nią była po prostu niczym. Zarówno jeżeli chodzi o sam ogrom, jak i atmosferę panującą w tej krainie nienawiści. Tutaj było świetnie, po prostu wszystko wydawało się tak nieograniczone, bezpieczne i pełne zagadek zarazem. W końcu mój przewodnik stanął i nakazał mi uczynić to samo. Staliśmy aktualnie przed wielkim pałacem. Łączył się z całkowitym charakterem widzianych dotąd przeze mnie terenów. Okazały budynek wyglądał na dumny zabytek. Zniszczony, ale w naprawdę niewielkim stopniu. Czerwona cegła pokryta była białym tynkiem lub czymś na jego rodzaj, w wielu miejscach prześwitywały jednak mury Pałacu. Zadarłem głowę mocno w górę, aby móc ujrzeć dach. Niewiele udało mi się jednak dopatrzeć, gdyż staliśmy za blisko budynku. Widziałem tylko w miarę pionowo położone dachówki, a raczej ich końce. Okna znajdowały się po prostu wszędzie. Weszliśmy do środka szerokimi drzwiami. Tam mój Przewodnik musiał mnie niestety opuścić ze względu na jakąś pilną sprawę. Oddał mnie chwilowo w łapy przywódcy, aby ten zarejestrował mnie i przyjął jako nowego członka. Podłoga wewnątrz wykonana była bodajże z marmuru. Moje łapy ślizgały się po gładkiej powierzchni, a pazury stukały z każdym krokiem. To chyba niemożliwe wejść tutaj niezauważonym... Ściany, w znacznej większości bladych kolorów, skrywały za sobą wiele pokoi. Jednak ja zostałem jasno skierowany do tego prosto naprzeciw mnie. Podszedłem tam więc pewnym krokiem i zastukałem lekko pazurami. Ktoś odezwał się ze środka. Nacisnąłem więc łapą na nisko zamontowaną klamkę, po czym popchnąłem białe drzwi. Mój wzrok spotkał się z siedzącym za stolikiem psem, patrzącym na mnie zaciekawionym wzrokiem. Uśmiechnąłem się tylko i podsunąłem się jeszcze kawałek bliżej niego.
- Hmm...witaj, drogi przywódco! - przywitałem się po chwilce namysłu - Moje imię Caius. Byłoby dla mnie może miejsce tutaj, w sforze?
Uśmiechnąłem się oczekując odpowiedzi. Miałem wówczas okazję lepiej przyglądać się psu. Wyglądał na mieszańca, jednak nie na byle kundla. Porównać można go było do kilku ras, z pewnością występujących w jego rodowodzie. Mieszkając jeszcze u ludzi, bywałem na wystawach i zdążyłem zapoznać się z kilkoma w miarę podobnymi do niego. Umaszczenia był wątrobianego. Wyższy, a także masywniejszy ode mnie. Postawa szalenie silna, chociaż także szczupła. Umięśnione ciało rzucało się dość w oczy, a przy nim byłem chuderlakiem z prześwitującymi przez skórę kośćmi. Widok silniejszego osobnika jednak mało kiedy zrażał mnie w jakimkolwiek stopniu. W końcu siła nie była nigdy czymś, do czego dążyłem. Minęła tylko krótka chwila, kiedy to przywódca zebrał się do odpowiedzi:
- Witaj. Myślę, że bez problemu mógłbyś do nas dołączyć. Tylko musiałbym dowiedzieć się o tobie podstawowych informacji, po czym dokonałbyś kilku wyborów. Mógłbyś powiedzieć coś o sobie? I przy okazji, powtórz jeszcze raz imię, proszę... Aha, zapomniałbym. Jestem Saul.
Pies odwzajemnił mój lekki uśmiech zadowolenia i zaczął czekać, aż udzielę mu kilku informacji o swojej osobie.
- Jestem Caius, a właściwie Commodus. Tak, moje pełne imię to Commodus. Możesz zwracać się do mnie jak tobie wygodnie, ponieważ myślę, że moja dłuższa nazwa może być niekiedy nieco kłopotliwa. Mam obecnie 3 lata, a pochodzę oczywiście z Ziemi. Uciekłem ludziom, tia. Po prostu nie byli zbyt dobrymi hodowcami, typowi ludzie nastawieni za zysk. Moja matka to Westa, nie mam pojęcia jak się miewa i w sumie niezbyt mnie to interesuje. Ojciec nie żyje, zwał się Protecius. Mam pełno rodzeństwa, za to zero potomstwa, tak samo z drugą połówką. Hmm...to by było chyba na tyle, Saulu.
