10.05.2018

Od Horusa cd. Fallon

Pies lekko zmrużył oczy widząc wyraźne zakłopotanie idącej obok niego suki.
- Nic się nie stało - odpowiedział z uśmiechem na pysku, Fallon chwilę poźniej go odwzajemniła - Ja także chciałbym podziękować. W końcu złapaliśmy prawie siedem psów zamieszanych w napad rabunkowy ... W końcu zamek to nie lada gratka dla takich rzesimieszków jak oni.
Ruszyli wolnym krokiem w kierunku wydreptanej drogi ciągnącej się przez brzozowy zagajnik. Owe drzewo mocno pyliło, więc na psy leciały małe, białe listki. Horus kichnął w momencie gdy wciągnął sporą ilość tego spadającego czegoś. Z radością w sercu wybiegł z małego gaju i ruszył za biegnącą suką. Łapy same go prowadziły, on zamknął oczy i wysłuchując się w ciszę panującą w tym miejscu dreptał za Fallon. W końcu zatrzymał się przed wejściem do jaskini i zerknął na suke. Ta stanęła przed gęstym listowiem i najwyraźniej zmęczona odetchnęła.
- Do następnego spotkania - powiedziała uśmiechając się szeroko i przestępując z łapy na łapę.
- To ... do zobaczenia - zawołał pies oddalając się z pośpiechem. Jeśli się spóźni ... oj, będzie miał przechlapane. Jego myśli jeszcze błądziły wokół białej suki, aczkolkwiek służba całkowicie go wykończyła.

Pies nerwowo zastrzygł uszami na dźwięk metalu. Ostatnie godziny służby zawsze takie były, najgorsze i najniebezpieczniejsze. Wyraźny chrzęst świadczył o obecności innego psa, najprawdopodobnie wojownika i to w jego najbliższym otoczeniu. Głęboko westchnął i poprawił wiszący u jego boku Lunares, czuł się pewniej gdy miał go na wyciągnięcie łapy. Nie mogł wyczuć ewentualnego przeciwnika gdyż ten szedł od zawietrznej. Odetchnąl z ulgą gdy z zarośli wyłonił się znajomy i zgorzkniały pysk ciemnego psa.
- Witaj Horus - nasycony jadem głos rozniósł się po lesie.
Pies uśmiechnął się pod nosem podchodząc do ,,kolegi" po fachu.
- Dawno cię nie widziałem stary druhu ! Co tam porabiasz ? - zapytał i nie czekając na odpowiedź psa dodał - Dzięki że przyszłeś mnie zamienić. Do zobaczenia.
Usłyszał jakąś obelgę skierowaną do niego i ruszył biegiem do strażnicy. Znalazł tą resztkę sił, myśl że zaraz będzie w domu napawała go radością.

Deszcz który pokrył całe niebo zaskoczył psa. Owczarek biegiem ruszył w stronę karczmy w Lapsae. Otwierając drzwi naparł na niego zaduch panujący w środek. Usiadł przy stoliku i wpatrując się w rynek zmrużył oczy.

Mimo że siedział tu od paru godzin to pogoda chyba nie zamierzała się zmienić. Przegryzł wargę i wolnym krokiem podszedł do niskiego psa stojącego przy ladzie. W końcu musi gdzieś spać, prawda ?
- Co dla szanownego pana ? - cichy głos szarego psa trochę go zdziwił.
- Jeden pokój na jedną noc - odpowiedział ziewając.
Psiak pokiwał łebkiem i po zapłacie wręczył psu metalowy klucz. Ku jego zaskoczeniu dostrzegł idącą pod dachem białą sukę. Włożył klucz do torby i wyszedł z karczmy. Swe kroki skierował do białej i mokrej postaci.

Fallon ?
| 439 słów → 20೧ |

Od Fallon cd Horusa

Fallon nie była otoczona, psy teraz skupiły się na obcych, których Fallon na początku nie rozpoznała. Ale potem, zobaczyła Horusa. Nie chciała, aby stała mu się krzywda, więc niewiele myśląc, rzuciła się w krzaki, aby wyjść pomiędzy psami.
Biegła ile sił w łapach, psy były trochę szybsze od niej. Kiedy wyskoczyła na drogę, zobaczyła jak psy pędzą na siebie. Fallon skupiła się na wrogach, stała pośrodku drogi, mimo, że słyszała krzyki Horusa, aby się odsunęła. W jednej chwili, wrogie psy stanęły w miejscu.
- Co jest? Nie mogę się ruszyć! - Zawył jeden z nich, zaraz za nimi, zaczęła warczeć reszta. Fallon uśmiechnęła się przez ramię do Horusa.
- Spokojnie, nie uciekną, dopóki tu jestem - Fallon patrzyła, jak Horus nieco zdumiony unieruchomieniem przeciwników.