Skończyłem opowiadać o sobie, wymieniając właściwie najważniejsze fakty na swój temat. Pies słuchał do końca, po czym przytaknął.
- Musiałbyś jeszcze wybrać swoją profesję. No, a potem zaprowadzę cię w pewne miejsce...zresztą, sam zobaczysz.
Saul podsunął mi pod nos całą listę przeróżnych zawodów, które mógłbym wykonywać w Sforze. Usługi...? Do tych profesji trzeba mieć specjalne talenty, których mi niestety brakuje. Na przykład, aby zostać dorożkarzem, raczej trzeba umieć biegle powozić... Co do podróży, mam ich dosyć od kiedy uciekłem z pseudohodowli. Do innych gatunków zwierząt nigdy nie miałem za bardzo podejścia, więc praca z towarzyszami zdecydowanie także odpada. Magia, serio? Nie miałbym cierpliwości studiować całych szamańskich ksiąg i bawić się w mikstury. Zdaje mi się, że byłbym nieco za słaby fizycznie na tak ciężkie zawody jak choćby łowca lub wojownik. Do tego trzeba mieć nerwy ze stali! Meh, nie widzi mi się również praca na dworze... A może by tak zostać zielarzem, medykiem? W końcu znam się trochę na ziołolecznictwie, ale chyba...nic poza tym. Odpada. Zastanawiałem się też dłuższy czas między szpiegostwem, a strażą. W końcu wyeliminowałem kilka z profesji, aby wreszcie dojść do jednej, jedynej pracy, którą chciałbym pełnić.
- Okej, zdecydowałem się na strażnika terenów, przywódco. Co o tym sądzisz?
Wyszczerzyłem się, podnosząc wzrok znad kawałka papieru. Saul przyjął go do siebie z powrotem i zaznaczył coś.
- Sądzę, że to świetnie. Mam nadzieję, że będziesz pełnił swoje funkcje z niesłychanym zapałem. A teraz, możemy już iść. Chodź.
Saul wstał, wypychając mnie niemalże za drzwi. Sam zaraz doskoczył do mnie, idąc ku wyjściu. Pies prowadził mnie przez całkiem obce mi jeszcze tereny. Zapachy różnych roślin, obcych psów i innych zwierząt mieszały się w powietrzu z każdym dalszym krokiem. Zastanawiałem się, gdzie prowadzi mnie przywódca i dlaczego zachowuje tajemnicze milczenie. Szliśmy dość długo, zanim naszym oczom ukazała się całkiem ciemna grota. Saul ponaglił mnie ruchem łapy, abym wszedł do środka. W tym momencie zaczął tłumaczyć, o co chodzi w tej całej sytuacji.
- Jesteśmy tutaj, abyś mógł zdobyć swój żywioł. Co z tego wyniknie, zobaczymy. Na razie musisz po prostu wziąć odłamek Kryształu. Zyskasz kilka przydatnych pewnie mocy, związanych ze swoim nowym żywiołem.
Słuchałem jego słów, nie bardzo wiedząc o czym dokładnie mowa. Żywioł? Moce? Magia? Co to ma kurde być i dlaczego miałem otrzymać jakieś magiczne moce mojego żywiołu? Mało co rozumiałem, no ale zamiast zadawać głupie pytania, trzeba po prostu spróbować i nie zawracać już przywódcy głowy... W grocie byłoby pewnie całkiem ciemno i wyglądałaby całkiem przeciętnie, gdyby nie nadprzyrodzony blask bijący z wgłębienia na samym środku groty. To musiał być ten cały Kryształ. Bez długiego namysłu, wygrzebałem ostrożnie pazurem jeden z małych dosyć odłamków. Już w chwili, gdy go dotknąłem, poczułem się dziwnie. Po moim całym ciele przepłynęła fala energii nieznanego mi źródła. Chciało mi się biegać, skakać, cokolwiek by tylko nie stać. Uczucie pozostało ze mną na długi czas. Trzymałem wciąż delikatnie łapę na kryształku. Wziąłem go ostrożnie w zęby, aby móc przenieść na zewnątrz groty. Saul tylko przyglądał się mi bez właściwie żadnych emocji wyrysowanych na pysku. Niedługo potem wyszliśmy z groty.
- Słuchaj, nie mam za bardzo czasu...mógłbyś znaleźć kogoś, kto oprowadziłby cię po terenach. W tamtą stronę idzie się do Lapsae. Pójdziemy razem, a potem po prostu zatrzymasz się tam, bo ja muszę szybko iść do Pałacu. Z pewnością będzie tam ktoś, kto mógłby ci wszystko pokazać. Wybierzesz też miejsce, gdzie chciałbyś zamieszkać. Tylko nie zapomnij wspomnieć mi później, gdzie byś się wprowadził!