Towarzysze Horusa zabrali wrogie psy, Fallon natomiast w towarzystwie Horusa szła powoli do swojego domu. Słońce powoli wyłaniało się zza linii horyzontu. Suczce bardzo się podobało się to zjawisko. Milczeli, suczka nie chciała zbytnio rozmawiać, znów wpakowała się w problemy. Kiedy doszli na miejsce, Fallon odwróciła głowę w kierunku Horusa. Delikatny wiatr rozwiewał sierść zarówno jej, jak i jemu.
- Dziękuję za pomoc. Nie wiedziałam co robić... Gdyby nie wy, nie wiem jak by to się skończyło.

Horus?
| 201 słów → 10೧ |

9.05.2018

Od Horusa cd. Agnes

Kremowy owczarek chwycił dwa przygotowane wcześniej kamienie i zaczął nimi przecierać nad stosikiem drewna. Ich szorstka powierzchnia od razu odpowiedziała jasnymi iskrami które zaczęły pryskać na wszystkie strony. Gdy patyki zajęły się ogniem, wyjął szybko kilka bulw ziemniaków i lekko zakopał w ziemi pod ogniskiem. Gdy wszystko zaczęło się piec, zdjął sakwę ze stolika i wyjął z niej mały słoik z żurawiniwym przecierem. Położywszy go obok skromnej zastawy i małego wazonika, zadowolony z siebie śmiechnął się pod nosem. Całość nie prezentowała się źle. Ba, nawet pies był z niej dumny. Podziękował sobie w duchu że kupił ten poradnik kucharski na rynku, aczkolwkiek raczej wolał aby Agnes o tym fakcie nie wiedziała. Jeszcze uzna że jest jakąś ciotą. Zerknął na siedzącą obok niego sukę, ta z uszami na sztorc wpatrywała się w skraj lasu. Jej brązowo szare futro lekko falowało na wietrze wraz z liściami i płatkami kwiatów unoszącymi się w powietrzu. Pies przez chwilę zwrócił swój wzrok na piekącego się jelenia, jednak zaraz usiadł obok suczki. Ta obróciła się w jego stronę i posłała mu delikatny uśmiech. Odwzajemnił go i nieznacznie się przeciągnął.
- Lubisz ciszę, prawda ? - zapytał.
- Tak - krótka odpowiedź jak i pytanie zostały poprzedzona gwałtownym poruszeniwm w krzakach, wydanym przez królika, który zaskoczony uciekał przed jastrzębiem. Ogromne ptaszysko chwyciło bezbronne zwierzę i wzbijając się wydało piskliwy dźwięk.
- Ja też ... choć czasami lubię porozmawiać o czym kolwiek, jak na przykład teraz - stwierdził z uśmiechem na pysku i gwałtownie wstając wypatrywał odlatującego ptaka. Gdyby królik był chociaż trochę większy ... wątłe i pewnie bardzo młode zwierzątko nie miało szans z wygłodniałym ptaszyskiem.
- Idę sprawdzić co z naszym obiadem - rzucił przez ramię i  powolnym krokiem doszedł do improwizowanego rożna.
Mięso lekko się zarumieniło, mocno pachniało ziołowymi aromatami. Jeśli chodzi o zioła ... starał się wybrać najlepsze według niego i jego podniebienia. Podniecony smakowitym kawałkiem mięsa spojrzał się na płonące ognisko. Nie chcąc trudzić Agnes wziął wiadro i ruszył do najbliższego strumyka, nabrał pełen pojemnik czystej wody i gdy się obrócił aby potruchtać do piekącej się sarny, ognisko było już ugaszone i jedynym śladem że palił się tam ogień, to smuga szarego, wijącego się dymu. Lekko zdziwiony wylał zawartość wiadra i powrócił do suki która z szelmowskim uśmiechem na pysku wpatrywała się w niego podnosząc jedną brew.
- Wiesz, że bez problemu mogłam to ugasić - powiedziała lekko rozśmieszona i zwrociła się do psa który po pokonaniu średniego dystansu kilka razy prawie dostał zadyszki.
- Myślałem że jesteś zajęta - powiedział widząc że cała ta sytuacja bawi Agnes.
- Mogłeś zawołać - odpowiedziała i podeszła krok do psa stojącego przed nią.
- Nie chciałem ci przeszkadzać, a po za tym, to ja robię nasz posiłek - owczarek wyszczerzył zęby w zwycięskim uśmiechu na widok tego że suka odpuściła. Telekinezą rozsunął mały koc, ruchem łapy zaprosił sukę do stołu, a raczej małego drewnianego stoliczka. Ta podeszła i w momencie gdy usiadła, pies wyjął swój noż i zabrał się za krojenie mięsa. Cicho syknął gdy kawałek mięsa gwałtownie mu upadł na łapę. Szybko go odrzucił w krzaki i nie czekając chwilą zaczął ciąć wielki udziec. Nałożył porcję suce jak i sobie, reszta mięsa może poczekać, przecież nie zje się wszystkiego od razu, prawda ? Szczególnie jeśli upolowało się ogromnego jelenia. Wykopał gorące ziemniaki i nałożył je na talerze. Gdyby nie telekineza, to jego łapy by pewnie były pokryte bąblami. W końcu wyjął butelkę wina, którym od czasu polewał mięso. Została jeszcze spora część, siadając postawił je na stole. Zerknął na sukę, ta wpatrywała się w jego poczynania śledząc każdy jego ruch. Pies ciepło się uśmiechnął i rzucił szybkie ,,smacznego". Do jedzenia się wręcz rzucił, nie wiedział że będzię to aż tak dobre.

Gdy dwa psy skończyły posiłek usiadły obok wpatrując się w horyzont. Owczarek błogo zamknął oczy i zwrócił się ku chmurom. Za niecałą godzinę powininno zajść słońce, panował już lekki półmrok.Pies zerknął na leżącą sukę. Świetnie czuł się w jej towarzystwie, był to jedyny pies z którym spędził tyle czasu. Na jego pysku mimowolnie pojawił się uśmiech. Nagle Agnes gwałtownie podniosła łeb i odwróciła się na pięcie. Na jej pysku najpierw pojawił się lekki grymas zdziwienia, który zaraz zastąpiła maska obojętności. Pies szybko wstał i obróciwszy się ujrzał stojącą przed nimi postać. W lesie dostrzegł lekki błysk, może mu się przewidziało ? Skupił się na postaci. Stanął krok przed suką i wysoko podniósł łeb.
- Kim jesteś ? - zawołał.

 Agnes ? c:
| 736 słów → 35೧ |

8.05.2018

Od Agnes C.D Horusa

Zaniemówiła, wpatrując się w psa. Nie było w tym co prawda nic dziwnego, skoro nieopodal nich leżała świeżutka sarna, która sprawiała, że Agnes poruszała delikatnie nosem. Jednakże mimo wszystko poczuła niekoniecznie przyjemne mrowienie w łapach. Właściwie to nie tylko w łapach, gdyż powoli rozeszło się na całe ciało. Coś do niego czuła? Jakby została zaproszona przez jakiegokolwiek innego psa, tak po przyjacielsku na obiad nie odmówiłaby i bez zamyślenia, by poszła. Na przykład do Oscara albo do kucharki, Sol, z którą miała przyjemność pracować krótki czas podczas Festiwalu. Szybko odrzuciła te przemyślenia.
Patrzyła tak z może nawet nieco rozchylonym pyszczkiem na Horusa, aż w końcu spojrzała w ziemię i pogrzebała w nią łapą. No dalej, zgódź się - usłyszała myśli tłoczące się w jej głowie. Przez jej pyszczek przemknął tajemniczy wyraz i zaraz uśmiechnęła się delikatne.
- Jasne - Powiedziała powoli przerzedzając każdą sylabę, tak, że pies, aż uniósł brew. Wiedział, ze coś się swędzi. Wszystko wokół to wiedziało. Ryby, które zatrzymały się w ich cieniu i wiatr, który nagle przestał wiać. Razem z zaniknięciem delikatnych podmuchów, liście na wysokich brzozach również przestały szeleścić. - Idziemy do Helecho przez Święty Gaj?
- A kto powiedział, że my idziemy do Helecho?
Suczka przechyliła głowę wpatrując się z zainteresowaniem w psa, który uśmiechnął się pod nosem przeskakując ponownie przez strumyk równocześnie płosząc wszystkie ryby. Dotknął łapą swojej zdobyczy jak gdyby sprawdzając czy przez ten krótki czas rozmowy zmienił się jej stan. Miała zastygnąć? Rozpłynąć się w środku? Nie wiedziała, ale nie było to szczególnie ważne. Horus przełożył ją przez grzbiet i wciągnął rześkie powietrze zmieszane z przyjemnym, pysznym zapachem czegoś, co za niedługo miało stać się obiadem. Dopiero po dłuższej chwili obserwacji Ag zapytała:
- Co masz przez to na myśli?
- Ty tu zostań, a ja zaraz wrócę. - Zapewnił Horus uśmiechając się pod nosem. Obrócił się tyłem do suki i wszedł powoli między drzewa, aby nie upuścić łupu. Widziała go jeszcze dłuższą chwilę, gdyż lasek był rzadki. Zniknął z jej pola widzenia dopiero wtedy, kiedy skręcił za jakąś skałę. Została zostawiona sama sobie i właściwie to czas upływał jej bardzo wolno. Nie była niezadowolona z tego co zrobił pies, najzwyczajniej w świecie była zbyt zaciekawiona, aby skupić się na czymś innym.