Przytaknąłem tylko, widząc pośpiech Saula. Ruszyłem żwawym krokiem razem z nim w miejsce, w które mnie prowadził. Lapsae. Okazało się ono całkiem ruchliwą częścią krainy. Miasto, zamieszkałe z całą pewnością przez dużą ilość psów, huczało od gwaru. Najgłośniej jednak zachowywali się zdecydowanie handlarze i kupcy. Czego nie było na ich stoiskach? Przedmioty codziennego użytku, amulety, ozdoby, przeróżne ciekawe książki... Rzucałem okiem na prawo i lewo, aby uchwycić jak najwięcej w pędzie. W tym też miejscu przywódca musiał się ze mną pożegnać i kierował się jeszcze szybciej niż przedtem w stronę zapewne Pałacu. Lapsae było dość gwarnym miejscem, więc paradoksalnie ciężko było znaleźć kogokolwiek, z kim można byłoby pogadać. Czułem się zagubiony, kierując łapy raczej po dziwnym okręgu, chodząc od stoiska do stoiska i czasem przypatrując się budynkowi wielkiego banku. Mój kawałek Kryształu trzymałem raz w pysku, raz pod którąś z łap. Czułem, że coś się we mnie zmieniło... A gdyby skupić się tak przez momencik na jednej, jedynej rzeczy? Może odkryłbym cokolwiek? Podniosłem wzrok, patrząc na chmury na niebie. Nic wielkiego nie działo się, a więc żywiołem moim raczej nie była pogoda. Przeniosłem się kilka kroków dalej, myśląc ciągle o moich nieznanych jeszcze mocach. Wtem poczułem coś mokrego, spadło centralnie na mój grzbiet...czyżby jednak? Patrzyłem długo na swoją sierść, doszukując się ze zniecierpliwieniem choćby kropelki deszczu. Nie doszukałem się niestety niczego. Postanowiłem więc iść dalej, szukać już kogoś, kto mógłby oprowadzić mnie po terenach Eos. Inne psy nagle zaczęły zwracać na mnie uwagę, jakbym nie stał jeszcze przed moment w tym samym miejscu. Byłem głównym obiektem zainteresowania w tłumie, co nie zdziwiło mnie zbytnio. Chociaż w sumie chyba powinno. Patrzą na mnie z takim przerażeniem w oczach. Do tego co niektórzy krzyczą...co jest. Spojrzałem ukradkiem na swoją łapę, zajętą całkowicie ogniem. Wydarłem się z przerażenia, nie wiedząc zbytnio co robić. O dziwo nie czułem totalnie, kiedy zacząłem po prostu się palić żywym ogniem. Inni nadal biegali wokół mnie gorączkowo, aż jeden z psów wylał na mnie kubeł wody.
- Uważaj trochę, podpalisz nam całe miasto.
Usłyszałem. Rzeczywiście, zacząłem zostawiać po sobie skry ognia, które wybuchały na nowo większymi płomieniami, na szczęście w porę były gaszone przez tłum. Zrobiło mi się trochę głupio. Zrozumiałem za to, że moim żywiołem jest ogień. Teraz tylko muszę nauczyć się dobrze nim kontrolować...
- Przepraszam, to wypadek. Dopiero co odkryłem swój żywioł. Nie przypuszczałem, że może być nim ogień.
Pies, który oblał mnie wodą, stał przede mną teraz z nieco łagodniejszym wyrazem pyska. Był to owczarek niemiecki, wyższy ode mnie trochę i zapewne odrobinę starszy.
- Jesteś tutaj nowy?
Zapytał tylko.
- Tak, dopiero co tu mnie przyprowadzono. Jestem Caius, ale możesz mówić mi też pełnym imieniem, Commodus. Myślę, że do ciebie skieruję moją nieśmiałą prośbę, otóż, czy mógłbyś oprowadzić mnie po terenach, proszę? Byłbym wdzięczny.
Uśmiechnąłem się przyjaźnie w stronę psa, oczekując na odpowiedź.

<Oscar?>
1605 słów → 80೧ + 15೧

Powitajmy Commodusa!

Powitajmy nowego psa w sforze!
Commodus to trzyletni border collie. Postanowił objąć stanowisko strażnika terenów.
Podczas wizyty u Wyroczni poznał swój żywioł - ogień.
Teraz zostanie oprowadzony po terenach sfory przez Przewodnika.

Chcę poznać go lepiej!