Dopiero po dłuższej chwili oczekiwania podniosła się z delikatnej, świeżej trawy, aby wyciągnąć za pomocą mocy wodę ze przepływającego obok strumyka. Przez kilka sekund pozostała w jego miejscu całkowita pustka, ale zaraz potem zalała się ponownie wodą. Smugi wody, którą Agnes sprawnie się posługiwała wirowały pomiędzy drzewami. W końcu stworzyła wielką taflę ponad koronami brzóz, która sprawiała wrażenie, jakby cały ten teren znajdował się nad wodą. Dopiero po chwili zamieniła to wszystko w pojedyncze krople, delikatną mżawkę, która zatrzymała się w połowie już mając uderzyć w ziemię. Patrzyła tak na ten widok z zapartym tchem, bo gdyby nie fakt, że gdzieś nad nią przeleciał ptak wydawałoby się, że zatrzymała czas. Dopiero po dłuższej chwili połączyła to wszystko w jedną smugę wprowadzając ponownie do strumyka. Kiedy oddana przez nią woda zbliżyła się z tą płynącą wokoło powstały rozpryski, ale trwały tylko chwilę. Taką krótką chwilę, że ktoś nieuważny mógłby tego nie dostrzec.
Po tym wszystkim praktycznie od razu pojawił się Horus niosąc przed sobą za pomocą telekinezy stolik. Mały, drewniany stoliczek, ale wystarczająco duży, aby dwójka psów mogła coś na nim zjeść. Obok niego lewitowała również sakwa, której nie mógł przewiązać przez grzbiet, gdyż cały czas miał na nim sarnę. Rozłożył to wszystko i położył na stoliku idealnie sprasowaną skórę zszytych razem zajęcy. Wyglądało to naprawdę ładnie. Obok rozłożył patyki i rozpalił na nich ogień, a w sarnę włożył kij, który umocował pomiędzy dwoma drzewami na tyle, aby sięgał do niej ogień. Agnes zauważyła, że była w czymś umoczona i posypana przyprawami, dlatego pachniała o wiele smaczniej niż przedtem.
- Oh, ognisko? Dawno nie jadłam w takim stylu.
Błękitnooka podeszła bliżej stolika, aby przyglądać się przygotowującemu wszystko samcowi. Wyciągnął jakiś błahy, szklany wazonik przybrudzony z różnych stron. Mimo to jednak nie stracił w oczach Agnes swojego uroku. Zabrała go i zamoczyła w strumyku, aby ten wyczyścił się w świeżej, czystej wodzie, która najprawdopodobniej wypłynęła z jakiegoś źródełka, co nie byłoby takie dziwne zważywszy na otaczające ich skały. Jednocześnie nalała do niego wody, aby powkładać tam wrzosy i niezapominajki, których było tutaj pełno zważywszy na pełną życia wiosnę. Urwała delikatnie chudą, małą gałązkę odstającą od pnia brzozy, aby ją tam włożyć. Nieco wygładzonych kamyków, które opadną na dno i... gotowe! Odstawiła to delikatnie na środek stolika jednocześnie spoglądając kątem oka na szykujące się jedzenie.
W tym właśnie momencie dostrzegła jasne, szare - acz prawie błękitnawe - futro, które dotąd mieszało się dobrze z otoczeniem. Najpewniej, gdyby nie spojrzała się w tamtym momencie w tym dokładnie kierunku nie dostrzegłaby lodowatych, niebieskich oczu, które wpatrywały się w nią ze zdziwieniem. Nie od razu, ale dosyć szybko zdała sobie sprawę, że skądś zna już tą młodą suczkę. Wtedy jednak ta już zniknęła i jedynym elementem, który utrwalał Agnes w przekonaniu, że się nie przewidziała to odciśnięta łapa na ziemi, która stała się wilgotna, przez przepływający nieopodal strumień. Była pewna, że to ta mała, która okradła sprzedawcę w Litore. Nic dziwnego, że ją już wypuścili, skoro mimo wszystko nie zrobiła nic strasznego, skoro wokół dzieją się o wiele gorsze rzeczy. Zastanawiający był jednak fakt, dlaczego kręciła się wokół niej. Łaciata zmarszczyła brwi i pokręciła głowa, spoglądając ponownie na psa, który pochłonięty przygotowaniami tego nie zauważył.

<Horus? 8)>
| 900 słów → 45೧ |

5.05.2018

Lady - Wyrób Amuletów [1/4]

Czarna suka zmarszczyła brwi widząc zielony kamień na ladzie, dziwnie się błyszczał, jakby ... czymś emanował. Podniosła wzrok na stojącego przed nim brytana. Pies stał z szeroko rozstawionymi łapami i wpatrywał się w błyskotkę ma stole. Jego sierść była krótka i śmiesznie sterczała na boki.
- Co to jest ? - zapytałam dotykając tego cudeńka. Przejechałam po nim opuszkiem łapy, faktura tego przedmiotu była gładka, w niektórych miejscach lekko uszczerbiona. O ile się nie mylę, to wytwarzam broń, amulety nie są w moim zakresie. Więc ... po co to przyniósł ?
- Kamień - stwierdził zachrypniętym głosem - Ale ... nie. Nie taki zwykły kamień. Magiczny ...
Przewróciłam oczami. Brawo, dokonałeś odkrycia na wielką skalę. Jednakże to wiem.
- Przykro mi, ale nie zajmuję się wytwarzaniem amuletów, medalionów i innych rzeczy magicznych - pies wlepił we mnie swe żólte oczy.
- Jak to ?
Szczerze ? Nie wiedziałam jak na to odpowiedzieć.
- To nie jest w moim zakresie ...

Gdy wytłumaczyłam psu iż nie robię takich rzeczy, ten obrażony wyszedł. Wzdrygnęłam się na trzask drzwi.
Może ... warto było by się nauczyć ? Jeszcze tego samego dnia odwiedziłam kuźnię w Lapsae. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy, i to co najbardziej mnie ucieszyło, tytuły dobrych książek. Jedną, trochę starą dostałam na początek od znajomego kowala. Wszystkie kamienie o małych mocach, szorstkie kamyki wielkości kasztana zakupiłam na rynku w ramach ćwiczeń. Jakby coś poszło nie tak, skutki uboczne tych kamyczków są małe albo krótkie, wręcz nieodczuwalne i bezpieczne.

Wraz z gorącą herbatą siedziałam na tarasie i robiłam notatki. Szum morza koił mój zmęczony umysł, blask świecy drażnił moje oczy. Westchnęłam, gdy sięgając po kubek przewróciłam szklane naczynie z atramentem. Na początku teoria która wręcz paliła moje oczy, naprawdę ? To wszystko aż tak źle brzmi ? Szybko przewracałam kartki szukając potrzebnych mi informacji. Gdy skończyłam, z podziwem przeglądałam kartki. Wszystko ładnie opisane, ważne informacje w jednym miejscu. Teraz czas na najlepszą rzecz. Praktykę.

| 322 słowa → 15೧ |